lutego 25, 2018

Co na wsi piszczy? - Afrykański pomór świń

Co na wsi piszczy? - Afrykański pomór świń


Nigdy nie zajmowałam się polityką na blogu, uważam, że są do tego lepsze miejsca, niż blog nie związany z polityką. Sprawy wsi znam od podszewki - mieszkam tam, moi rodzice zajmują się gospodarką od pokoleń. Nigdy nie odpowiadałam na zaczepki, że rolnicy ciągną pieniądze z Unii Europejskiej, choć to mydlenie oczu osób nie związanych z wsią. Polska gospodarka przeżywa kryzys, a to zasługa również polityków. Media zwykle milczą, więc dziś troszkę ja, o szarej rzeczywistości na Polskiej wsi.

AFRYKAŃSKI POMÓR ŚWIŃ (ASF)

Choroba groźna, wirusa ciężko wytępić, ponieważ może przetrwać bardzo długo w teoretycznie trudnych warunkach - przetrwa wysoką temperaturę, procesy gnicia, wędzenie, gotowanie czy wysychanie, a w mrożonym mięsie jest w stanie przetrwać do pół roku. My, jako człowiek jesteśmy nosicielami pośrednimi. Głównym źródłem są dziki, które nie wiedzą, co to jest granica państwa i przemieszczają się do naszego kraju przenosząc chorobę. Jeśli trzoda zostanie zarażona nie leczy się jej, przez ryzyko przenoszenia wirusa dalej. Świnie padają, niekiedy od razu, w innych przypadkach w długich męczarniach. 
Odpowiedź Ministerstwa Rolnictwa?
Nakazują przygotowanie specjalnych mat dezynfekujących, z czym się zgadzam, bo to ważny czynnik w obronie przed wszelkimi bakteriami i wirusami, nie tylko pomorem. Dezynfekcji ma podlegać każde auto, które wjeżdża na posesję, dzięki czemu nie wnosi zarazków z zewnątrz i nie wywozi patogenów od gospodarza.

Nakazują trzymanie trzody chlewnej z dala od dzików (serio?), w zamkniętych budynkach. Jakkolwiek głupio brzmi ten zapis, jego konsekwencje przekładają się na wszystko, co dookoła gospodarstwa, ale o tym ciut niżej. Nikt o zdrowych zmysłach, we współczesnej gospodarce nie pozwoli na kontakt z dzikami, jest to niemal niemożliwe. Nie potrafię wyobrazić sobie takiej sceny. Każde okno, drzwi, miejsce, przez które mogą przedostać się inne zwierzęta powinno być osłonięte siatką. I dalej nie miałabym nic przeciwko, gdyby pod oczami nie rozsypał mi się obraz wsi tej, którą znam z codzienności:

Ciepłe lato, obudzona śpiewem ptaków i szczekaniem psa wychodzę na dwór, witam się z kotami, idę po warzywa na ogród i mogę ze spokojem zjeść śniadanie. Jaskółki przysiadają na drabinie i świergocząc odpoczywają chwilę. Inne przelatują obok nich, trzymając w dzióbkach kawałki patyczków lub fragmenty mieszkanki błotnej i wlatują do budynków gospodarczych, gdzie budują swoje gniazda. Później obserwuję żółte rozwarte dzióbki wołające o jedzenie.

No właśnie. Co z tymi kotami, które Ustawa nakazuje usunąć z gospodarstw?

Co mamy zrobić z dorosłymi kotami, które mają swoje przyzwyczajenia, śpią zwinięte w kłębek, schowane między świeżymi źdźbłami słomy, a zimą moszczą się między prosiaczkami, by dodatkowo ogrzać się w blasku lampy? Mamy wyrzucić je na zimny mróz? Przestać traktować jak żywe istoty, nie dawać im jeść i mieć nadzieję, że same sobie poradzą? Mają zrozumieć, że przestajemy się nimi opiekować, bo tak postanowiło kilku panów? Mamy oddać je do przepełnionych schronisk? Ilu znajdzie się takich, którzy bezdusznie utopią te biedne istoty?
Nie bez przyczyny koty zostały oswojone i stały się towarzyszami ludzi - chroniły i nadal chronią zbiory przed myszami. To naturalne, ale dzięki usunięciu kotów zaczniemy kupować preparaty chemiczne, nabijać sakiewki koncernów farmaceutycznych i przy okazji udawać, że jesteśmy eko i bio? Nieźle.
Rozumiem, że mogą być one źródłem zakażeń, przez ich indywidualne ścieżki, ale nie możemy ich zlikwidować od tak.



Główne źródło? Dzik - niech biega.

Jak już wspominałam wyżej dziki przekraczają wschodnią granicę tworząc kolejne ogniska ASF. Niegdyś locha miała miot maksymalnie 2 w roku, który składał się z 2-4 młodych, dziś dochodzi do 3 miotów po 4-8 warchlaków każdy. Dzieje się tak przez zmiany klimatu na cieplejszy i łatwy dostęp do pożywienia, również tego, które ludzie wyrzucają w lasach. Rozwiązanie jest jedno, proste, może dla niektórych brutalne, acz jedyne skuteczne, również pod względem ekologicznym - wybicie. Regularny odstrzał jest zbyt mały, nie likwiduje odpowiedniej liczby zwierząt. Szkoda, że o tym Ministerstwo Rolnictwa milczy. Ostatnio przebąkiwali, że postawią płot na granicy.. Jak ma to pomóc, skoro choroba już się roznosi i nadal nie robi się nic, co usunęłoby dalsze zagrożenie, prócz kontroli, czy pozbyto się kotów i zakratowano okna i drzwi?
Rolnicy nie skarżą się na dziki jedynie w sytuacjach awaryjnych. Problemem są również, gdy wpadają w pola kukurydzy, ziemniaków plądrując i niszcząc to, co udało się wyhodować. Stają się problemem, kiedy podchodzą pod większe miasta i przechadzają się uliczkami dzielnic.
Często zabieramy im domy, jednak decydując się na taki krok, powinniśmy zapewnić im inny, czego zwykły, szary człowiek nie jest w stanie zrobić..

lutego 16, 2018

Beksa

Człowiek uwielbia wmawiać sobie rzeczywistość, którą chciałby żyć. Tworzy bańkę mydlaną, w której zamyka się, otacza, czuje się bezpiecznie. Zaczyna wierzyć, że jest nieśmiertelny. 

Dopiero, kiedy ktoś przebija powłokę, która na pozór ma chronić, upada z impetem. Zdaje sobie sprawę, jak słaby ma stelaż. Udaje, że to deszcz, nie łzy. Czy deszcz może padać w pokoju?

Też tak myślałam.

Mam cholernie słaby kręgosłup emocjonalny. Kiedyś próbowałam z tym walczyć, by najmniejsze słowo z ust ważnej osoby nie wprawiało mnie w poczucie winy, nie zapędzało w kozi róg, z którego nie ma wyjścia. Jakiś czas udawało się, wmówiłam sobie niezależność, kontrolę nad sytuacją. Wszystko było ładne do czasu, aż ktoś nie trafił i ominął czuły punkt. 

Ale wszystko wraca, za każdym świadomym lub nieświadomym zakrzywieniem mojego obrazu świata. Zamykam się w sobie, odwracam plecami i próbuję maskować łzy. Przeziębiłam się, dlatego ciągnę nosem. 

W tym wszystkim najgorsze jest, że maskuję te wszystkie emocje. Nie umiem wybuchnąć, ukrywam łzy, gdy patrzę na wzruszający film lub słucham muzyki, nie potrafię pokazać, jak bardzo się cieszę z kwiatów. 

Później wszyscy myślą, że jestem zimna i zbyt dumna, by spojrzeć w oczy. Sądzą, że nie potrzebuje, nie czekam na ramiona, w których mogę się schować, choć tak naprawdę wyczekuję ich codzienne, najlepiej kilka razy. Że nie potrzebuje miękkich warg na ustach, na dzień dobry i dobranoc. 

A właśnie tego najbardziej potrzebuje, jak każdy.


stycznia 24, 2018

Cudowny chłopak - o (braku) tolerancji

Cudowny chłopak - o (braku) tolerancji
Dla 10-letniego Auggiego nie ma niczego bardziej niezwykłego niż "zwykły dzień w szkole". Urodzony z licznymi deformacjami twarzy, dotąd uczył się w domu pod okiem mamy. Teraz jednak, zaczynając 5 klasę w normalnej szkole, ma nadzieję, że koledzy potraktują go jak zwyczajnego chłopca. Jego wygląd sprawia, że staje się szkolną sensacją, a dla wielu wręcz "dziwadłem". Jedni się z niego śmieją, inni wytykają palcami, ale nikt tak naprawdę niczego o nim nie wie. Wszystko zacznie się zmieniać, gdy w szkole pojawi się nowa uczennica. Urocza Summer potrafi dostrzec w Auggiem coś więcej niż nietypowy wygląd. Wystarczy jeden przyjazny gest, jedna pomocna dłoń, by obudzić w Auggiem siłę, dzięki której będzie potrafił udowodnić, że nie tylko twarz czyni go kimś niezwykłym.

Zdaje się, że kino, książki już nie pierwszy raz serwują nam  historię o pokonywaniu własnych kompleksów, lęków, przezwyciężaniu strachu przed innymi przedstawicielami naszego gatunku. Bo człowiek w całej swej okazałości inteligencji, mądrości, głębi uczuć, jest najmroczniejszą z istot stąpających po Ziemi. Niestety, ale dzisiejsze czasy udowadniają, że nadal potrzebujemy takich filmów.

Głównym bohaterem jest 10-letni chłopiec - Auggie, który przez wadę genetyczną, związane z nią liczne operacje ma zdeformowaną twarz. Można domyślać się, jak  czuje się dziecko, na które każdy patrzy z niedowierzaniem, szokiem wymalowanym na twarzy, nutą strachu i przerażenia. Na szczęście chłopiec urodził się w domu, gdzie ma kochającą rodzinę, mamę, która wszystko dla niego rzuciła, ojca - starającego się by chłopiec budował swoją pewność siebie, nastoletnią siostrę, która poświęca się, by brat miał lepsze życie. 


 Mama postanawia zrezygnować z nauczania w domu na rzecz szkoły - nadszedł czas, by chłopiec cieszył się z dzieciństwa razem ze swoimi rówieśnikami. Przed Auggiem trudne wyzwanie, jakim są dzieci, które nie potrafią taktownie, jak dorośli chować swoich emocji i uczuć. Widać po nich, kiedy coś im się podoba, kiedy nie mają ochoty przyjaźnić się z kimś. Są szczere do bólu. Nowe środowisko, pełne różnobarwnych postaci, ciągle kształtujących swoje charaktery, stawia przed chłopcem wiele problemów - brak akceptacji, wyśmiewanie, szukanie prawdziwego przyjaciela, który nie bawi się z nim kierowany litością. Wszystko to sprawia ból, a jedyną ucieczką jest nauka - dziecko zafascynowane jest światem fizyki i  astronomii. Jak każdy mały człowiek ma ogromne marzenia i plany, dzięki którym łatwiej mu pokonywać trudności.
Dzisiejszy świat krzyczy, jaki jest tolerancyjny, jak bardzo patrzy w serce i charakter. Kontrastem stają media, które kreują w nas kompleksy, pokazują jak powinniśmy wglądać. Infulenserki wrzucają przerobione, z mnóstwem filtrów zdjęcia i podpisują cytatem, że największe piękno to natura, nasze wnętrze. Świat staje na ogromnym zakręcie hipokryzji, co wyraźnie pokazuje film. Mamy podobać się sobie, czy innym? Dramat pokazał, jak bardzo dzisiejsze czasy każą nam się dostosować do innych, ludzie podejmują decyzje pod presją otoczenia, wręcz boją się mieć swoje zdanie i go bronić.


Jednak chłopiec to nie jedyna ważna postać, nie jest to też matka, która całe życie, rodzinę i dom dopasowała do chorego chłopca, co jest naturalnym odruchem kobiety. Zawsze w cieniu, zawsze z boku stoi siostra - Via. I choć próbuje nas przekonać, że rozumie postawę rodziców, wie dlaczego cały świat kręci się wokół młodszego brata, wyraźnie widzimy, jak bardzo cierpi. Jest nastolatką, która potrzebuje rodziców - mamy, której opowie o pierwszej miłości i obejrzy romantyczną komedię, taty, który powie, że jest piękną, młodą kobietą. Czeka na chwilę uwagi, również pragnie, by rodzice spędzili z nią trochę czasu, zwyczajnie zapytali Co u niej słychać? Swój ból chowa pod uśmiechem i pomocą przy opiece nad Auggiem, jak sama twierdzi, nie chce przysparzać dodatkowych kłopotów.


Poza wartościami takimi jak tolerancja, samoakceptacja, dorastanie, poruszony zostaje wątek bliskości, rodziny. Rodzice są bardzo zżyci z dziećmi, przeszli razem przez ogromne trudności, co zbudowało bliską i intymną relację. Rodzice nie są idealni, wiedzą, że czasem zbyt mocno rozczulają się nad Auggiem, a za mało czas poświęcają córce; często nie wiedzą, jak obejść trudne pytania. Jak w każdej rodzinie padają kłótnie, bolesne słowa, ale kiedy tylko trzeba - jest pomoc, współpraca i przyjaźń. Czasem rodzeństwo może liczyć tylko na siebie, mimo kłótni i problemów trzeba je doceniać.
Dzisiejszy świat trochę zamazał obraz rodziny, skrzywił go. Nie znam takiej idealnej, gdzie nie ma sprzeczek, ale jednocześnie, kiedy trzeba znajduje się czas na pomoc. Ile razy, kiedy byłam mała i biegałam boso po domu, mama marudziła, że mam założyć kapcie, bo się rozchoruję, a ona nie będzie ganiać ze mną po lekarzach? A kiedy faktycznie coś się działo, pierwsza reagowała i wiozła mnie do przychodni? Ile raz ktoś powiedział mi coś miłego, a mama pokazała, że nie warto przejmować się zdaniem innych? Przestaliśmy doceniać jej wartość, warto nad tym pomyśleć, oglądając ekranizację.


Film zdaje się opowiadać o rzeczach oczywistych, jednak świetnie gra na uczuciach. Nie jeden raz kręcą się łzy w oczach, za chwilę pojawia się śmiech. Dziś potrzebuje takich filmów, by zobaczyć, przypomnieć sobie zapomniane wartości.
Atutem są aktorzy - Julia Roberts i Owen Wilson stworzyli świetny duet, pokazując, że rodzice, których dziecko boryka się z wieloma problemami nie żyją w ciągłej trwodze. Mamy zatroskaną mamę, ale i ojca, który wprowadza najwięcej humoru bojąc się mamy. Aktorzy dodają uroku do scen. 11-letni Jacob Trembley świetnie poradził sobie wcielając się w głównego bohatera, a nie mogło być to łatwe.
Spora dawka słodkości, którą przyjemnie się ogląda. Daje do myślenia i zachęca do przeczytania książki R.J. Palacio, na podstawie której została stworzona.

Wszyscy powinniśmy przynajmniej raz w życiu dostać owację na stojąco, bo przecież każdy z nas zwycięża ten świat.
Copyright © 2016 lekkość duszy , Blogger