grudnia 25, 2016

Daleko

Po Wigilii, pasterce, prezenty rozdane. W domu cisza, w uszach muzyka, ozdobne lampki powieszone w oknie dają nikłe światło. I nagle sobie uświadamiam, jak bardzo tęstknie, jak bardzo chciałabym Cię mieć tu przy sobie. I chociaż to jest tylko chwilowe, mimo, że wiem, że jest Ci tam teraz dobrze, w wygodnym łóżku, to jednak z wszystkich tych prezentów chciałabym się teraz w Ciebie wtulić. Tak po prostu. Tak jak czasem nad ranem z zamkniętymi oczami słucham Twojego spokojnego oddechu.. Coś mi mówi, że już zawsze będzie dobrze. I chociaż wiem, że nie zawsze będzie w życiu tak, jakbym chciałam, to czuję, że łatwiej, lepiej przetrwam burzę. 

Może to kolejny wpis o tym samym uczuciu, ale cały czas się go uczę. Bo każde jest inne. Czasem się wydaje, że coś znamy, jednka wystarczy zmienić konstrukcję, by mieć coś całkiem innego, nowego, lepszego. 

Zawsze pod koniec roku, w święta ludzie składają sobie życzenia, mówią o kolejnym roku. A ja chciałam Ci Aniołku podziękować. Jeszcze nie do końca umiem mówić, dlatego chcę napisać. Dziękuję, że mnie spowrotem otworzyłeś na życie, za każdy uśmiech, każdą przespaną razem noc, każdą chwilę, która mi pokazuje, że całymi dniami można czuć się dobrze, nie tylko chwilowo. Nie trzeba zatrzymywać się w miejscu, zakopywać się w poduszkach myśląc "Co by było gdyby". Trzeba żyć tu i teraz.. Za wszystko Dziękuję, Kocham.

P.S. Tęsknie, wracaj szybko

października 18, 2016

Właśnie tak

Właśnie tak
Że wszystko z czasem się ułoży, każdy kolejny krok będzie pewniejszy. Bo do pewnych rzeczy trzeba dojrzeć, do pewnych decyzji trzeba dorosnąć, i dopiero, kiedy dostrzegamy, że teraz, w tej chwili jest dobry moment, to musi się udać. I mi w końcu też się udało. Teraz mi się uda, do końca roku. Muszę dać radę, przynajmniej spróbować postawić ten mały krok, którego brak wciąż czuję  na karku. I niby jest wszystko okay, ale jednak coś z tyłu głowy wiecznie mnie przetrzymuje, że aby być tak na sto procent potrzeba mi tej jednej, jedynej, małej decyzji. I już dzisiaj wiem, że jutro to zrobię. Kropka.

Czasem się zastanawiam, każdy, kto to czyta, każdy, kto mnie zna, choć odrobinkę, jak odbiera te dziwne moje rozmowy? Jakbym stawała naprzeciwko lustra, albo tworzyła scenę, wychodziła na nią i rozbierała się z każdej myśli. Osobiście znam tylko jedną osobę, która to czyta i za chwilę spogląda mi w oczy, z którą normalnie funkcjonuję, jakby tego miejsca, tych liter, słów, wszystkich zdań i wyznań nie było. I czasem się waham, czy to jest dobre. Niby łatwiej tak przelać wszystkie emocje, uczucia, ale z drugiej strony jak długo można omijać ważne tematy i nie mówić o nich prosto w oczy. Pisanie ogromnie pomaga, ale i utrudnia, jak już raz wpadnie się w pułapkę pisania, najchętniej wszystko by się tak rozwiązywało. Jednak tak się nie da, powoli trzeba zacząć uczyć się mówić tu i teraz. Potrzebuję rozmowy, porozmawiaj ze mną. I tak też będzie.

Czuję wewnętrzny, typowy dla mnie chaos, który jednocześnie jest bardzo mój, bardzo pozytywny. To przez te motylki w brzuchu, że już za chwilę znowu będziesz obok. Jakoś nie znikają i mam nadzieję, że nie znikną. Bo jakoś nadal uwielbiam to wszystko, powoli pęka skorupa, z której wychodzę, a zarazem nadal wszystko jest nowe i odczuwalne bardzo wyraźnie. Poznawanie, szukanie. Codziennie szukam nowego odcienia miłości, chociaż innym może wydawać się, że codziennie jest takie samo uczucie. Jeśli ktoś tak sądzi, oznacza dla mnie, że wpadł w rutynę, która niedługo stanie się przyzwyczajeniem. A tego nie chcę. Zbyt lubię Cię odkrywać. ♡

And just like that
All I breathe
All I feel
You are all for me
I'm in
And just like that
All I breathe
All I feel
You are all for me
No one can lift me, catch me the way that you do
I'm still falling for you

trochę tu cukierkowo ostatnimi czasy

października 06, 2016

Bo przecież nie jestem idealna

I płaczę nieraz, gdy odwracam się do Ciebie plecami
bo nie rozumiem, dlaczego nie zawsze potrafię być taka,
jak bym chciała dla Ciebie być.
I staram się być coraz doskonalsza, choć często, 
zbyt  często się podaję. 

Nocami, gdy deszcz odbija się od okien
boję się, że stanę się dla Ciebie nikim.
Nocami moje serce wybija największą tęsknotę.

I uwielbiam się  wtedy kłaść na Twojej stronie łóżka,
które zatrzymuje przy sobie Twój zapach
I właśnie wtedy czuję się jakoś bezpieczniej.

Wiem, że wszystko będzie dobrze, ale nie zawsze, 
nie zawsze potrafię zapanować nad chaosem w mojej głowie.
Wiem, że razem damy radę każdej barierze,
każdej przeszkodzie.

Bo najważniejsze to zawsze być razem.


września 19, 2016

Sens

Sens
To zadziwiające, jak sens życia może się zmieniać pod wpływem jednej osoby, a jednak tak się da. Jeszcze kilka miesięcy temu pisałam tu jak mi niedobrze, jak mi źle. Leżałam wieczorami w łóżku wpatrując się w sufit i pytałam samą siebie, dlaczego moje życie jest tak szare, dlaczego żyję w rutynie, kiedy powinnam czerpać te najlepsze chwile z życia? I odpowiedź jednocześnie była bardzo blisko i bardzo daleko. Wiedziałam co jest przyczyną, ale jednocześnie nie przyznawałam się sama przed sobą. Wstydziłam się tego, na zewnątrz pokazywałam, że tak mi dobrze i właśnie tylko wieczorami, gdzieś w tym łóżku cały czas szukałam, szukałam jakiejś zmiany, ale jak ona miała nadejść, skoro przed wszystkim co nowe się zamykałam?
W końcu się otworzyłam, raz zaryzykowałam i otwarłam się na tego Jednego. I nagle, z czasem, z każdą wiadomością, z każdym spotkaniem, spojrzeniem, oddechem, wymianą uśmiechów rozumiałam, coraz bardziej, że mam już sens życia. Może to naiwne, sama nie wiem, ale intensywność barw życia, uczuć, jaka mnie od tamtej pory uderza jest mocna i umacnia się z każdym dniem.
Kiedyś wydawało mi się, że nie potrafiłabym stworzyć udanego związku, byłam przekonana, że to nie dla mnie. Bo albo ja, albo mną się szybko znudzą. Ale tak nie jest, gdy spotyka się odpowiednią osobę, po prostu człowiek sobie zdaje sprawę, że tak się nie da. Jeśli się znalazło swój sens, on nie znika nagle i nie przestaje się nudzić. I w miarę upływu czasu, coraz lepiej poznaję, za każdym razem z innej perspektywy odkrywam, zaczynam rozumieć lepiej. I lepiej mówię o tym, co czuję. Ludzie są głupi chowając się ze swoimi uczuciami. I choć nie przychodzi to z łatwością, trzeba szukać drzwi dla nich

Szczęście jest wtedy, gdy uśmiecham się do siebie, jak niespełna rozumu w tramwaju, w środku dnia, bo przypomniało mi się jakieś słowo/sytuacja/chwila/dotyk/uśmiech, które mi dałeś. I kiedy po prostu siedzę na łóżku i wdycham zapach Twoich perfum, którym spryskałeś mi Miśka. I to jest dla mnie najważniejsze, że jesteś obecny, jednocześnie będąc w swoim domu.

I mam tylko nadzieję, że nie przeraża Cię fakt, że tworzysz dla mnie sens mojego małego świata.


A tak swoją drogą, jestem ciekawa co czuje i myśli osoba, która wie, że jest anonimowa tu i teraz, ale doskonale wie, że piszę o NIM. Jak się czuje ze świadomością, że czyta o sobie?

sierpnia 11, 2016

Zaśpiewaj mi do snu

Zaśpiewaj mi do snu
Nic mi nie jest, wszystko jest dobrze w moim życiu, moim związku. Tylko czasami tak się dzieje, że serce i dusza zaczynają trochę zmieniać rytm i zatracają się w tym wszystkim co nas otacza. I wtedy potrzebuję zgasić światło, założyć słuchawki, włączyć  piosenki o tęsknocie, smutku, miłości. Jeszcze trochę zwiększyć głośność. Nie ważne, że dusza jeszcze bardziej się rozbija na mniejsze kawałki i to boli. Nie ważne, to czasem jest potrzebne, by za chwilę poczuć się lepiej. Po prostu mam nadzieję, że przy najbliższej możliwej okazji moja miłość zamknie mnie w swoich ramionach i znowu poczuję się bezpiecznie. 
To taka słabostka, która czasem mnie atakuje, a ja za każdym razem daję się złapać. Lubię czasami pogrążyć się w spokoju i smutku, dobić się muzyką, którą wyjątkowo wyraźnie i mocno odczuwam.
Muzyka jest dziwna. Jednocześnie może być ratunkiem i trucizną. Może totalnie zmienić emocje, wystarczy po prostu uderzyć w kilka innych tonów, dodać odpowiedni tekst i gotowe. Z totalnego odprężenia przechodzimy w ból duszy, który wyjątkowo często wyrażamy właśnie przez muzykę. To cud, że nie żyję w depresji, bo właśnie na te depresyjne tony najłatwiej reaguję, najłatwiej mi się w nich zatraca. I to wcale nie znaczy, że jest mi źle, że mój świat się wali. Po prostu chcę zwolnić, wziąć głęboki oddech i na chwilę poczuć tylko czyste emocje, których nie naruszają codzienne  sprawy. A przy następnej okazji po prostu mocno mnie przytul. 
Życie to ciągły bieg, gdzieś do przodu, przed siebie, czasami na oślep, trzeba mieć też czas na przystanek, złapanie głębszego oddechu. Poczuć zimne powietrze, które przedostaje się powoli do płuc. Czuję je od nozdrzy, przez tchawicę do pęcherzyków płucnych, które pod naporem powietrza zwiększają swoją powierzchnię, by parę sekund później wrócić do wyjściowej powierzchni. Oddycham mocniej, kiedy wiem, że mam dla kogo i z kim to robić. I uwielbiam to, nigdy nie przestanę. 

Daj mi sekundę na smutek.


lipca 27, 2016

Poduszka

Kolejny z deszczowych dni, który nastał po kilku tych upalnych i gorących. Wieczór, za oknem robi się już szaro, krople wody rozbijają się w swojej własnej harmonii, co jakiś czas ich melodię przerywa grzmot burzy, a poza tym cisza. Zwykły pokój na drugim piętrze zwykłego domu. Łóżko w rogu. Siedzę spokojnie oparta o ścianę, a Ty śpisz oparty o moje nogi. Gdzieś w tle przewija się piosenka za piosenką, zmieniam je próbując wybierać te łagodne, które nie zaburzą Twojego miarowego oddechu. Mruczę tekst piosenki, niby gdzieś uwięziona w graniu w tetrisa, a jednak zerkam na Ciebie, co jakiś czas sprawdzając czy nadal śpisz. I może wydaje się, że wcale nie dzieje się nic wyjątkowego, nic innego, to jednak między kołaczącym się sercem, a głową przewija się tylko jedno zdanie. Mogę być Twoją poduszką codziennie. Wcale a wcale nie przeszkadza mi, że trwamy w takiej sytuacji, po prostu leżymy i ja już tak leżąc mam wszystko, czego  potrzebuję by powiedzieć, że jestem szczęśliwa. Cieszę się po prostu tą prostą chwilą, która za chwilę uleci, więc daj mi się po prostu tym cieszyć. Zwyczajnie daj mi się cieszyć naszą miłością.

Kocham Cię, nawet kiedy tak szybko uciekasz przed deszczem. 

lipca 14, 2016

Deszcz

Deszcz
Deszcz tłucze o szyby, wiatr hula w stojących niedaleko domu lipach i żywotnikach (jednak zajęcia z botaniki się przydają). Rozrzuca po ulicy liście, drobne gałązki i śmieci, które pozostawili sobie przechodnie. Pogoda jak pod psem, ale właściwie, dlaczego akurat pod psem? W domu panuje upał, mimo otwartych okien, drzwi w najchłodniejszym pomieszczeniu, dzięki uprzejmości gotujących się na wolnym gazie garnków jest duszno i nie za bardzo jest, czym oddychać. W głośniach leci jakaś licha popowa piosenka, którą zagłusza ciche warczenie wentylatora, jest chyba jedynym źródłem cyrkulacji powietrza. Pod stołem cicho kasła Misia, trzynastoletni pies, który też już serdecznie ma dość takiej pogody i sauny panującej w domu.
- Misia, chodź na dwór, no chodź - Misia spogląda swoimi brązowymi, zmęczonymi psim życiem oczyma. Mogę mieć tylko nadzieję, że jej pieskie życie było udane, że każde gonienie się, każdy spacer, każdą przejażdżkę, każdą kąpiel w upalny dzień zapamięta dobrze. Przesuwam dłonią po jej czarnym, długim, jak na jej wymiary kręgosłupie. W ciągu ostatniego tygodnia można pod palcami wyczuć każdą kostkę, kręg i nic nie da się z tym zrobić. Trzeba złapać ją na ręce i chodź na chwilę wynieść na zewnątrz. Tam oddycha się jej lepiej. Układa się, jakby z nutą wdzięczności na podłodze tarasu i wystawia pyszczek pod wiatr, jakby chciała wziąć głęboki haust powietrza.
Ktoś wiedział, że najlepsi przyjaciele zawsze odchodzą w ciszy? 

Na obiad już nie wraca, krzyki nawołujące jej imię już nie mają sensu. Odeszła, zdążyła tylko pójść pod małe krzaki gryczpanu (bukszpan), gdzie na trawniku spędzała mnóstwo czasu na zabawy w berka. 

Można mieć tylko w pamięci tych wiele chwil. Tych trzynaście lat spędzonych razem. Te zabawy z piłką, w berka, rzucanie patyków, wspólne pilnowanie kociąt, długie spacery, pozowanie przed obiektywem, udawanie damy, "pyrkanie" nosem, by ktoś pogłaskał i te uszy, które robiły z niej małego nietoperza. 





czerwca 09, 2016

Pewność

Pewność
Każdy z nas chyba żyje trochę po omacku, każdy sam musi poznać jak działa ten dziwny świat. Każdy sam zrozumieć po co tu jest, po co żyje. I czasami biegnę bez zastanawia się do przodu, czasem stoję w miejscu, czasami idę spokojnym tempem do przodu. Jestem spokojna, a zarazem coś pcha i rwie mnie do przodu, szczególnie, że teraz uczę się nowych uczuć, a raczej nowych barw i tonów tych uczuć, które znałam tylko z krawędzi snu i jawy, a których (czasem) nieświadomie szukałam w innych ludziach.
Znalazłam.
I nie miałam pojęcia jak w tym wszystkim się odnaleźć, nadal nie wiem. W dalszym ciągu idę, ale z zasłoniętymi przepaską oczyma, która od czasu do czasu się zsuwa, ale za chwilę ktoś z powrotem ją podnosi na moje oczy. Nikt nie jest idealny, a ja nie jestem idealna w tym jak mówię o uczuciach i jak odnajduję w tych wszystkich emocjach, które towarzyszą ludziom, których serca mocniej biją na widok tej JEDNEJ osoby. I mimo wszystko staram się być lepsza każdego dnia. To niesamowita, że umiem już coś powiedzieć na głos, kiedy wcześniej wszystko chowałam w sobie. Jedna jedyna osoba potrafiła sprawić, że CHCE mówić o tym, co gra mi w sercu i na duszy. Chcę się tego uczyć, chcę to rozumieć, chcę tym być, chcę tym żyć. Żyję tym, ale chcę bardziej, mocniej.  Wbrew pozorom nie zapomina się niczego. Kiedy tylko przymykam powieki mogę odtworzyć w wyobraźni każdy szept, każdy uśmiech, dotyk ust na moich wargach, każdy zapach, każde słowo. I cieszę się, że w końcu poznałam to naprawdę, nie tylko przez "papierek", którym musiałam się zadowolić kiedyś. Przestałam żyć od piątku do piątku, teraz po prostu żyję od oddechu do oddechu, od spotkania do spotkania, bo wiem, że w końcu wiem za kim tak bardzo tęskniłam, a teraz mam przy sobie, blisko, bliżej, coraz bliżej. 

Kocham i chcę to robić coraz lepiej, mocniej, pewniej.


maja 03, 2016

Zapach

Zapach

Czasem nawet nie zdajemy sobie sprawy ile w naszym życiu jest w stanie zmienić jedna, albo aż jedna osoba. I ja też nie powiedziałabym, że tylko jedna osoba, jedno spojrzenie, jeden uśmiech, ton głosu wywoła taką małą rewolucję.
Każdy mówi, że nie potrzebuje NIKOGO, ale to tylko oszukiwanie się, że za nikim się nie tęskni, że do nikogo nie wraca myślami i nie opiera swoich wizji uśmiechu na nim. Można tak długo, można wmawiać wszystkim, naokoło, że nikogo się nie potrzebuje, ale za każdym razem, kiedy stajesz przed lustrem i próbujesz sobie wmówić, iż faktycznie tak jest, to nagle oczy potrafią stać się, jak ze szkła i po policzkach mogą spływać małe kropelki duszy. Człowiek marzy, szuka, chce być ważny, chce mieć kogoś ważnego w swoim życiu.
I czasem potrzeba tylko jednej chwili, jednej rozmowy, jednego spojrzenia i muśnięcia dłonią o dłoń, żeby wiedzieć, że to ostatni taki wieczór. Może to naiwne, może nie jest pewne w tym momencie, ale wiem, że jedna dusza zmieniła coś, może nawet nie zdaje sobie sprawy ile, może nawet nie wie, że coś takiego zrobiła. Nie wie, że jest taką moją rewolucją, która przywróciła mi wiarę, że kiedyś może być lepiej, że trzeba chcieć, trzeba mieć odwagę, by się zawalczyć, spróbować czegoś nowego i jeśli się udaje, nie uciekać od tego.
Wstydzę się do tego przyznać patrząc w oczy, ciężko jest okazywać jakiekolwiek uczucia, kiedy chce się to zrobić tak bardzo szczerze. Mam nadzieję, że mój rewolucjonista ma świadomość ile dla mnie znaczy, ile już we mnie zmienił, choć nie znamy się zbyt długo. Jest ważny, bardzo ważny.
Znalazłam swój zapach i jego właściciela, za którymi mam ochotę tęsknić i wiedzieć, że już niedługo znowu zobaczę.

Zamykam oczy i odchylam głowę do tyłu, ogarnia mnie poczucie beztroski, woda cicho obija się od drewnianego pomostu, słońce przyjemnie grzeje twarz, wiatr rozwiewa włosy, w oddali gdzieś kołują mewy, słychać kaczki. I nagle potrafię nad zwykłym szarym jeziorem dostrzec tyle innych momentów, bo wiem, że obok siedzi ktoś ważny. I nawet milczenie, cisza staje się czymś przyjemnym, niezakłóconym przez nikogo.

Może tylko śnię, ale mogę tak już do końca.

marca 24, 2016

Coś takiego

Nie potrzebuję więcej.
Noc była ciepła, mimo, że od czasu do czasu chmury przysłaniały gwiazdy i pozwalały opadać swobodnie kroplom deszczu na ziemię. Rozpryskiwały się na liściach drzew, tłukły w okna i dachy, a mimo to parne powietrze pchało się do każdego pomieszczenia, jakby było się, że woda kropli rozpuści je raz na zawsze.
Potarłam ramiona, jakbym chciała się pocieszyć, przestać mniej bać. Strach jest wpisany w nasze życie, a każdy kolejny krok do przodu, zagłębianie się w strachu na przekór logice oswaja nas z nim. Przestajemy się bać, czujemy to więcej innych rzeczy.  Poznajemy zupełnie inne smaki. Dlatego wiedziałam, że muszę znaleźć odwagę zrobić ten krok w przód. Kolejny już będzie dużo łatwiejszy. Byłam tego świadoma, a mimo wszystko ból obijał się w moim brzuchu, jak kot ubijający miękką poduszkę do spania.
Ruszyłam w noc przed siebie, krople deszczu otuliły moją skórę, przymknęłam oczy, by dodać sobie odwagi i poczuć się lepiej.  Uśmiechnęłam się pod nosem, do siebie, kiedy poczułam znany tylko mnie zapach perfum i oddech. Nie odwracałam się, czekałam, aż pewna siebie dłoń wsunie się między moje włosy i pociągnie lekko rozplątując je. A później poczułam suche usta spijające deszcz z karku, silne od pracy dłonie, szorstkie przesunęły się wzdłuż ramion, przez łokcie by spleść się z moimi palcami. Muskałam niecierpliwie skórę, lekkie szarpnięcie sprawiło, że odwróciłam się do roześmianej twarzy, którą znałam i równocześnie była mi obca. Uniosłam się na palcach stóp by zrównać się jego oczyma. Szalone iskierki bawiły się ze światłem latarni. Odcisnęłam na ustach ślad swoich warg.
Dlaczego człowiek boi się miłości? Dlaczego biegnie przed siebie by z impetem odbić się od złotych krat? Szuka czegoś po omacku, co inny nazywają miłością. Raz wydaje mu się, że właśnie ją poznał innym znowu dostrzega jak daleko jej jest.
Oddałam się instynktowi, kiedy szarpałam się z guzikami koszuli, które zdawały się pojawiać jeden po drugim i nie mieć końca, kiedy w końcu z nimi wygrałam pociągnęłam materiał, który nagle stracił opór ciała pod sobą i upadł na ziemie. Układa mnie wygodnie na miękkiej pościeli i przesuwa dłońmi wzdłuż szyi, brzucha i nóg. Przybliża twarz do mnie, pieszczota jego oddechu przesuwa się po kolejnych centymetrach skóry, próbuję powstrzymać drżenie, kiedy jego usta stykają się z powierzchnią mojego ciała. Jego język zostawia mokry ślad na skórze, jest mi gorąco i jednocześnie zimno. Pragnę więcej, a jednocześnie tu chcę się zatrzymać. Wzdycham głośno, on unosi leniwie, nie chcąc przerywać głowę, spogląda znad moich piersi, a kiedy widzi, że wszystko jest dobrze wraca skąd przybył.
Nie potrzebuję nic więcej.
Emocje przechodzą przeze mnie, jedna po drugiej, próbuję je zliczyć, próbuję rozpoznać, ale błądzenie po omacku nic mi nie daje. Zgubiłam się w tym, co mnie wypełnia i nie potrafię logicznie poukładać, kiedy czuję kolejne szarpnięcie.Wiem, że tego chcę, chcę by mi dał, to czego sam chce, wiem, że jestem już bliska wejścia tam, gdzie ludzie odlatują, gdy chcą zapomnieć o życiu, gdy chcą się zapomnieć w swoim szaleństwie. Zamykam na moment oczy, kiedy je otwieram jestem sama. W powietrzu unosi się tylko znajomy zapach perfum, a moja klatka piersiowa porusza się nerwowo łapiąc kolejne wdechy. Błądzę wzrokiem po ścianach, rzucam to tu, to tam. Zostawił tylko ślad w moim umyśle i znikł.
Wiem dobrze, że spotkamy się znowu, w innym śnie. 

__

Dziś przychodzę z czymś takim.
W.

lutego 12, 2016

Egoizm

Jejku, kiedy ten czas przepłynął mi przez palce? I jak tego dokonał? Jeszcze niedawno odliczałam czas do świąt, cieszyłam się, że odpocznę, a już zdążyłam przeżyć święta, sylwestra, sesję i prawie zaczynam nowy semestr. To już czwarty, a przecież chwilę temu była matura i początek nowego rozdziału, za jaki uważam studia. Przestaję nad tym panować, a to pędzi i pędzi. 
Ostatnio, kiedy spojrzałam w lustro, po długiej rozmowie z J. stwierdziłam, że jestem straszną egoistką, totalną zapatrzoną w siebie egoistką. Kiedyś usłyszałam, że jest coś takiego jak "pozytywny egoizm", nawet o tym trochę pisałam, nawet to popieram, jednak nie w momencie, kiedy do całej sytuacji dochodzą emocje, zbyt wysokie, by nazwać je przyjacielskimi i zbyt niskie, by nazwać je miłością. Bo wtedy już nie chodzi o to, że tylko MY czegoś chcemy, nie chce tylko jedna osoba, a dwie. Związek to tworzenie zespołu, tandemu, który opiera się na zaufaniu, kompromisie i wzajemnym zrozumieniu. Tu nie ma miejsca na egoizm. Problem tylko w tym, że zwykle pojawia się najczęściej w momencie, który jest najmniej komfortowy, gdy trzeba podjąć bardzo ważne decyzje, które kierują naszą przyszłością. I człowiek przestaje się godzić na postanowienia innych, próbuje tłamsić w sobie złe emocje, które w ostateczności wydostają się na zewnątrz tworząc konflikt i łzy. Aby wspierać, trzeba akceptować, tylko jak akceptować, kiedy wszystko we mnie nie godzi się ze zdaniem tamtej strony?

Straciłeś dla mnie tyle czasu, że poczułem się ważny. - Antoine de Saint-Exupéry

Mówi się, że szczęście, to tylko małe, ulotne chwile, które powinniśmy łapać, chować do serca, by w złych dniach do nich wracać. Żyć dniem, żyć chwilą i tym, co nam przynosi. Czasem jednak chcemy, by chwila trwała wiecznie. Ja właśnie takiej chwili chciałabym z J. To nadal ten cholerny egoizm. Wiem, że to niemożliwe, wiem, że kiedyś to się skończy. Ale oboje nie potrafimy się zdecydować na zakończenie. Czy chcemy razem, czy osobno? A ja sama boję się podjąć decyzji. Boję się bólu, boję się go stracić i boję burzyć coś, co się we mnie długo tworzyło. Krok po kroku bardziej to rozumiem  i krok po kroku coraz bardziej boli mnie plątanie się, robienie korku do przodu i do tyłu. Mieszam się we wszystkim, co dzieje się wokół nas.
Najłatwiej będzie, gdy przestanę patrzeć w przyszłość. Odciąć się od przyszłości i przeszłości. Cieszyć się tym, co mamy teraz. Jak długo tak zdołam? Nie wiem.


Copyright © 2016 lekkość duszy , Blogger