Egoizm

Jejku, kiedy ten czas przepłynął mi przez palce? I jak tego dokonał? Jeszcze niedawno odliczałam czas do świąt, cieszyłam się, że odpocznę, a już zdążyłam przeżyć święta, sylwestra, sesję i prawie zaczynam nowy semestr. To już czwarty, a przecież chwilę temu była matura i początek nowego rozdziału, za jaki uważam studia. Przestaję nad tym panować, a to pędzi i pędzi. 
Ostatnio, kiedy spojrzałam w lustro, po długiej rozmowie z J. stwierdziłam, że jestem straszną egoistką, totalną zapatrzoną w siebie egoistką. Kiedyś usłyszałam, że jest coś takiego jak "pozytywny egoizm", nawet o tym trochę pisałam, nawet to popieram, jednak nie w momencie, kiedy do całej sytuacji dochodzą emocje, zbyt wysokie, by nazwać je przyjacielskimi i zbyt niskie, by nazwać je miłością. Bo wtedy już nie chodzi o to, że tylko MY czegoś chcemy, nie chce tylko jedna osoba, a dwie. Związek to tworzenie zespołu, tandemu, który opiera się na zaufaniu, kompromisie i wzajemnym zrozumieniu. Tu nie ma miejsca na egoizm. Problem tylko w tym, że zwykle pojawia się najczęściej w momencie, który jest najmniej komfortowy, gdy trzeba podjąć bardzo ważne decyzje, które kierują naszą przyszłością. I człowiek przestaje się godzić na postanowienia innych, próbuje tłamsić w sobie złe emocje, które w ostateczności wydostają się na zewnątrz tworząc konflikt i łzy. Aby wspierać, trzeba akceptować, tylko jak akceptować, kiedy wszystko we mnie nie godzi się ze zdaniem tamtej strony?

Straciłeś dla mnie tyle czasu, że poczułem się ważny. - Antoine de Saint-Exupéry

Mówi się, że szczęście, to tylko małe, ulotne chwile, które powinniśmy łapać, chować do serca, by w złych dniach do nich wracać. Żyć dniem, żyć chwilą i tym, co nam przynosi. Czasem jednak chcemy, by chwila trwała wiecznie. Ja właśnie takiej chwili chciałabym z J. To nadal ten cholerny egoizm. Wiem, że to niemożliwe, wiem, że kiedyś to się skończy. Ale oboje nie potrafimy się zdecydować na zakończenie. Czy chcemy razem, czy osobno? A ja sama boję się podjąć decyzji. Boję się bólu, boję się go stracić i boję burzyć coś, co się we mnie długo tworzyło. Krok po kroku bardziej to rozumiem  i krok po kroku coraz bardziej boli mnie plątanie się, robienie korku do przodu i do tyłu. Mieszam się we wszystkim, co dzieje się wokół nas.
Najłatwiej będzie, gdy przestanę patrzeć w przyszłość. Odciąć się od przyszłości i przeszłości. Cieszyć się tym, co mamy teraz. Jak długo tak zdołam? Nie wiem.


Komentarze