deszcz

Deszcz tłucze o szyby, wiatr hula w stojących niedaleko domu lipach i żywotnikach (jednak zajęcia z botaniki się przydają). Rozrzuca po ulicy liście, drobne gałązki i śmieci, które pozostawili sobie przechodnie. Pogoda jak pod psem, ale właściwie, dlaczego akurat pod psem? W domu panuje upał, mimo otwartych okien, drzwi w najchłodniejszym pomieszczeniu, dzięki uprzejmości gotujących się na wolnym gazie garnków jest duszno i nie za bardzo jest, czym oddychać. W głośniach leci jakaś licha popowa piosenka, którą zagłusza ciche warczenie wentylatora, jest chyba jedynym źródłem cyrkulacji powietrza. Pod stołem cicho kasła Misia, trzynastoletni pies, który też już serdecznie ma dość takiej pogody i sauny panującej w domu.
- Misia, chodź na dwór, no chodź - Misia spogląda swoimi brązowymi, zmęczonymi psim życiem oczyma. Mogę mieć tylko nadzieję, że jej pieskie życie było udane, że każde gonienie się, każdy spacer, każdą przejażdżkę, każdą kąpiel w upalny dzień zapamięta dobrze. Przesuwam dłonią po jej czarnym, długim, jak na jej wymiary kręgosłupie. W ciągu ostatniego tygodnia można pod palcami wyczuć każdą kostkę, kręg i nic nie da się z tym zrobić. Trzeba złapać ją na ręce i chodź na chwilę wynieść na zewnątrz. Tam oddycha się jej lepiej. Układa się, jakby z nutą wdzięczności na podłodze tarasu i wystawia pyszczek pod wiatr, jakby chciała wziąć głęboki haust powietrza.
Ktoś wiedział, że najlepsi przyjaciele zawsze odchodzą w ciszy? 

Na obiad już nie wraca, krzyki nawołujące jej imię już nie mają sensu. Odeszła, zdążyła tylko pójść pod małe krzaki gryczpanu (bukszpan), gdzie na trawniku spędzała mnóstwo czasu na zabawy w berka. 

Można mieć tylko w pamięci tych wiele chwil. Tych trzynaście lat spędzonych razem. Te zabawy z piłką, w berka, rzucanie patyków, wspólne pilnowanie kociąt, długie spacery, pozowanie przed obiektywem, udawanie damy, "pyrkanie" nosem, by ktoś pogłaskał i te uszy, które robiły z niej małego nietoperza. 





Komentarze