Zaśpiewaj mi do snu

Nic mi nie jest, wszystko jest dobrze w moim życiu, moim związku. Tylko czasami tak się dzieje, że serce i dusza zaczynają trochę zmieniać rytm i zatracają się w tym wszystkim co nas otacza. I wtedy potrzebuję zgasić światło, założyć słuchawki, włączyć  piosenki o tęsknocie, smutku, miłości. Jeszcze trochę zwiększyć głośność. Nie ważne, że dusza jeszcze bardziej się rozbija na mniejsze kawałki i to boli. Nie ważne, to czasem jest potrzebne, by za chwilę poczuć się lepiej. Po prostu mam nadzieję, że przy najbliższej możliwej okazji moja miłość zamknie mnie w swoich ramionach i znowu poczuję się bezpiecznie. 
To taka słabostka, która czasem mnie atakuje, a ja za każdym razem daję się złapać. Lubię czasami pogrążyć się w spokoju i smutku, dobić się muzyką, którą wyjątkowo wyraźnie i mocno odczuwam.
Muzyka jest dziwna. Jednocześnie może być ratunkiem i trucizną. Może totalnie zmienić emocje, wystarczy po prostu uderzyć w kilka innych tonów, dodać odpowiedni tekst i gotowe. Z totalnego odprężenia przechodzimy w ból duszy, który wyjątkowo często wyrażamy właśnie przez muzykę. To cud, że nie żyję w depresji, bo właśnie na te depresyjne tony najłatwiej reaguję, najłatwiej mi się w nich zatraca. I to wcale nie znaczy, że jest mi źle, że mój świat się wali. Po prostu chcę zwolnić, wziąć głęboki oddech i na chwilę poczuć tylko czyste emocje, których nie naruszają codzienne  sprawy. A przy następnej okazji po prostu mocno mnie przytul. 
Życie to ciągły bieg, gdzieś do przodu, przed siebie, czasami na oślep, trzeba mieć też czas na przystanek, złapanie głębszego oddechu. Poczuć zimne powietrze, które przedostaje się powoli do płuc. Czuję je od nozdrzy, przez tchawicę do pęcherzyków płucnych, które pod naporem powietrza zwiększają swoją powierzchnię, by parę sekund później wrócić do wyjściowej powierzchni. Oddycham mocniej, kiedy wiem, że mam dla kogo i z kim to robić. I uwielbiam to, nigdy nie przestanę. 

Daj mi sekundę na smutek.


Komentarze