stycznia 31, 2017

Wstydzę się, że piszę | podsumowanie: styczeń

Wstydzę się, że piszę | podsumowanie: styczeń
Twoja pasja czeka, aż dogoni ją odwaga. - Isabelle Laflèche – Kocham Nowy Jork
Długi czas chowałam się na blogu. Nie pokazywałam swojej twarzy, chociaż link do instagrama, gdzie mnie widać jest, a w profilu mam swoje zdjęcie, to mimo wszystko starałam się nie wrzucać mojej twarzy. Z jednej prostej rzeczy - bałam się, że ktoś mnie rozpozna. Nie ukrywam, długi czas ten blog był sposobem na wylanie każdej gorzkiej emocji, która we mnie siedziała, nie chciałam by ktoś znajomy to przeczytał, mimo, że nigdy nie opisywałam tutaj personalnie z wytknięciem imion. Miał to być mój prywatny skrawek, do którego dostęp ma mała, zamknięta grupa osób. Z czasem zmieniłam zdanie, zmieniło się trochę moje ja - postanowiłam wyjść do ludzi, i jak na tę chwilę, mogę przyznać, że mi się udaje. 

Dumając dzisiaj nad notatkami (jutro egzamin z fizjologii zwierząt) stwierdziłam - dość. Dlaczego mam się wstydzić mojego życia? Dlaczego mam udawać, że to miejsce nie istnieje? Jeśli ktoś mnie lubi w realnym życiu - powinien zaakceptować, że mam ochotę to robić, mam ochotę pisać i dzielić się tutaj wszystkim, na co mam ochotę. I jeśli faktycznie ma jakiś do mnie szacunek - nie będzie robić z tego taniej sensacji, jakby było to nie wiadomo co, "bo Weronika ma bloga". Tego najbardziej się bałam - dobrze  znam swoje środowisko (studenckie), nie pochwalam tego, co robią, gdyż uwielbiają komentować, być prześmiewczy dla każdego, kto im czymś "podpadnie"; nie mówię oczywiście o wszystkich.

Mam wrażenie, że sporo osób tworzących blogi trochę boi się przyznać do tego znajomym, bliskim. A może to tylko moje złudne wrażenie podyktowane moim przeświadczeniami? Jeśli ktoś pisze i robi to z pasji nie powinien się tego wstydzić. Jednak jednocześnie zauważa się dużą falę negatywnego nastawienia do blogerów. Myślę, że głównie wynika ona z tego, że wielu "obcych" sądzi, że każdy dzisiaj pisze: bo modne, bo idzie na tym zarobić, jakby już sama pasja nie wystarczała. 

Na dziś dzień jestem zadowolona z tego kroku, niby małego, niby niewielkiego, ale w końcu odważyłam się zrobić to, na co miałam ochotę już dawno, jednak wciąż brakowało mi odwagi. 


Każdy wczoraj/dziś tworzy podsumowanie stycznia.
Mój styczeń był mówiąc szczerze nudny, ponieważ każdy dzień kręcił się wokół uczelni i nauki na ostatnie kolokwia, zajmowałam się poprawianiem zeszytu ćwiczeń (tak! na studiach też sprawdzają ćwiczenia). A teraz, dzień przed lutym to już tylko nauka do sesji. 
Za drugi ważny punkt w styczniu uznaję blog - nabrałam wiatru w skrzydła. Tworzę, piszę, komentuję. Nabieram pewności, że daje mi to dużo satysfakcji i uśmiechu. Oby tak dalej. I dziękuję każdemu, kto tu zagląda za komentarze. Mają ogromną moc. 
Były też urodziny mojego taty, więc mogłam na chwilę oderwać się od zajęć i spędzić miło czas w najbliższym gronie. Pojawiły się też dwie pozytywne wiadomości (pozwolę je sobie podpiąć pod styczeń) - zostanę ciocią dwóch Szkrabów, które w tym roku przyjdą na świat - oby całe, zdrowe i silne.

Mam nadzieję, że luty podsumuję troszku lepiej - precyzyjniej.






stycznia 30, 2017

[moja] Książkowa królowa

[moja] Książkowa królowa


Kto czyta książki, żyje podwójnie - Umberto Eco

Dobra książka jest jak zauroczenie - gdy zaczynamy poznawać ciężko się oderwać, chcemy więcej i więcej. I im dalej w las, tym trudniej nam się rozstać z bohaterami.

I tak jest w przypadku moim i książek, które wyszły spod pióra Philippy Gregory. Od czego to się zaczęło - o ironio, od filmu reżyserii Justina Chadwicka o tytule Kochanice Króla, zauroczyłam się stworzoną scenerią, samą historią i bohaterami. Gdzieś, tam w duszy, od czasu do czasu odzywa się w człowieku myśl, iż nie pasuje do współczesnych czasów, że chciałby się wyrwać spod impasu. I jedynym racjonalnym, jak dla mnie wyjściem jest przeniesienie się we wcześniejsze epoki właśnie dzięki książkom. Jak to jest nosić ciasny gorset? Włosy chować pod ciężkim czepkiem? Znosić upały w wielu warstwach sukni i nie robić sobie selfie?
okładka: empik.com
Zwykle jest tak, że film nigdy do końca nie odzwierciedla słowo pisane, sięgnęłam, więc po moją pierwszą lekturę Gregory. Wybrałam właśnie Kochanice Króla. I przyznaję - wpadłam jak śliwka w kompot. Zakochałam się w XVI wieku, mimo, że nie były to czasy dobre, już tym bardziej dla kobiet, które na pierwszy rzut oka mogą wydawać się płytkie, dbające tylko o swój wygląd i zamożnego męża. Mnie najbardziej przyciąga nuta tajemniczości, aura ciemności, która osnów tamten wiek. Wierność Bogu miesza się z zabawami w czarownice. Osobiście uwielbiam taki klimat, gdzie przyzwoitość miesza się mrokiem, chęcią odkrycia tajemnic, które kryją się w zimnych murach pałaców i zamków. W to wszystko wplątany jest honor, namiętność, miłość i ogromna ilość cierpienia i bólu. Emocje zmieniają się niczym w kalejdoskopie.
okładka: empik.com
A Philippa Gregory idealnie się w tym odnajduje, z jednej postaci przechodzi w drugą, jakby zmieniała kolejne maski i stroje. Fakty historyczne łączy ze swoją wyobraźnią, stwarzając pozory, jakby żyła w tamtych czasach. Uwielbiam właśnie tą lekkość jej pióra, nic nie jest wymuszone, emocje są oddane w fantastyczny sposób - śmiejesz się, gdy się bawią, płaczesz, gdy umierają. I nie masz najmniejszej ochoty przestawać. 
Zakochałam się w powieściach historycznych, już nie czytam tylko tych Philippy Gregory. Zaraz obok sagi Tudorów uwielbiam książki o jeszcze bardziej kontrowersyjnym rodzie - Borgiach. Swoim słowem urzekła mnie Sarah Bower i książka, z której pochodzi mój ukochany cytat - Grzechy rodu Borgów. O tym samy rodzie pisała też Sara Poole, która połączyła właśnie to, co mnie najbardziej ekscytuje - trucizny, zabójstwo i romans w gratisie. Nie zabrakło w tym gronie również mężczyzny - Christopher Gortner piszący o Katarzynie Medycejskiej, siostrze Katarzyny Aragońskiej - Izabeli Kastylijskiej, moich ulubionych Tudorach czy Joannie Szalonej. Przyznam szczerze, że ogromnie zaskoczyło mnie, z jaką łatwością mężczyzna potrafi przedstawić kobiece rozterki i emocje. 

Spotkałam się kilka razy z opiniami, że książki te są, brzydko mówiąc "dla osób starszych", nie wiem skąd takie opinie, wychodzę z założenia - nie czytałeś, nie oceniaj. Z pozoru może i wydają się przepełnione tylko romansem i płytkimi ludźmi, jednak w mroku tych ludzi kryje się krew, śmierć i nienawiść. Nie ma w nich nic ckliwego.  

Nie zamykam się na inne gatunki książek - zdarza mi się czytać fantastykę, kryminały, nawet książki naukowe - jednak i tak numerem jeden będzie powieść historyczna. 

__

W oderwaniu od sarkomerów, neurotransmiterów, surfaktantów i innych pojęć dotyczących fizjologii zwierząt i ludzi wracam na moment do książek, które nie mówią o stanach zapalnych jelit i nie przypominają mi, że obrona mojego licencjatu tuż tuż, bo już w tym roku akademickim. 

Plus szybka zmiana wyglądu :)

stycznia 26, 2017

Odzyskać siebie

Odzyskać siebie
http://thinkpozitive.com/be-real-be-yourself/
Czasem człowiek dusi się w samym sobie, z zewnątrz wydaje się, że wszystko jest dobrze, a jednak w środku siedzi chochlik, który podpowiada, że jednak może coś jest nie tak? Że jesteśmy kimś, kim być nie chcemy? Co jeśli ma racje?
Ja w takiej świadomości - nie jestem sobą, żyłam spory kawałek czasu. Zaczęłam zdawać sobie z tego sprawę, mniej więcej w gimnazjum - najgorszym dla mnie okresie. I wcale nie chodzi o to, że przechodziłam jakiś okres buntu, uciekania ze szkoły itd. Zaczęłam dostrzegać, że moje otoczenie wymaga ode mnie czegoś innego, niż ja sama chcę. A wszystko kręciło się wokół jednego z nielubianych przeze mnie przedmiotów - matematyce. Do dzisiaj uważam, że za moje oceny była (po części) odpowiedzialna matematyczka, która może i dobrym matematykiem jest, lecz nie potrafiła przekazać swojej wiedzy, w dodatku lubiła pokrzyczeć na uczniów i wyśmiać. Stres, jaki przeżywałam każdego dnia, którego miałam matematykę, sprawiał, że cała wiedza, którą przyswoiłam pod okiem starszej siostry (matematyczny mózg - dzisiaj prawie mgr ekonomii) ulatywała. Do domu wracałam z dwójami, jedynkami, rodzina popełniła jeden błąd – „Dlaczego nie jesteś jak siostra? Nie uczysz się!” Moja samoocena automatycznie spadała, był płacz, były kłótnie. Rodzice przyznali się do błędu, kiedy poszłam do liceum, przy zmianie nauczycielki nagle potrafiłam mieć czwórki, nawet piątki ze znienawidzonego przedmiotu. Z pozoru wszystko się ułożyło, no właśnie, z pozoru. Bo ja nadal miałam zakodowane, „Dlaczego nie jesteś jak Ola?" Długi czas szukałam na to złotego środka, na to by być sobą. Zaczęłam małymi kroczkami. 

  1. Odetnij się

Pierwsze, co zrobiłam, to odcięłam się od mojego wzorca. Nie, nie wyprowadziłam się z domu, nie przestałam rozmawiać. Kocham moją siostrę i nadal jej potrzebuję, ale zaczęłam sugerować się sobą. Był czas, kiedy sugerowałam się jej zdaniem w najmniejszym bzdecie. Kiedy chodziłyśmy razem na zakupy i wyjmowałam spomiędzy ubrać coś, co mi się podobało, pokazywałam siostrze, ona z dezaprobatą kiwała głową, a ja posłusznie odwieszałam zakup? Serio. Sugerowałam się nawet tym. Nie zdawałam sobie sprawy, jak przyjemnie jest mieć swój styl i ubierać się tak, jak ja chcę. Nie tak, jak sugeruje siostra. 

  2. Zobacz wady

Każdy, kto nie jest sobą dla siebie ma jakiś wzorzec, którym się sugeruje i któremu stara się dorównać. Myślę, że pierwszym krokiem jest zauważenie, że ten „ideał” też ma wady, a bez niego da się żyć. Kiedyś nie widziałam wad mojej siostry, jednak z czasem zauważyłam, że tak jak ja, ona też ma charakterek, który nie każdemu pasuje. Nie zawsze jest perfekcyjna i idealna, jak mnie się niegdyś zdawało.

  3. Moje decyzje

Kiedy jeszcze byłam zapatrzona w moją siostrę zawsze mogłam liczyć na jej sugestie również w wielu prozaicznych sprawach? A kiedy sama coś postanowiłam, biegłam do siostry i potwierdzałam, czy aby na pewno, na 100% dobrze myślę.
Przestałam.
Teraz sama o siebie dbam, analizuję za i przeciw. I z pełną odpowiedzialnością robię to, na co mam ochotę. Nie sugeruję się Nią, a sobą i tym, co podpowiada mi serce.
Oczywiście nie mówię, o tym, by w ogóle nie pytać. Są decyzje, które lepiej poprzeć opinią innych, chociażby po to, by zobaczyć sprawę z innej perspektywy.  Chodzi o to, by bardziej wsłuchać się w to, co podpowiadam nam nasz instynkt/zdrowy rozsądek/serce. 

4. Rób, na co masz ochotę i nie ukrywaj się z tym

Tak, to ważna sprawa. Ale dlaczego tutaj? Ponieważ kiedyś, gdy podejmowałam dość ważne dla mnie decyzje, a nawet te mniej ważne, pierwsze, co, to zastanawiałam się, co powie moja siostra. Ma ona dość specyficzny, trudny charakter, dlatego zawsze wiem, czy coś jej się spodoba, co robię, czy nie. I wiele z tych rzeczy ukrywałam, niektóre nadal ukrywam, bo wiem, że nie skrytykuje. Z jednej strony, no i co z tego? A z drugiej, po prostu nie mam ochoty słyszeć jej marudzenia. 

5. Wyjdź do innych

Jako, że moim wzorcem była moja siostra ciężko było mi się od niej „oderwać”. Jest między nami niewielka różnica wieku, więc i znajomi wspólnie. Z czasem jednak zaczęłam spędzać czas osobno, nawet, gdy było to samotne. Polubiłam to, bo pozwalało mi zrozumieć, że muszę wreszcie stać się sobą. Przestać patrzeć na siostrę i bawić się tak, jak mam ochotę.

Pięć subiektywnych punktów, które oddały mi moje ja. Kocham moją siostrę, mimo ciężkiego charakteru, wielu kłótni i niedomówień między nami. To też nie do końca wina moich rodziców, myślę, że ja troszkę bardzo nadinterpretowałam ich pytanie i myślałam o całokształcie siostry, a nie tylko jej ocenach.
Na szczęście teraz już jestem sobą, mam też wrażenie, że relacje z siostrą, dzięki temu, co udało mi się zrobić znacznie się poprawiły. Dogadujemy się coraz lepiej, mimo odmiennych charakterów, potrafimy motywować, no i wreszcie wiem, że inni nie wymagają ode mnie, bym była, jak ona. I jestem szczęśliwa, a o to chodzi.

__

Ciężki dzień na uczelni. Kolokwium, zaliczenie przedmiotu, teraz kierunek sesja. 

stycznia 23, 2017

Trochę mnie

Trochę mnie
Bywa, że tańczę sam do muzyki, której nie słyszy nikt oprócz mnie. Tańcząc, czuje puls ziemi tętniący mi w stopach I nogach, lędźwiach I brzuchu, aż do piersi, gdzie moje serce zaczyna bić w zgodzie z sercem ziemi. Wówczas zastanawiam się, czy i Ty go czujesz pod tym skrawkiem ziemskiej skorupy, po której akurat stąpasz bądź na której akurat stoisz, leżysz czy tańczysz. Albowiem ilekroć ja tańczę, zawsze tańczę z Tobą. - Sarah Bower - Grzechy rodu Borgiów
Kocham ten cytat, upchnęłabym go wszędzie, jest zawsze idealny. I nie zdziwiłabym się, gdyby już gdzieś był tutaj, na tym blogu wrzucony. Odkąd go przeczytałam moje serce zabiło szybciej i nie rozstaję się z nim. Nie ważne, że jest on w pewnym sensie zły - gdyby przeczytać całą książkę mówi on o zakazanej miłości Barat od Siostry. Nie ważne. Wydaje mi się, że idealnie odzwierciedla we mnie romantyczkę, która jest we mnie schowana. Sprawił, że mniej się jej wstydzę, łatwiej mi mówić o uczuciach i tego jak bardzo i mocno odczuwam każdy stopień i barwę emocji. Oddałam go najważniejszemu Mężczyźnie w moim życiu i mam nadzieję, że odczuwa te słowa tak bardzo mocno, jak ja. 



Całkiem inną kwestię stanowi pisanie. Piszę, odkąd nauczyłam się sklecać zdania złożone. Początkiem były przygody mojego psa, później wzorowanie się na różnych zespołach muzycznych i tworzenie im całkiem nowych przygód - fanfiction. Jak wiele dziewczyn uwielbiałam zapomniane już dzisiaj Tokio Hotel. Tworzyłam o nich bardzo długie serie. Kolejnym etapem byli bohaterowie sagi Zmierzch, od nich była już prosta droga do kreowania swoich własnych bohaterów, często inspirowanych ludzi, których realnie spotykam. Najważniejsze dla mnie w pisaniu jest budowanie emocji. Emocje, to dla mnie słowo klucz w wielu elementach życia. Pisanie jest jednym z nich. Uwielbiam tworzyć tak, że sama czytając swoje wypociny mam wypieki na policzkach - wtedy wiem, że napisałam coś dobrego, co może spodobać się innym. Niestety na przekór sobie nie potrafię zacząć publikować tych tekstów dla szerszej publiczności. Jedyny, jaki ujrzał światło internetu znajduje się tutaj
Myślę, że i pisanie bloga jest pewną formą, pisania, dla samej pasji pisania. Długi czas zamieszczałam wpisy napisane tylko pod wpływem złych emocji, wydawało mi się, że takie są bardziej moje - ale powoli usiłuję stworzyć tu coś, na co będą czytelnicy mieli ochotę popatrzeć. Nie tylko mój Anioł i jeden ze znajomych. 




Geniuszami byli wynalazcy fotografii - Louis Jacques Daguerre, czy bardziej znany William Fox Talbot. Dzięki nim możemy teraz zatrzymać wszystkie te momenty, którą są dla nas ważne czy też inspirujące. I dziękuję mojej mamie (choć tego nie czyta), że zaraziła mnie tą pasją. Najpierw był zwykły kompakt, później cyfrówka, aż w końcu uzbierałam na dobrej, jakości lustrzankę cyfrową. Mam już ją kilka ładnych lat, ale nadal się jej uczę - nie lubimy się z fizyką. I czasem drażni mnie, że wiele osób mówi "interesuję się fotografią" tylko, dlatego, że jest teraz modne mieć profil na instagramie. Sama mam tam konto, i zamieszczam zwykle zdjęcia z telefonu, jednak wydaje mi się, że powinno się oddzielać fotografię a "fotografię".



Nie najnowsze piosenki zawsze przenoszą mnie w inny świat - zdaje się taki lepszy. Najprzyjemniej jest ich słuchać, gdy w domu jest cicho i ciemno. Leżę w łóżku, ze słuchawkami w uszach i przenoszę się do zupełnie  innej epoki. Współczesne piosenki tego nie potrafią - nie umieją wywołać we mnie "gęsiej skórki". I nie potrafię jej słuchać w kółko. Scena muzyczna jest tak szeroko zaopatrzona, że codziennie można odkrywać ją na nowo i doświadczać różnorodnych emocji, słów i przekazu.


Koty to bardzo osobliwe stworzenia, mają swój charakterek i to w nich najbardziej lubię. Przyjdą się głaskać kiedy mają ochotę, będą miłe, gdy mają ochotę, będą Twoje - gdy mają ochotę. Zawsze dziwi mnie fakt, że to kobiety wolą wąsaczy, natomiast mężczyźni ich unikają. Jakieś pomysły dlaczego?  Poza tym uwielbiam obserwować kocięta, które uczą się dopiero dorosłego życia, ich pierwsze drzewa, zabawy. Wystarczy siedzieć i obserwować.


Najlepsi przyjaciele człowieka - tak samo uwielbiam jak koty. I nie należę do żadnego z obozów: kociarzy, ani psiarzy. W zeszłym roku pożegnałam moje dwa ukochane psy, których nie da się zastąpić, mimo, że obecnie mam dwa nowe psy. Obie nauczyły mnie pokory i udowodniły, że niekiedy to te cztery łapy i zimna trufla potrafią lepiej zrozumieć i pomóc niż człowiek. 


I wreszcie mój Anioł, przy którym po prostu czuję się bezpieczna. I mimo, że cały czas się poznajemy i zaczynamy ze sobą żyć, to wiem, że jest to coś prawdziwego. Mam ochotę dawać z siebie wszystko, byle tylko widzieć, że się uśmiecha. Cały czas uczy mnie, jak mówić o swoich uczuciach - dobrze idzie mi to tylko na papierze. Mogłabym pisać godzinami. Po prostu uczę się wszystkiego co związane jest z miłością i tym wielobarwnym uczuciem. I oby tak zostało już zawsze na zawsze. Pisałam już o Nim tu tyle, że nie wiem, co było by nowością. Po prostu miłość.

--

Dziś troszkę inaczej, bardziej personalnie, tylko o mnie i o tym bez czego nie potrafię żyć, no może prócz powietrza. 


stycznia 19, 2017

Nie chcę Cię dłużej.

Nie chcę Cię dłużej.

Zwykle ładnie się zaczyna, zauroczenie, miłość, dużo rozkoszy, uśmiechów, przygód. Jest bosko. Pierścionek, kolano. Tak. Do czasu.

Z rana jest jeszcze ciemno, siedzę sobie skulona w tramwaju z resztkami snu pod powiekami. Wyglądam, co jakiś czas przez okno, by jakoś zabić czas, do docelowego przystanku jeszcze trochę. Przesuwamy się po torach, mijamy kolejne przystanki, docieramy do kolejnego. Niby taki sam, a jednak coś przykuwa moją uwagę. Jest to czerwony, rażący oczy neon. Reklama jakiegoś przedsiębiorstwa wymieniająca swoje usługi. "Rozwody" krzyczy jedna z nich.

Serio?

Żyjemy w czasach, które obarczane są wieloma sprzecznościami. Rozwijamy się coraz prężniej i zarazem coraz bardziej cofamy. Dziś człowiek nie jest człowiekiem dla wielu z naszej populacji. Traktujemy się jak przedmioty, kolejny do kolekcji w tym materialnym świecie. 

Z informacji Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że w 2010 roku w Polsce było 61, 3 tys. rozwodów, w 2000 – ponad 42, 7 tys.

 To smutne, że Polacy goniąc za zachodem również, jak zachód rozwodzą się, jakby była to zwykła, mała drobnostka. Zaczęła mnie uwierać, to wyrzucę. Przecież to tak proste. Nie ma czasu na rozmowę, wyjaśnienie sytuacji, czasem może błahej. I jak zwykle wina leży w technologii. Nie potrafimy szczerze, otwarcie rozmawiać. Mnie samej to trudno zrobić, aczkolwiek nie potrafiłabym swojego związku wyrzucić ot tak. Bo już mi nudno, bo coś zrobiłam źle. Staliśmy się więźniami technologii, która powoli obiera nas z uczuć i wszystkiego, co czyniło nas ludźmi. Stajemy się mali i goli, niczym dzieci, a jedyną obroną przed złem jest udawanie, że nic się nie stanie, jeśli kogoś zranię, jeśli pójdę tą łatwiejszą drogą. Zlikwiduję problem, nie rozwiązując go, wszyscy szczęśliwi. No nie do końca. Bo zawsze pozostają jednostki, których inni nie dostrzegają. I to one cierpią, próbują dać o sobie znać, jednak są zbyt inne, zbyt ciche. 

Jeśli na początku związku jest tak ciekawie, dwoje ludzi odkrywa się, poznaje, czasem błądzi po tym nieznanym terenie, to, dlaczego tak szybko potrafi z tego zrezygnować? Dlaczego nie ma sił i chęci zawalczyć? Nauczeni współczesności, jesteśmy pewni, że teraz to nie jest ważne. A przecież przed chwilą życie razem miało tyle barw, które każdy chciał odkryć i poznać. I tak wciąż. 

Przestają w nas mieszkać uczucia i emocje. Na nasze własne życzenie, z lenistwa. 




stycznia 03, 2017

Troszkę inaczej

Mam czasami ochotę nie pisać tylko do siebie, czy kilku osób, którym wyślę link, by ocenili czy nadal moje pisaniny i bazgroły nadają się do publikacji. Kiedyś pisanie było moją pasją, utożsamiałam się każdą najmniejszą literą. A teraz mam wrażenie, że to zaginęło, gdzieś między biologią, regułkami do wyuczenia, procesami do zrozumienia i pisaniem pracy licencjackiej, a jedyną odskocznią było napisanie tych kilka tekstów, które tu są. 

I tęsknie za tym, że niegdyś potrafiłam tworzyć wielorozdziałowe powieści, że potrafiłam się wypowiedzieć na każdy mi bliski lub dalszy temat. A teraz, im dalej z nauką w las, im bliżej mi pierwszego stopnia naukowego, tym gorzej czuję się z faktem, że moja pasja pisanie prawie zanikła. Nie tylko licencjatem człowiek żyje, dlatego chcę tu coś produkować, nadal pisać, może w końcu wyjdę znów do ludzi z tekstami, których się nie wstydziłam i cieszyłam się poczytnością. Żałuję usunięcia blogów prowadzonych poprzednio, miałam tam sporo materiału, na który poświęcałam duże ilości czasu. Teraz już nic z tym nie zrobię, mogę jedynie postarać się wrócić do dawnej formy.
Copyright © 2016 lekkość duszy , Blogger