Odzyskać siebie

http://thinkpozitive.com/be-real-be-yourself/
Czasem człowiek dusi się w samym sobie, z zewnątrz wydaje się, że wszystko jest dobrze, a jednak w środku siedzi chochlik, który podpowiada, że jednak może coś jest nie tak? Że jesteśmy kimś, kim być nie chcemy? Co jeśli ma racje?
Ja w takiej świadomości - nie jestem sobą, żyłam spory kawałek czasu. Zaczęłam zdawać sobie z tego sprawę, mniej więcej w gimnazjum - najgorszym dla mnie okresie. I wcale nie chodzi o to, że przechodziłam jakiś okres buntu, uciekania ze szkoły itd. Zaczęłam dostrzegać, że moje otoczenie wymaga ode mnie czegoś innego, niż ja sama chcę. A wszystko kręciło się wokół jednego z nielubianych przeze mnie przedmiotów - matematyce. Do dzisiaj uważam, że za moje oceny była (po części) odpowiedzialna matematyczka, która może i dobrym matematykiem jest, lecz nie potrafiła przekazać swojej wiedzy, w dodatku lubiła pokrzyczeć na uczniów i wyśmiać. Stres, jaki przeżywałam każdego dnia, którego miałam matematykę, sprawiał, że cała wiedza, którą przyswoiłam pod okiem starszej siostry (matematyczny mózg - dzisiaj prawie mgr ekonomii) ulatywała. Do domu wracałam z dwójami, jedynkami, rodzina popełniła jeden błąd – „Dlaczego nie jesteś jak siostra? Nie uczysz się!” Moja samoocena automatycznie spadała, był płacz, były kłótnie. Rodzice przyznali się do błędu, kiedy poszłam do liceum, przy zmianie nauczycielki nagle potrafiłam mieć czwórki, nawet piątki ze znienawidzonego przedmiotu. Z pozoru wszystko się ułożyło, no właśnie, z pozoru. Bo ja nadal miałam zakodowane, „Dlaczego nie jesteś jak Ola?" Długi czas szukałam na to złotego środka, na to by być sobą. Zaczęłam małymi kroczkami. 

  1. Odetnij się

Pierwsze, co zrobiłam, to odcięłam się od mojego wzorca. Nie, nie wyprowadziłam się z domu, nie przestałam rozmawiać. Kocham moją siostrę i nadal jej potrzebuję, ale zaczęłam sugerować się sobą. Był czas, kiedy sugerowałam się jej zdaniem w najmniejszym bzdecie. Kiedy chodziłyśmy razem na zakupy i wyjmowałam spomiędzy ubrać coś, co mi się podobało, pokazywałam siostrze, ona z dezaprobatą kiwała głową, a ja posłusznie odwieszałam zakup? Serio. Sugerowałam się nawet tym. Nie zdawałam sobie sprawy, jak przyjemnie jest mieć swój styl i ubierać się tak, jak ja chcę. Nie tak, jak sugeruje siostra. 

  2. Zobacz wady

Każdy, kto nie jest sobą dla siebie ma jakiś wzorzec, którym się sugeruje i któremu stara się dorównać. Myślę, że pierwszym krokiem jest zauważenie, że ten „ideał” też ma wady, a bez niego da się żyć. Kiedyś nie widziałam wad mojej siostry, jednak z czasem zauważyłam, że tak jak ja, ona też ma charakterek, który nie każdemu pasuje. Nie zawsze jest perfekcyjna i idealna, jak mnie się niegdyś zdawało.

  3. Moje decyzje

Kiedy jeszcze byłam zapatrzona w moją siostrę zawsze mogłam liczyć na jej sugestie również w wielu prozaicznych sprawach? A kiedy sama coś postanowiłam, biegłam do siostry i potwierdzałam, czy aby na pewno, na 100% dobrze myślę.
Przestałam.
Teraz sama o siebie dbam, analizuję za i przeciw. I z pełną odpowiedzialnością robię to, na co mam ochotę. Nie sugeruję się Nią, a sobą i tym, co podpowiada mi serce.
Oczywiście nie mówię, o tym, by w ogóle nie pytać. Są decyzje, które lepiej poprzeć opinią innych, chociażby po to, by zobaczyć sprawę z innej perspektywy.  Chodzi o to, by bardziej wsłuchać się w to, co podpowiadam nam nasz instynkt/zdrowy rozsądek/serce. 

4. Rób, na co masz ochotę i nie ukrywaj się z tym

Tak, to ważna sprawa. Ale dlaczego tutaj? Ponieważ kiedyś, gdy podejmowałam dość ważne dla mnie decyzje, a nawet te mniej ważne, pierwsze, co, to zastanawiałam się, co powie moja siostra. Ma ona dość specyficzny, trudny charakter, dlatego zawsze wiem, czy coś jej się spodoba, co robię, czy nie. I wiele z tych rzeczy ukrywałam, niektóre nadal ukrywam, bo wiem, że nie skrytykuje. Z jednej strony, no i co z tego? A z drugiej, po prostu nie mam ochoty słyszeć jej marudzenia. 

5. Wyjdź do innych

Jako, że moim wzorcem była moja siostra ciężko było mi się od niej „oderwać”. Jest między nami niewielka różnica wieku, więc i znajomi wspólnie. Z czasem jednak zaczęłam spędzać czas osobno, nawet, gdy było to samotne. Polubiłam to, bo pozwalało mi zrozumieć, że muszę wreszcie stać się sobą. Przestać patrzeć na siostrę i bawić się tak, jak mam ochotę.

Pięć subiektywnych punktów, które oddały mi moje ja. Kocham moją siostrę, mimo ciężkiego charakteru, wielu kłótni i niedomówień między nami. To też nie do końca wina moich rodziców, myślę, że ja troszkę bardzo nadinterpretowałam ich pytanie i myślałam o całokształcie siostry, a nie tylko jej ocenach.
Na szczęście teraz już jestem sobą, mam też wrażenie, że relacje z siostrą, dzięki temu, co udało mi się zrobić znacznie się poprawiły. Dogadujemy się coraz lepiej, mimo odmiennych charakterów, potrafimy motywować, no i wreszcie wiem, że inni nie wymagają ode mnie, bym była, jak ona. I jestem szczęśliwa, a o to chodzi.

__

Ciężki dzień na uczelni. Kolokwium, zaliczenie przedmiotu, teraz kierunek sesja. 

Komentarze

  1. moje ulubione motto życiowe: to nigdy się nie poddawaj :)
    pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny wpis! Daje dużo do myślenia ;)
    Faktycznie zbyt często zapominamy o tym jacy jesteśmy My sami, co lubimy i jak wyjątkowi jesteśmy w swojej osobie. Zamiast tego obserwujemy inne wzorce, które zdają sie idealne i ślepo staramy się kopiować te osoby. Nie w tym rzecz !
    Cieszę się, że wyszłaś ze skorupy ! Teraz możesz cieszyć się wolnością ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ehh.. u mnie w domu, to ja byłam tą starszą siostrą. ;) Z tym, ze mam brata jemu było łatwiej.
    Najważniejsze, to być sobą, cała reszta powinna się ułożyć. :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy komentarz, jednak, jeśli nie ma się on odnosić do tematu posta, a ma jedynie reklamować Twój blog, to nie pisz go wcale ;)

Innych pozostawiających swój ślad na pewno odwiedzę ♡