Wstydzę się, że piszę | podsumowanie: styczeń

Twoja pasja czeka, aż dogoni ją odwaga. - Isabelle Laflèche – Kocham Nowy Jork
Długi czas chowałam się na blogu. Nie pokazywałam swojej twarzy, chociaż link do instagrama, gdzie mnie widać jest, a w profilu mam swoje zdjęcie, to mimo wszystko starałam się nie wrzucać mojej twarzy. Z jednej prostej rzeczy - bałam się, że ktoś mnie rozpozna. Nie ukrywam, długi czas ten blog był sposobem na wylanie każdej gorzkiej emocji, która we mnie siedziała, nie chciałam by ktoś znajomy to przeczytał, mimo, że nigdy nie opisywałam tutaj personalnie z wytknięciem imion. Miał to być mój prywatny skrawek, do którego dostęp ma mała, zamknięta grupa osób. Z czasem zmieniłam zdanie, zmieniło się trochę moje ja - postanowiłam wyjść do ludzi, i jak na tę chwilę, mogę przyznać, że mi się udaje. 

Dumając dzisiaj nad notatkami (jutro egzamin z fizjologii zwierząt) stwierdziłam - dość. Dlaczego mam się wstydzić mojego życia? Dlaczego mam udawać, że to miejsce nie istnieje? Jeśli ktoś mnie lubi w realnym życiu - powinien zaakceptować, że mam ochotę to robić, mam ochotę pisać i dzielić się tutaj wszystkim, na co mam ochotę. I jeśli faktycznie ma jakiś do mnie szacunek - nie będzie robić z tego taniej sensacji, jakby było to nie wiadomo co, "bo Weronika ma bloga". Tego najbardziej się bałam - dobrze  znam swoje środowisko (studenckie), nie pochwalam tego, co robią, gdyż uwielbiają komentować, być prześmiewczy dla każdego, kto im czymś "podpadnie"; nie mówię oczywiście o wszystkich.

Mam wrażenie, że sporo osób tworzących blogi trochę boi się przyznać do tego znajomym, bliskim. A może to tylko moje złudne wrażenie podyktowane moim przeświadczeniami? Jeśli ktoś pisze i robi to z pasji nie powinien się tego wstydzić. Jednak jednocześnie zauważa się dużą falę negatywnego nastawienia do blogerów. Myślę, że głównie wynika ona z tego, że wielu "obcych" sądzi, że każdy dzisiaj pisze: bo modne, bo idzie na tym zarobić, jakby już sama pasja nie wystarczała. 

Na dziś dzień jestem zadowolona z tego kroku, niby małego, niby niewielkiego, ale w końcu odważyłam się zrobić to, na co miałam ochotę już dawno, jednak wciąż brakowało mi odwagi. 


Każdy wczoraj/dziś tworzy podsumowanie stycznia.
Mój styczeń był mówiąc szczerze nudny, ponieważ każdy dzień kręcił się wokół uczelni i nauki na ostatnie kolokwia, zajmowałam się poprawianiem zeszytu ćwiczeń (tak! na studiach też sprawdzają ćwiczenia). A teraz, dzień przed lutym to już tylko nauka do sesji. 
Za drugi ważny punkt w styczniu uznaję blog - nabrałam wiatru w skrzydła. Tworzę, piszę, komentuję. Nabieram pewności, że daje mi to dużo satysfakcji i uśmiechu. Oby tak dalej. I dziękuję każdemu, kto tu zagląda za komentarze. Mają ogromną moc. 
Były też urodziny mojego taty, więc mogłam na chwilę oderwać się od zajęć i spędzić miło czas w najbliższym gronie. Pojawiły się też dwie pozytywne wiadomości (pozwolę je sobie podpiąć pod styczeń) - zostanę ciocią dwóch Szkrabów, które w tym roku przyjdą na świat - oby całe, zdrowe i silne.

Mam nadzieję, że luty podsumuję troszku lepiej - precyzyjniej.






Komentarze

  1. Gorąco kibicuję Ci do dalszej odwagi! Nic nie uskrzydla tak, jak pasja (no... może oprócz miłości) ;D Jeśli blogowanie i pisanie sprawia Ci satysfakcję, to po prostu to rób! ;)
    Owocnego lutego ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Najtrudniejszy pierwszy krok.. potem już leci. Super, ze się odważyłaś! Powodzenia w trakcie obSESJi. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeden już za mną. Nie dziękuję :D

      Usuń
  3. A według mnie blog to takie miejsce gdzie można wszystko napisać i obcy ludzie czasem bardziej nas rozumieją niz najbliżsi. Życzę Ci aby luty był ciekawszy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z jednej strony się z Tobą zgodzę, a z drugiej, czasem w emocjach można coś "chlapnąć", co przeczyta osoba nam bliska i stwarza się nie mały problem

      Usuń
  4. Nie ma się czego wstydzić, blogowanie jest super! :D Ja u siebie dodaje zdjęcia swoje, nawet z Ukochanym, ale nie udostępniam publicznie np; na facebooku, że mam bloga. Moje najbliższe osoby wiedzą, a reszcie nie jest to potrzebne do szczęścia :D

    Widzę, że mamy takie same postępy w blogowaniu! więc życzę Ci jeszcze więcej zapału, czasu i chęci aby się rozwijać i oczywiście powodzenia na egzaminach, będe trzymać mocno kciuki :* Luty musi być lepszy! :) Dodaję Cię do obserwowanych, pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Również nikomu nie udostępniam adresu, a z bliskich mi osób o tym, że to miejsce istnieje wie tylko mój Mężczyzna. Czasem dziwnie się czuję, kiedy wiem, że wie o tym miejscu, jednak mi kibicuje w tworzeniu ;)
      Ja również życzę dalszego rozwoju. Też już Cię obserwuję, nie dziękuję za egzaminy ;)

      Usuń
  5. Super piszesz :) i dobre podejście :)
    Ja co prawda też nie rozpowiadałam innym, że mam bloga, ale umieściłam link na instagramie :)

    dodałam do obs :)
    pozdrawiam,
    katarzynakoziej.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja też się wstydzę, że mam bloga - prawie nikt z moich znajomych o nim nie wie, nawet oddzieliłam konto blogowe na Instagramie od fb tak, aby nikt się nie dowiedział. Męczy mnie to, nie powiem, ale w tej decyzji podtrzymują mnie komentarze moich znajomych, takie jak: "tak mało osób cię czyta? to chyba słaby ten twój blog", gdy komuś powiem ze mam bloga to słyszę raczej śmiech, a dodatkowo jeden ze znajomych, który o blogu wie zaczął bawić się w blogowego trolla. Strasznie jest to irytujące.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też właśnie bałam się śmiechów i głupich spojrzeń, ale raz zaryzykowałam, mianowicie zanim jeszcze zostałam parą z Moim D. pokazałam mu tego bloga, coś mnie do tego pchnęło, może wrodzona intuicja, ale był to bardzo dobry krok. Zanim zdobyłam czytelników (o co staram się od stycznia) wylewałam tutaj wszystkie moje żale, dzięki temu D. bardziej mnie zrozumiał i mam wrażenie, że jeszcze bardziej nas to do siebie zbliżyło. A teraz już wiem, że nie uważa prowadzenia bloga za dziecinadę i zabawę. Stwierdziłam więc, że skoro mój Ukochany docenia to miejsce, to nie będzie mnie obchodzić zdanie innych na ten temat.

      Domyślam się, że takie dziecinne trollowanie może być irytujące, ale chyba ignorowanie tego będzie najlepszą metodą - rób swoje i bądź z tego dumna :)

      Usuń

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy komentarz, jednak, jeśli nie ma się on odnosić do tematu posta, a ma jedynie reklamować Twój blog, to nie pisz go wcale ;)

Innych pozostawiających swój ślad na pewno odwiedzę ♡