marca 31, 2017

Podsumowanie miesiąca: marzec

Podsumowanie miesiąca: marzec

Marzec żegna się z nami przepiękną pogodą. Słońce przez prawie cały miesiąc cudownie grzało, nie ma się ochoty siedzieć w czterech ścianach domu, a jedynie o czym marze, gdy jestem na uczelni, to wyjść na zewnątrz i spędzić kilka miłych chwil na zewnątrz, ciesząc się pogodą. Miałam dużo planów na ten miesiąc i muszę przyznać, że całkiem dobrze mi poszło.

 

ŻYCIE RODZINNE

Marzec jest o tyle wyjątkowy, że ja i moja siostra obchodzimy w nim urodziny. Moje są 8 marca, spędziłam je, jak zawsze w domu z rodziną i Ukochanym. Zjedliśmy tort i spędziliśmy miły wieczór. Nigdy jakoś hucznie (prócz 18) nie obchodziłam urodzin. Dzień, jak co dzień, staję się po prostu starsza o rok, ale jak na tę chwilę, nie przerażają mnie moje 22 lata. Weekendy nadawały się na spacery i spędzanie czasu na zewnątrz, tak też było i u mnie.




UCZELNIA

Na uczelni troszkę się rozruszało - na początku narzekałam, że robimy wiecznie to samo. Tematy stały się ciekawsze. Ruszyłam też z moim licencjatem, napisałam kolejną część, jestem na połowie, przede mną jeszcze dwa rozdziały. Jeden dość trudny i drugi już mniej ważny, a więc mogę nieco luźnej go potraktować. Narzuciłam sobie, że chcę skończyć pisanie pracy do świąt, ale przez kilka kolokwiów, którym muszę poświęcić czas, będę musiała przesunąć wyznaczoną linię. Pisać, pisać, pisać. 


BLOGOWANIE

W tym miesiącu sporo napisałam, bo razem z dzisiejszym podsumowaniem napisałam 11 postów. Najchętniej czytany był ten o wiośnie. Udało mi się też stworzyć całą serię o kobietach, które mnie inspirują, które za coś cenię i dzięki, którym udało mi się coś we mnie zmienić.  Zyskałam też nowe obserwatorki. Dziękuję za obecność i mam nadzieję, że dalej będę tworzyć interesująco. W planach mam kilka postów, do których potrzebuję się szerzej przygotować - pojawią się, gdy wyrobię się czasowo.

JA OSOBIŚCIE

Miałam dużo planów - więcej czytać, więcej ćwiczyć.  Udało się, faktycznie więcej się ruszałam i w końcu przeczytałam coś. Bardziej się zorganizowałam, a więc miałam więcej czasu na wszystko - ćwiczenia, czytanie, licencjat. Zaczęłam walkę z paznokciami - teraz pozostaje mi czekać na efekty. Troszkę poszalałam na zakupach. W kuchni też postawiłam na zdrowsze jedzenie. Buraczkowe "kotlety" robiłam już daaawno temu, w tym miesiącu zatęskniłam za ich smakiem. 









Dla mnie marzec był całkiem przyjemny, no i w końcu jestem pełna energii i chęci do życia. A Wasz marzec jaki był?

marca 29, 2017

Miesiąc kobiet: Ty

Miesiąc kobiet: Ty
pinterest.com

Często, gdy słyszymy/czytamy motywujące teksty celebrytek "opadają nam witki", przewracamy oczyma. Dobrze wiemy, że robią to dla "pijaru", wybicia się i dobrej opinii publicznej. Czasem też stajemy przed lustrem, przyglądamy się sobie i usta wyginają nam się w podkówkę. Nic nam się nie podoba, mamy ochotę owinąć się kocem w "naleśnik", włączyć ulubiony serial i tak spędzić cały dzień, a niestety musimy wbić się w ubrania, zrobić, choć minimalny makijaż, by ukryć nieprzespaną noc, często ubrać niewygodne obcasy i ruszyć do pracy, na uczelnie. 

 

Ciężkie jest życie kobiety, wymagają od nas perfekcji - idealnego ciała, ładnych ubrań i jeszcze lepszego makijażu. I wiele kobiet wkręca się w ten wir, kobiety jedna przez drugą ścigają się, rywalizują, która będzie ładniejsza, która ma lepsze paznokcie, często nieświadomie wpadamy w ten wir, nie zauważamy, że się temu poddajemy. A z drugiej strony jest wiele kobiet, które patrzą na osoby dbające o siebie, jak na dziewczyny "puste", które myślą tylko o tym, który cień do powiek nałożyć.

A gdyby tak, odrzucić to, co wkładają nam do głów media, inne osoby, stanąć przed lustrem i powiedzieć samej sobie Jestem wyjątkowa? 

Przecież każda z nas jest w miejscu, na które musiała ciężko zapracować - nauka, rozwijanie swoich pasji, poznawanie samej siebie i życia, tworzeniem sytuacji, które popychają nas do przodu. Każda ma inne cele i priorytety. Jeszcze trzeba znaleźć czas na przyjemności. A dlaczego nie? Mam ochotę połechtać swoje ego, to robię to w sposób, który lubię, jedni lubią się malować, inni lubią oglądać seriale. I nie robię nic wyjątkowego, ale gdy słyszę marudzenie innych moja egoistyczna strona jest z siebie dumna. Bo działam, nie załamuję nad sobą rąk w bezradności. Mam gorsze i lepsze dni, jak każdy. Po co wchodzić sobie w paradę? Po co się krytykować wzajemnie? Każda kobieta jest wyjątkowa (jak każdy mężczyzna), po co się spinać? Tworzyć problemy z tego, że się różnimy? Każda może być inspiracją, każda powinna być taka, jak chce być, naturalna w swoim zachowaniu, marzeniach. Mamy tylko jedno życie, po co marnujemy je na rywalizację? Przecież każda jest wyjątkowa, w swoim rodzaju i jeśli to wie, nie musi udowadniać tego innym poprzez krytykę. 

Zwolnij, spójrz na siebie, zrób coś, że poczujesz się wyjątkowa, nie tylko od święta, nie tyko w makijażu i obcisłych spodniach. Codziennie, gdy się budzisz masz szanse, by stać się wyjątkową, przez najmniejszą drobnostkę. To duży dar.

__

Wiele kobiet zapomina, że jest wyjątkowych, 8 marca już dawno za nami, ale każdy dzień jest dobry, by przypomnieć o tym, że nie ważne co robimy, co lubimy, jesteśmy jedyne w swoim rodzaju.

marca 24, 2017

Dekalog udanego związku

Dekalog udanego związku

Każdy z nas ma swoją własną definicję miłości, a co za tym idzie udanego związku. Mamy inne oczekiwania, inny próg wrażliwości i inny zakres tolerancji. Różnie też definiujemy znaczenie słowa związek. Dla mnie związek, to ciągłe staranie się o drugą osobę, miłość i zaufanie. Okazywanie miłości nie odbywa się tylko przez słowa, nie mniej ważne, a może nawet ważniejsze są czyny. 

Wiosną panuje aura, w której ludzie otwierają się na siebie, w efekcie, czego częściej się zakochują. U par też widać wiosenną zasługę, pogoda sprzyja zacieśnianiu więzi i poprawianiu relacji międzyludzkich, nie tylko tych związkowych. Ludzie często mają swoje zasady, nawet w miłości, ale ja, by brzmiało to ładniej nazwę je dekalogiem udanego związku. 

1. MIŁOŚĆ  
Niby tak oczywiste, że bez miłości nie ma udanego związku, a jednak wiele ludzi często zapomina, że to ona jest jedną z podstawowych składowych związku. Gdy związek przestaje opierać się na miłości, a zaczyna na przyzwyczajeniu jest źle. Z czasem rutyna zacznie przeszkadzać i zdamy sobie sprawę, że już nic nas nie łączy, mimo, iż jeszcze kilka dni temu mówiło się "Kocham".

2. TY I JA
Może i jestem staroświecka, ale nie uznaję czegoś takiego, jak otwarty związek. Otwarty związek głównie polega na tym, że partnerzy godzą się na stosunki seksualne z innymi osobami. Według mnie pożądanie w prawdziwym związku opartym na miłości może być skierowane w tylko jedną stronę - w stronę naszego partnera. Jak już kiedyś pisałam, jesteśmy istotami myślącymi i właśnie to odróżnia nas od zwierząt, potrafimy panować nad instynktami, nawet takimi jak popęd seksualny. Seks opiera się nie tylko na fizjologicznym akcie, by był spełniony, musi opierać się na prawdziwych uczuciach, miłości, zaufaniu. I nie ważne czy to bardziej romantyczna, czy brutalna forma miłości. 

3. ZAUFANIE
  Podstawa związku, jeśli nie darzymy zaufaniem ukochanej osoby, to ciężko o stworzenie relacji. Związek nie polega na tym, że ciągle zastanawiamy się, czy partner/partnerka nas zdradza, bądź robi coś, na czego nie robienie się umawialiśmy. Nie da się nie zwariować, jeśli każdy kolega będzie potencjalnym kochankiem, a znajoma kochanką. Nie dość, że sami przestaniemy racjonalnie myśleć, to strasznie uprzykrzymy życie Drugiej Połówce. Normalnym jest, że czasami budzi się w nas nutka zazdrości, ale nie znaczy, że możemy każdego dnia bać się od zdradę. 

4. SZACUNEK
Odnosi się to do partnerów, jak i bliskich obu stron. Wyznaję prostą zasadę - jeśli Twój partner/partnerka nie szanuje Ciebie, wyśmiewa się z Twojego ciała, nabija z poglądów i tratuje jak głupka, to uciekaj. Każdy, mimo poglądów zasługuje na szacunek, jeśli wyraźnie go nie widać, nie ma sensu marnować czasu na takiego osobnika. Zachowujmy się tak, jakbyśmy sami chcieli być traktowani. Nie każdy, każdego akceptuje, nie zawsze musimy przypaść do gustu. "Wiążesz się z nim/nią, a nie jego/jej rodziną", a i owszem, jest tak. Nie znaczy to jednak, że nie warto starać się o akceptację rodziny. Tak Cię piszą, jak Cię widzą, jeśli widzą, że z szacunkiem odnosisz się do nich, to i na szacunek zasługujesz. 

5.  NIE RÓB NIC WBREW SOBIE
Związek to często podejmowanie nowych dla nas decyzji. Nie zawsze jesteśmy pewni, czy dobrze robimy godząc się na coś. Nie zawsze wiemy, czy chcemy już teraz, czy jeszcze potrzebujemy trochę czasu do namysłu. Dotyczy to samego wejścia w nowy związek, jak i podejmowania decyzji związanych z rozwojem relacji. Nie czujesz, że jesteście gotowi na pierwsze zbliżenie? Nie rób tego, jeśli kocha - zrozumie. Rodzina naciska na ślub, ale Wy jeszcze nie jesteście gotowi na ten krok? - Poczekajcie aż dojrzejecie do tej decyzji. On chciałby już potomka, ale nie czujesz w sobie pokładów instynktu macierzyńskiego? Zaczekaj. Jeśli nie jesteśmy pewni i nie chcemy rzucać się na głęboką wodę, to odłóżmy decyzję w czasie. Do wszystkiego trzeba dojrzeć, samemu trzeba chcieć. Spełnianie zachcianek drugiej strony, tylko, dlatego, że "tak wypada", prowadzi do ostatecznej katastrofy. Muszą chcieć obie strony. 

 6. KOMPROMIS 
Ludzie nie zawsze mogą się dogadać, przez różne charaktery tworzą się różne poglądy. Najważniejsze, by nie "rzucać" fochem przy każdej sprzeczce. Jeśli nie da się rozwiązać problemu i każda ze stron chce być zadowolona trzeba poszukać złotego środka, niech wilk będzie syty i owca cała. Nie zawsze jest możliwość dogadania sytuacji na pół, ale nie można też całkowicie być biernym. Harmonia i kompromis pozwolą na wspólne realizowanie planów, bez krzyku, awantur da się żyć. Kiedyś usłyszałam, że kiedy ktoś się kłóci, to znaczy, że jeszcze mu zależy. Nie powiedziałabym, że tylko sprzeczka podczas "starcia zdań" pokazuje, że komuś zależy. Trzeba się "dotrzeć" i jakoś porozumieć, przecież nie kochamy za tylko jedną rzecz?

7. JAK NA POCZĄTKU ZWIĄZKU
Pamiętasz te motylki w brzuchu, kiedy zaczynaliście się spotykać? Pamiętasz, z jaką ekscytacją wyczekiwałaś momentu, aż zjawi się w Twoich drzwiach? Pamiętasz pierwszy pocałunek? Może nawet nie wyszedł idealne. Czas mija, związek dojrzewa, jednak to wcale nie oznacza, że miłość przekwita. Przy odrobinie starań cały czas można czuć się, jakby dopiero był etap poznawania i nauki życia ze sobą. Prawie od początku związku gotuję dla Damiana kolację, bo wiem, że przyjeżdża do mnie praktycznie zaraz po pracy. I nadal robię to z wielką przyjemnością, nawet, jeśli czasem jestem zmęczona i nie mam pomysłu na danie. To już praktycznie stało się moim mały środowym i piątkowym rytuałem, który zawsze z chęcią odbywam.

8. ROZPIESZCZAJ
Nie chodzi o ciągłe kupowanie prezentów, dawanie kwiatów. Czasem po prostu przytul się w niespodziewanym momencie, zrób masaż lub ugotuj ulubioną potrawę (przez żołądek do serca :D), kup ulubioną słodycz. Złap za rękę, po prostu ciesz się chwilą i spraw, by było przyjemnie obojgu. 

9. OSOBNO 
Nie trzeba wszędzie za sobą ciągnąć swojej Miłości. Nawet jest wskazane, by czasem spędzić czas osobno. Trzeba od siebie odpocząć i na nowo zatęsknić za ciasnymi ramionami ukochanej osoby. Potrzebne jest zaufanie, jeśli masz ochotę na babski/męski wieczór zrób to, jeśli druga strona tego chce, zgódź się. Związek to nie zespolenie ciał ze sobą. Jesteśmy tylko ludźmi, mamy prawo "przejeść się" obecnością drugiego człowieka, nawet, jeśli szalenie go kochamy i wydaje nam się, że dzień spędzony osobno, jest dniem straconym. Dajmy sobie czas by zatęsknić i odkrywać radość z oczekiwania na spotkanie na nowo. 

10. DOCENIAJ 
To, kogo masz i co razem tworzycie. Nawet nie zdajesz sobie sprawy ile ludzi patrzy na Was z zazdrością, bo też chcieliby mieć, z kim tańczyć na przyjęciu, z kim przytulać się na kanapie podczas domowego seansu, chcieliby mieć miejsce, do którego warto wracać i tworzyć cudowne chwile. Nie popsuj tego i zobacz na nowo, jak piękna jest miłość. 

Jest coś, co dopisałybyście do tej listy? Zgadzacie się ze mną, czy myślicie inaczej?

marca 20, 2017

Wiosna

Wiosna

Wiosna zawsze kojarzy nam się z jakimiś zmianami, wiosennymi porządkami. Wielu ludzi kusi się w tym czasie na porządkowanie nie tyle, swojego mieszkania, co swojego życia. Coraz śmielsze promienie słońca pozytywnie nastawiają, mamy chęci do życia i działania. Wiosną łatwiej też o przyspieszone serca bicie, na szczęście w moim sercu wiosna jest już od dłuższego czasu ♥

 

Mnie też coraz cieplejsze dni cieszą. Mimo, że nie zawsze zza chmur świeci słońce, to śpiew ptaków, pierwsze kwitnące rośliny i weselsi ludzie pozytywnie nastrajają. Mam więcej chęci do życia, mimo, że na uczelni w tym semestrze srogo się wynudzę - ileż można pipetować? Ileż razy można wstawiać elektroforezę? Obiecywali, że nam zbrzydnie, ale nie spodziewałam się, że nastąpi to tak szybko. Ja wiosnę czuję już od kilku tygodni - zwykle, gdy zrywam się wczesnym rankiem w wolne dni i idę zastąpić mamę w jej obowiązkach, których ma sporo właśnie na zewnątrz. Mimo, że długo się dobudzam, to chętniej zakładam bluzkę, kiedy wiem, że za chwilę usłyszę krzyk żurawi, śpiew słowika. Koty szukają ciepła w pierwszych promieniach słońca, a psy biegają szalone. W powietrzu wyraźnie czuć, że jeszcze trochę, a świat zacznie na nowo tętnić życiem. 

Mimo, że u mnie układa się wszystko po myśli, tak ja powinno być, to postanowiłam, że moja tegoroczna wiosna będzie bardziej aktywna fizycznie i życiowo niż początek roku. 


Po pierwsze - więcej aktywności - nie leniłam się całą zimę, nie spędziłam tego czasu oczekując wiosny, jednak miałam mniej chęci do jakiegokolwiek wysiłku fizycznego. Ciężej było się zmotywować, by ruszyć skakankę czy złapać za ciężarki. Ale od dwóch tygodni czuję większą motywację. Bardziej mi się chce i już nie marudzę, że jestem czerwona, a po plecach leci pot. Jeszcze kilka lat temu nienawidziłam się "męczyć", nienawidziłam ćwiczyć. Dwa lata temu nagle coś mnie tknęło i polubiłam to. Sport przestał być przykrym obowiązkiem, który sobie narzucałam, by zmienić się nieco fizycznie, a stał się przyjemnością. Coraz łatwiej uwalniać mi poprzez trening endorfiny. Staram się o regularność, ale plan na uczelni rozbity na tygodnie troszkę niszczy moje plany, motywację jednak mam i będę z niej czerpać ile tylko dusza pragnie :) O moich nie małych zmianach może kiedyś napiszę.


Po drugie być bardziej pozytywną. Nie zawsze potrafię być pozytywnie nastawiona, czasem dołuję się wszystkim, każdym najmniejszym szczegółem. Szczególnie łapię się na tym, kiedy i pogoda wpływa na kiepskie humory. Mam to do siebie, że raz patrząc w lustro jestem zadowolona to, co widzę, zaś drugi raz zerkając mam ochotę narzucić na siebie worek, zakopać się w poduszkach i nie ruszać. Odnosi się to później do moich relacji z domownikami. Jestem cholerykiem, nie zawsze panuję nad tym, co rzucę w porywie emocji. Nonsensopedia* w kwestii charakteru bardzo dobrze mnie określa (definicja z imienia):  

Osobowościowo przypomina tykającą bombę zegarową z popsutym zapalnikiem czasowym. Nie wiadomo, kiedy wybuchnie zdenerwowaniem i jakie będą tego konsekwencje.
 Zdarza mi się być uciążliwą z charakteru, kiedy nie mam humoru rzucam uszczypliwymi komentarzami, albo udaję, że nie słyszę, kiedy się do mnie mówi. Mam nadzieję, że chociaż odrobinę to w sobie zminimalizuję. Nie jestem taka oczywiście cały czas, każdemu zdarzają się gorsze dni. Chcę mieć to na uwadze i próbować zmienić. 


Po trzecie - zorganizować dobrze czas, mój kalendarz ma się dobrze, zapełnia się, co raz to nowymi celami do zrealizowania. Chciałabym jednak lepiej organizować sobie czas. Jeszcze chwila i pogoda zacznie nas rozpieszczać, chciałabym z niej jak najwięcej czerpać, nie lubię letnich upałów, wolę wiosenną aurę, więc chcę się nią cieszyć póki jest taka możliwość. Pogoda za nami nie zaczeka, trzeba, więc jakoś poustawiać ważne rzeczy do zrealizowania, by samemu za nią nadążyć i cieszyć się z przyjemnych chwil spędzanych na świeżym powietrzu. Dużo spacerów, dużo zdjęć, dużo chwil z moim Aniołkiem. 


I na koniec - poszukać sposobu na bardzo słabe paznokcie, którą są moją zmorą. Długimi, zdrowymi paznokciami jest mi się cieszyć około dwóch tygodni, później na nowo się łamią, rozdwajają i tracą formę. Myślę, że nie brak mi witamin i innym cennych składników, a mimo to, paznokcie są bardzo słabe. Próbowałam już wielu sposobów - żaden nie sprawdził się na dłuższą metę. Jedynie regenerum jakoś je wspomaga. Ale może jest jakieś magiczne cudo, o którym nie wiem, a działa na oporne paznokcie? Znacie coś takiego? Uwielbiam mieć ładne, zadbane paznokcie, ale bardzo mi o nie trudno, a szkoda. 

Życzę Wam dużo wiosennego słońca, pozytywnych emocji i uśmiechu. Jak zaczęłyście wiosnę? Macie jakieś porządki w planach?  

I na koniec piosenka, która w ostatnich dniach siedzi w głowie i mam ochotę cały czas ją śpiewać Damianowi ♥ (w planach też post o moich ukochanych piosenkach)


I'm the one who wants to be with you
Deep inside I hope you feel it too
Waited on a line of greens and blues
Just to be the next to be with you

Why be alone when we can be together baby
You can make my life worthwhile
And I can make you start to smile

__

* Znacie nonsensopedie? Kiedyś dużo czasu zajmowała mi jej "studiowanie". Wiele prawdy z przymrużeniem oka :)

marca 16, 2017

Miesiąc kobiet: Maria Czubaszek

Miesiąc kobiet: Maria Czubaszek
https://www.facebook.com/mariaczubaszek/


Pisarka, satyryczka, felietonistka, dziennikarka, scenarzystka. Kobieta z papierosem, która nigdy nie "owijała w bawełnę". Mówiła o sobie, że jest pozytywną pesymistką. Miłośniczka zwierząt i ogromna fanka Woodego Allena. Szczera i wierna sobie.

Przychylam się do opinii,że są dwa dni,którymi nie należy się przejmować.To wczoraj i jutro. - Maria Czubaszek - Każdy szczyt ma swój Czubaszek

Urodziła się w Warszawie, którą później pokochałam, więc nie chętnie z niej wyjeżdżała. Rozpoczęła studia na kierunku dziennikarstwo i filologia angielska, jednak nie ukończyła ich. Nie przeszkodziło to jej pracować, jako dziennikarce. Będąc jeszcze studentką rozpoczęła pracę w radiu, później wszystko potoczyło się lawiną. Zaczęła publikować satyryczne felietony, pisać teksty piosenek, udzielać się w produkcjach seriali. Dodatkowo pisała książki i udzielała się na festiwalach, często zasiadała w jury przeglądów kabaretowych. 
Najbardziej jednak zapisała się w pamięci polaków kontrowersyjnymi poglądami. Mówiła wprost i nigdy nie zakrzywiała swoich ocen, by bardziej się spodobać. Głośno mówiła o uzależnieniu od papierosów, tym, że nie lubi dzieci i przez to dokonała aborcji, jednocześnie popierała adopcję dzieci przez pary homoseksualne, nie bała się śmierci, uznawała eutanazję za skrócenie cierpień chorych. Krytykowała Kościół Katolicki i Jana Pawła II, przez co sama była przez wielu krytykowana. Nie bała się mówić o patriotyzmie i politykach. Poruszyła chyba każdy z tematów i zawsze budziła wokół siebie zamieszanie. 

Może nie zawsze się z nią zgadzałam, jednak podziwiam ją przede wszystkim za stałość swoich poglądów. Jak mało, kto (w dzisiejszych czasach) była wierna swoim poglądom, których nie zmieniała zależnie od sytuacji. Często mówiła niewygodną prawdę, która wielu ludzi bolała. W swojej krytyce, mam wrażenie, zawsze próbowała doszukać się i przemycić odrobinę czegoś pozytywnego.  Wbrew całej otoczki krytycyzmu pozostawała pozytywna. Była i pozostała do końca sobą. Tego można się od niej uczyć - wierności sobie, swoim poglądom i nie udawania kogoś, kim nie jesteśmy. Nie warto udawać, warto mówić, czuć i być tymi, którymi chcemy być. Nie warto wiecznie spoglądać na innych, co powiedzą. Tak proste, a tak dziś ulotne. Tego sobie i Wam życzę - zawsze trzeba być sobą, jak Pani Maria. 

cosmopolitan.pl

marca 14, 2017

Feminazistka

Feminazistka

 
pinterest.com

Dziś temat nieco kontrowersyjny, jednak myślę, iż warty uwagi. Do poruszenia tego tematu zainspirowała mnie Draqilka umieszczając komentarz pod postem o Marii Skłodowskiej-Curie. Stwierdziłam, że spróbuję napisać o tym z mojej perspektywy. Zaznaczę, że nie jestem powiązana z jakimkolwiek środowiskiem feministycznym, po prostu chcę pokazać ten temat tak, jak go widzę ze swojej strony. I z całą pewnością szanuję zdanie każdego.



Feminizm [łac. femina ‘kobieta’], nazwa bardzo szerokiego ruchu o charakterze politycznym, społecznym, kulturowym i intelektualnym, którego różne orientacje, szkoły, teorie i badania łączy wspólne przekonanie, że kobiety były i są przedmiotem dyskryminacji.

Historia pokazuje, że od początków dziejów ludzkości, to mężczyzna stanowił podstawę. Był filarem wszystkiego, co  kojarzone jest z dobrobytem, poważaniem i stabilizacją. Kobieta w swych początkach była ozdobą mężczyzny i kielichem na nasienie. Miała dobrze wyglądać w klejnotach i innych błyskotkach, zając się wychowaniem dzieci i milczeć, gdy rozmawiali mężczyźni. I być gotowa na każdego jego skinienie, gdy zapragnął igraszek. Uznawano, że kobieta ma mniejszy rozum, a co za tym idzie inteligencje niż mężczyźni, więc nie nadaje się do wyższych celów, jakimi była polityka, nauki (nie tylko ścisłe). Początków feminizmu należy doszukiwać się w XVIII w., Kiedy uznano, że wyedukowana kobieta będzie lepszą żoną i matką. W XIX w. Kobiety zaczęły wnosić o więcej, m.in. o prawo do pracy, własności, zachowania majątku po zamążpójściu, wolności słowa. Wtedy też swoją działalność zaczęły szerzyć sufrażystki walcząc o prawa wyborcze. W 2 połowie XX w. Kobiety walczyły o prawa w strefie najbardziej intymnej - prawo do edukacji seksualnej, prawo do aborcji, walka z przemocą w rodzinie i molestowaniem seksualnym. W 1979 ONZ przyjęło konwencję W sprawie likwidacji wszelkich form dyskryminacji kobiet. Feminizm walczy również z obrazem kobiety, jako obiektu pożądania seksualnego. (kilka punktów historii zaczerpniętych z encyklopedii PWN)
I tak, jak rozumiem, że kobietom poprzednich wieków możemy być my, kobiety współczesne wdzięczne, bo dzięki temu mamy zapewnionych wiele swobód, możemy mówić głośno, co myślimy, nie musimy wstydzić się kupować podpasek, pracować, brać udział w życiu publicznym, tak mam wrażenie, że niektóre ze współczesnych kobiet, które uznają się za feministki zapędziło się nieco za daleko, stały się feminazistkami, które zakrzywiają obraz kobiet walczących o swoją wolność. Jakby opacznie zrozumiało cele ruchu. A może to ja ich nie rozumiem?

Dbanie o siebie


Feminazistki wykreowały obraz feministki, jako zaniedbanej kobiety. W wielu głowach feministka rodzi się, jako brzydula z nieumytymi włosami, ubytkami w zębach, której skóra balsamu nie widziała od lat, a na wadze ciąży kilka nadprogramowych kilogramów. Nie wspomnę już o zadbanych paznokciach i jakimkolwiek makijażu. To krzywdzący obraz, bo feministki dbają o siebie. Lubią odwiedzać fryzjera i kosmetyczką, ale jednocześnie wiedzą, że bez mocnego makijażu, we włosach spiętych w kucyk i wygodnych ciuchach mają taką samą wartość, gdy są w eleganckim stroju i pełnym makijażu. Myślę, że taki krzywy obraz jest tworzony na podstawie wielu dziwnych akcji na portalach społecznościowych, które organizują feminazistki. W ostatnich latach miało dużo takich akcji miejsca, np. pokazywanie niewydepilowanej pachy - nie masz ochoty, nie depiluj, ale cały świat nie musi o tym wiedzieć.


Wstręt do mężczyzn


 W oczach wielu feministki z definicji nienawidzą mężczyzn. Chcą ich wyprzeć ze stanowisk, zajmowanych pozycji społecznych. Najlepiej gdyby mężczyźni zniknęli z planety tak, jak w słynnej Seksmisji. Jesteś mężczyzną? Nie rozmawiaj ze mną, bo zapewne jesteś szowinistyczną świnią, która zagraża mnie i mojemu światopoglądowi. Spotkałam się z kilkoma feminazistkami, które krytykowały każde słowo, zachowanie płci przeciwnej. Chyba tylko dla zasady - bo jestem feministką. I mimo, że używali oni logicznych i dobrych argumentów, one krzyczały NIE, bo na pewno w dalszym etapie i tak kobieta zostanie zdominowana i stłamszona. Ale ona na to nie pozwoli. Kobieta lubi czuć, gdy mężczyzna ma do niej szacunek i jeśli nie jest feminazistką, to nie obrazi się za przytrzymanie drzwi, podsunięcie krzesła, czy wzięcia ciężej partii zakupów.

 Wstrętne bachory


Rodzina, wychowywanie dzieci, domowe ognisko, zajmowanie się domem dla feminazistek jest be i fuj. Przecież zajmowanie się domem, rodzenie dzieci i przygotowywanie obiadu dla męża uwłacza kobiecie. Społeczeństwo często zadziwia fakt, że feministka może mieć dobrze rozwinięty instynkt macierzyński, że jest gotowa w pewnym momencie swojego życia założyć rodzinę, urodzić dziecko. I będzie z tego dumna, będzie szczęśliwa, że ma miejsce, do którego kocha wracać, bo tam na nią czekają ludzie, których kocha. Błędne jest też myślenie, że ostatni czarny protest to otwieranie sobie drzwi do aborcji. Nie o to chodzi, chodzi o zagwarantowanie możliwości wyboru, tym bardziej, że jesteśmy państwem świeckim, które w teorii nie miesza Kościoła (jakiejkolwiek wiary) do polityki. Problem leży w definicjach płodu i zarodka. Z embriologicznego punktu widzenia zarodek kształtuje się do 12 tygodnia ciąży, w tym czasie następuje organogeneza, jednak dopiero po 12 tygodniu ciąży mówimy o płodzie, który zaczyna swym wyglądem przypominać małego człowieka. Aborcja w Polsce może być dokonana na zarodku, w innej kwestii jednak rozpatruje się prawo do życia, które mówi o tym, że życie zaczyna się w momencie zapłodnienia. Są to kwestie etyczne i indywidualne, w które nie chcę się zagłębiać. Zaznaczę tylko, że moim zdaniem trzy przypadki przyzwolenia na usunięcie ciąży są wystarczające, a kobieta, która musi się zdecydować na taką aborcję, ma już dosyć zszarganą i nadwyrężoną psychikę, by krzyczeć w tym czasie swoje ideologiczne racje. Feministki rodzą i są z tego dumne.

Będę pracować w kopalni


Słynna już kopalnia. Feministki są świadome, że pewne prace będą sprawiały im większą trudność niż mężczyznom.  Zwyczajnie wynika to z naszej fizjologii, budowy i cech. Feministki jedynie chcą mieć gwarancję, że posiadanie dziecka nie skreśli ich kompetencji na dane stanowisko, a jeśli dopiero decyduje się na ciążę, to nie zostanie zwolniona za samą myśl o potomku. Feminazistki zakrzyczały mężczyzn, że są w stanie ciężko, fizycznie pracować. Są w stanie, owszem, ale na krótszą metę, bo zwyczajnie ich organizm może nie podołać narzuconemu tempu. Feministki chcą równego traktowania, gdy aplikują o pracę i gdy już pracują. Na rynku pojawił się "trend", że kobiety stały się gorszym sortem przez potencjalne "zagrożenie" ciążą, które jest niesmak pracodawcom. Właśnie, dlatego tak problematyczne jest równouprawnienie w pracy. 

Osobiście nie definuję się jako feministka, lubię czuć nad sobą opiekuńczą aurę mojej Drugiej Połówki, nie czuję się urażona, gdy każ mi się odsunąć i sam woli poszatkować cebulę, bo się potniesz, lub podnieść gorący garnek, bo się oparzysz. Mam na to raczej tadycyjne poglądy, jednak uważam, że przez takie zachowanie feminazistek, wiele osób uważa kobiety pewne siebie, wygadane, nie bojące się mówić co myślą za feminazistki. Spotkałam się z tym już kilkukrotnie.. Dlatego też powstał ten tekst, by spojrzeć na to ze strony nie feministki i nie feminazistki.

Definicja feminizmu została zbrukana, a feministki, dzięki feminazistkom stały się obiektem drwin i wyśmiewania. Mało, kto rozumie, z czym, jak, po co walczy ten ruch, każdy opiera się na stereotypach i mitach. Mam ogromną nadzieję, że z czasem definicja ta znów będzie kojarzyła się godnie i będzie szanowana. Bo na to absolutnie zasługuje.

A Wy co sądzicie na ten temat? Jesteście feministkami, czy raczej nie?

marca 12, 2017

S.J.Kincaid: Diabolika

S.J.Kincaid: Diabolika

Diaboliki nie znają litości.
-Diaboliki są silne.
Ich przeznaczeniem jest zabijać w obronie człowieka, dla którego zostały wyhodowane.
Nic więcej się nie liczy.

Wyglądamy jak ludzie. Jesteśmy agresywni, zdolni do bezgranicznego okrucieństwa i absolutnej lojalności. Właśnie dlatego jesteśmy strażnikami zamożnych rodzin.

Służę córce senatora, Sydonii, którą traktuję jak siostrę. Zrobiłabym dla niej wszystko. Teraz, aby ją ochronić, muszę udawać, że nią jestem, zachowując w tajemnicy moje zdolności. Wśród bezwzględnych polityków walczących o władzę w imperium odkryłam w sobie cechę, której zawsze mi odmawiano – człowieczeństwo.

Mam na imię Nemezis i jestem diaboliką. Czy mogę zostać iskrą, która rozbłyśnie w mroku imperium? 

 

Kincaid zaprasza nas do futurystycznej wizji przyszłości, która za boga uznaje Kosmos. Ludzie żyją między planetami, wykorzystują cudowny postęp technologii swoich poprzedników. Imperium rządzi car, który zabrania dalszego rozwoju. Nie można korzystać z książek, nie można się rozwijać i poznawać nowych technologii. Za najlepszą rozrywkę uznaje narkotyzowanie się, bale i walki hybryd różnych zwierząt. Najwyżej postawionym służą humanoidy - istoty podobne do nas, jednak genetycznie zaprogramowane do pełnienia funkcji. Najwyższą troską ludzkości jest młody wygląd i modyfikowanie swojego ciała tak, by spodobać się potencjalnym partnerom. Zwykli szarzy ludzie stali się Zbędnikami.
Jednym z takich humanoidów jest główna bohaterka - Nemezis, która jak inne Diaboliki powinna zostać usunięta na rozkaz cara. Jednak jej opiekunowie podważają rozkaz, dzięki czemu możemy stać się świadkami dalszych losów bohaterów. Diaboliki spełniają się w roli ochroniarzy, wybranej jednej osoby. Ich ciała są zmodyfikowane o mięśnie o potężnej sile, umysły mają rozwiniętą agresję, szybkość podejmowania reakcji. Tym samym ich uczucia i emocje są bardzo silnie stłumione. Diaboliki nie czują. Czy na pewno? Sydonia, podopieczna Nemezis nigdy nie kryła się z przekonaniem, że Nemezis potrafi czuć, potrafi kochać i śmiać się. Czy Sydonia ma rację?
Akcja przebiega szybko, obrót zdarzeń zaskakuje. Początkowo nie byłam przekonana do tego świata, jednak szybko zmieniłam zdanie. Nieprzewidywalny bieg wydarzeń dodatkowo podsycił moją ciekawość. Diabolika rzucona w wir wydarzeń, które są dla niej nowością poznaje coraz to więcej postaci. Stara się rozszyfrować, która z nich są dla niej przychylne, które nie sprzyjają jej obecności na dworze Domitrianów. Zaczyna walkę o siebie, prawdę i przyszłość. Podsycona świadomością, że jej ukochana Donia została zamordowana wraz z rodziną sprawia, że humanoid zaczyna dostrzegać w sobie zmiany. Poznaje smak przeróżnych uczuć, początkowo to złość, strach. Z czasem, z poznaniem Tyrusa zaczyna zdawać sobie sprawę, że tli się w niej odrobina człowieczeństwa. Zmaga się ze sobą, jednocześnie pragnie oddać się nowo poznanym emocjom i nienawidzi się za to, co się dzieje, do czego doprowadziła takimi decyzjami. Drażniło mnie nieco jej podejście do Sydonii, którą początkowo przedstawiono, jako nieco egoistyczną bohaterkę. Z czasem udowodniła, że nie jest taka, jak większość zamieszkująca Imperium.
W postaci Nemezis odkryłam cząstkę siebie, podobnie jak ona, dłuższy czas nie czułam się godna uczucia, jakim jest miłość. Dopiero poznawałam jej smak i barwy. Doskonale rozumiałam jej wściekłość na siebie, kiedy odkrywała, jakie uczucia nią targają, zazdrość, gdy już zrozumiała, czego chce.
Książka ma praktycznie same pozytywne opinie. I moja ostateczna ocena będzie pozytywna. Byłam sceptycznie nastawiona, przez to, że zwykle preferuję nieco inne  powieści. Dałam jej jednak szansę na obronienie się - nie zawiodłam się. Autorka rzuca nas w zupełnie inny świat, który ukazuje ludzkie zachcianki obecnych czasów, jako podstawę życia Imperium, w którym tlą się jeszcze nadzieje osób, które nie chcą stać w miejscu. To właśnie oni napędzają akcje i powodują, że bieg wydarzeń zmienia Nemezis. Jak bardzo odmienia się bohaterka i co dzieje się za jej sprawą w Imperium musicie już odkryć osobiście.

__

Coś czuję, że nieco wypadłam z wprawy w pisaniu recenzji, niegdyś pisywałam ich dużo. Mam nadzieję, że z czasem wrócę do formy :) Jak Wam się podoba? Czytałyście już tę książkę?

marca 10, 2017

Miesiąc kobiet: Maria Skłodowska-Curie

Miesiąc kobiet: Maria Skłodowska-Curie
biznesistyl.pl

Pierwsza kobieta z Noblem, nagrodę otrzymała dwukrotnie w różnych dziedzinach. Odkrywczyni polonu i radu, prekursorka radiochemii, twórczyni teorii promieniotwórczości, techniki rozdzielania promieniotwórczych izotopów. Inicjatorka pierwszych badań nad rakiem. Kobieta, która przyczyniła się do wejścia innych kobiet do laboratoriów i pracowni chemicznych. 

 

Dobrze pamiętam małą Weronikę (gdzieś w okolicach I - II klasy szkoły podstawowej), która musiała przygotować pierwszą w swoim życiu prezentację. Traf chciał, iż  dostała do przedstawienia postać Marii Skłodowskiej-Curie. Ale kto to jest? Wróciłam do domu i wraz z mamą usiadłam do przygotowania mojej prezentacji. Wzięłam od siostry książkę, w której przedstawiono kilka postaci ważnych dla historii Polski i świata. Tam też po raz pierwszy zobaczyłam, czym zajmowała się owa Pani. I pamiętam, że też tak chciałam. 

 Później zboczyłam nieco ze ścieżki "naukowca", a rozwijałam moją humanistyczną stronę. Los jednak ostatecznie wyrzucił mnie na brzeg, na którym być może nie mogłabym stać, gdyby nie Maria Skłodowska-Curie. Myślę, że jest jedną z kobiet, która umożliwiła innym kobietom zająć się naukami ścisłymi, które niegdyś były dla nas nieosiągalne. Wydawało się, że kobiety nie są na tyle dobrze rozwinięte by pojmować trudne teorie dotyczące budowy i funkcjonowania świata nas otaczającego. Jak się okazuje wcale tak nie jest, a kobiety bardzo dobrze odnajdują się w świecie chemii, fizyki i biologii. 

Skłodowska-Curie urodziła się 7 listopada 1867 r. w rodzinie związanej z nauką, nic, więc dziwnego, że od najmłodszych lat fascynował ją świat przedstawiany przez rodzinę. Maria, by się rozwijać i prowadzić badania musiała wyjechać z Polski, w której kobiety nie mogły studiować (XIX wiek). Ruszyła do Paryża, gdzie studiowała na Surbonie.  W stolic Francji poznała swojego męża - Pierre Curie. Wcześniej zakochana była w Kazimierzu Żorawskim, jednak rodzice jej wybranka nie akceptowali ich związku, drogi zakochanych się rozeszły. Dlatego też młoda Maria swój zawód leczyła oddając się nauce. Pierwszą nagrodę Nobla otrzymała wraz z mężem i Henrim Becquerelm za odkrycie promieniotwórczości w1903 z fizyki. Drugą nagrodę otrzymała samodzielnie w 1911 z chemii za odkrycie radu i badanie właściwości chemicznych pierwiastków promieniotwórczych. Po śmierci męża została pierwszą kobietą wykładającą na Sorbonie. Wokół jej postaci powstało wiele kontrowersji. Ksenofobiczne kręgi uznawały ją za żydówkę przez drugie imię - Salomea, kojarzące się we Francji z żydowskim imieniem Salomé. Oskarżano ją również za robicie rodziny swojego kochanka Paula Langevina. W jej obronie stanął wówczas jej przyjaciel - Albert Einstein:

„Tak rozgniewał mnie sposób, w jaki motłoch waży się Panią atakować, że bezwzględnie musiałem dać upust swemu oburzeniu. (…) Chciałbym Pani powiedzieć, że bardzo podziwiam Pani wytrwałość, energię i uczciwość. Cieszę się, że poznałem Panią osobiście w Brukseli. (…) To wspaniale, że wśród nas znajdują się ludzie tacy jak Pani, jak Langevin, prawdziwe istoty ludzkie, w których towarzystwie można odczuwać radość. Jeśli motłoch nadal będzie Panią atakować, proszę po prostu przestać czytać te bzdury.”
(Countway Library, Uniwersytet Harvarda)
 Mimo długoletniej przyjaźni zawsze zwracali się do siebie na Pan/Pani, co świadczy o ogromnym szacunku dla siebie. Skłodowska-Curie wraz z przyjaciółmi założyła szkołę, która uczyła dzieci w sposób nowatorski, dając nie tylko teorię, ale też praktykę w laboratoriach czy muzeach.
Maria urodziła dwie córki: Ève, która zajęła się dziennikarstwem, polityką, była też pisarką i pianistką oraz Irène, która poszła w ślady matki i również została uhonorowana nagrodą Nobla. 

Dla mnie Maria jest nie tylko świetnym naukowcem, odkrywcą w dziedzinie fizyki i chemii, ale również, jak wspominałam na początku postu kobietą, dzięki której dzisiaj, ja mogę korzystać z laboratoriów i uczyć się tego, co niegdyś był dla kobiet niemożliwe.  

historia.org.pl

__

Ostatnio zrobiło się głośno o Marii przez film i książkę, które mają przedstawiać jej biografię, widziałyście film, czytałyście książkę? Polecacie?
Copyright © 2016 lekkość duszy , Blogger