feminazistka

 
pinterest.com

Dziś temat nieco kontrowersyjny, jednak myślę, iż warty uwagi. Do poruszenia tego tematu zainspirowała mnie Draqilka umieszczając komentarz pod postem o Marii Skłodowskiej-Curie. Stwierdziłam, że spróbuję napisać o tym z mojej perspektywy. Zaznaczę, że nie jestem powiązana z jakimkolwiek środowiskiem feministycznym, po prostu chcę pokazać ten temat tak, jak go widzę ze swojej strony. I z całą pewnością szanuję zdanie każdego.



Feminizm [łac. femina ‘kobieta’], nazwa bardzo szerokiego ruchu o charakterze politycznym, społecznym, kulturowym i intelektualnym, którego różne orientacje, szkoły, teorie i badania łączy wspólne przekonanie, że kobiety były i są przedmiotem dyskryminacji.

Historia pokazuje, że od początków dziejów ludzkości, to mężczyzna stanowił podstawę. Był filarem wszystkiego, co  kojarzone jest z dobrobytem, poważaniem i stabilizacją. Kobieta w swych początkach była ozdobą mężczyzny i kielichem na nasienie. Miała dobrze wyglądać w klejnotach i innych błyskotkach, zając się wychowaniem dzieci i milczeć, gdy rozmawiali mężczyźni. I być gotowa na każdego jego skinienie, gdy zapragnął igraszek. Uznawano, że kobieta ma mniejszy rozum, a co za tym idzie inteligencje niż mężczyźni, więc nie nadaje się do wyższych celów, jakimi była polityka, nauki (nie tylko ścisłe). Początków feminizmu należy doszukiwać się w XVIII w., Kiedy uznano, że wyedukowana kobieta będzie lepszą żoną i matką. W XIX w. Kobiety zaczęły wnosić o więcej, m.in. o prawo do pracy, własności, zachowania majątku po zamążpójściu, wolności słowa. Wtedy też swoją działalność zaczęły szerzyć sufrażystki walcząc o prawa wyborcze. W 2 połowie XX w. Kobiety walczyły o prawa w strefie najbardziej intymnej - prawo do edukacji seksualnej, prawo do aborcji, walka z przemocą w rodzinie i molestowaniem seksualnym. W 1979 ONZ przyjęło konwencję W sprawie likwidacji wszelkich form dyskryminacji kobiet. Feminizm walczy również z obrazem kobiety, jako obiektu pożądania seksualnego. (kilka punktów historii zaczerpniętych z encyklopedii PWN)
I tak, jak rozumiem, że kobietom poprzednich wieków możemy być my, kobiety współczesne wdzięczne, bo dzięki temu mamy zapewnionych wiele swobód, możemy mówić głośno, co myślimy, nie musimy wstydzić się kupować podpasek, pracować, brać udział w życiu publicznym, tak mam wrażenie, że niektóre ze współczesnych kobiet, które uznają się za feministki zapędziło się nieco za daleko, stały się feminazistkami, które zakrzywiają obraz kobiet walczących o swoją wolność. Jakby opacznie zrozumiało cele ruchu. A może to ja ich nie rozumiem?

Dbanie o siebie


Feminazistki wykreowały obraz feministki, jako zaniedbanej kobiety. W wielu głowach feministka rodzi się, jako brzydula z nieumytymi włosami, ubytkami w zębach, której skóra balsamu nie widziała od lat, a na wadze ciąży kilka nadprogramowych kilogramów. Nie wspomnę już o zadbanych paznokciach i jakimkolwiek makijażu. To krzywdzący obraz, bo feministki dbają o siebie. Lubią odwiedzać fryzjera i kosmetyczką, ale jednocześnie wiedzą, że bez mocnego makijażu, we włosach spiętych w kucyk i wygodnych ciuchach mają taką samą wartość, gdy są w eleganckim stroju i pełnym makijażu. Myślę, że taki krzywy obraz jest tworzony na podstawie wielu dziwnych akcji na portalach społecznościowych, które organizują feminazistki. W ostatnich latach miało dużo takich akcji miejsca, np. pokazywanie niewydepilowanej pachy - nie masz ochoty, nie depiluj, ale cały świat nie musi o tym wiedzieć.


Wstręt do mężczyzn


 W oczach wielu feministki z definicji nienawidzą mężczyzn. Chcą ich wyprzeć ze stanowisk, zajmowanych pozycji społecznych. Najlepiej gdyby mężczyźni zniknęli z planety tak, jak w słynnej Seksmisji. Jesteś mężczyzną? Nie rozmawiaj ze mną, bo zapewne jesteś szowinistyczną świnią, która zagraża mnie i mojemu światopoglądowi. Spotkałam się z kilkoma feminazistkami, które krytykowały każde słowo, zachowanie płci przeciwnej. Chyba tylko dla zasady - bo jestem feministką. I mimo, że używali oni logicznych i dobrych argumentów, one krzyczały NIE, bo na pewno w dalszym etapie i tak kobieta zostanie zdominowana i stłamszona. Ale ona na to nie pozwoli. Kobieta lubi czuć, gdy mężczyzna ma do niej szacunek i jeśli nie jest feminazistką, to nie obrazi się za przytrzymanie drzwi, podsunięcie krzesła, czy wzięcia ciężej partii zakupów.

 Wstrętne bachory


Rodzina, wychowywanie dzieci, domowe ognisko, zajmowanie się domem dla feminazistek jest be i fuj. Przecież zajmowanie się domem, rodzenie dzieci i przygotowywanie obiadu dla męża uwłacza kobiecie. Społeczeństwo często zadziwia fakt, że feministka może mieć dobrze rozwinięty instynkt macierzyński, że jest gotowa w pewnym momencie swojego życia założyć rodzinę, urodzić dziecko. I będzie z tego dumna, będzie szczęśliwa, że ma miejsce, do którego kocha wracać, bo tam na nią czekają ludzie, których kocha. Błędne jest też myślenie, że ostatni czarny protest to otwieranie sobie drzwi do aborcji. Nie o to chodzi, chodzi o zagwarantowanie możliwości wyboru, tym bardziej, że jesteśmy państwem świeckim, które w teorii nie miesza Kościoła (jakiejkolwiek wiary) do polityki. Problem leży w definicjach płodu i zarodka. Z embriologicznego punktu widzenia zarodek kształtuje się do 12 tygodnia ciąży, w tym czasie następuje organogeneza, jednak dopiero po 12 tygodniu ciąży mówimy o płodzie, który zaczyna swym wyglądem przypominać małego człowieka. Aborcja w Polsce może być dokonana na zarodku, w innej kwestii jednak rozpatruje się prawo do życia, które mówi o tym, że życie zaczyna się w momencie zapłodnienia. Są to kwestie etyczne i indywidualne, w które nie chcę się zagłębiać. Zaznaczę tylko, że moim zdaniem trzy przypadki przyzwolenia na usunięcie ciąży są wystarczające, a kobieta, która musi się zdecydować na taką aborcję, ma już dosyć zszarganą i nadwyrężoną psychikę, by krzyczeć w tym czasie swoje ideologiczne racje. Feministki rodzą i są z tego dumne.

Będę pracować w kopalni


Słynna już kopalnia. Feministki są świadome, że pewne prace będą sprawiały im większą trudność niż mężczyznom.  Zwyczajnie wynika to z naszej fizjologii, budowy i cech. Feministki jedynie chcą mieć gwarancję, że posiadanie dziecka nie skreśli ich kompetencji na dane stanowisko, a jeśli dopiero decyduje się na ciążę, to nie zostanie zwolniona za samą myśl o potomku. Feminazistki zakrzyczały mężczyzn, że są w stanie ciężko, fizycznie pracować. Są w stanie, owszem, ale na krótszą metę, bo zwyczajnie ich organizm może nie podołać narzuconemu tempu. Feministki chcą równego traktowania, gdy aplikują o pracę i gdy już pracują. Na rynku pojawił się "trend", że kobiety stały się gorszym sortem przez potencjalne "zagrożenie" ciążą, które jest niesmak pracodawcom. Właśnie, dlatego tak problematyczne jest równouprawnienie w pracy. 

Osobiście nie definuję się jako feministka, lubię czuć nad sobą opiekuńczą aurę mojej Drugiej Połówki, nie czuję się urażona, gdy każ mi się odsunąć i sam woli poszatkować cebulę, bo się potniesz, lub podnieść gorący garnek, bo się oparzysz. Mam na to raczej tadycyjne poglądy, jednak uważam, że przez takie zachowanie feminazistek, wiele osób uważa kobiety pewne siebie, wygadane, nie bojące się mówić co myślą za feminazistki. Spotkałam się z tym już kilkukrotnie.. Dlatego też powstał ten tekst, by spojrzeć na to ze strony nie feministki i nie feminazistki.

Definicja feminizmu została zbrukana, a feministki, dzięki feminazistkom stały się obiektem drwin i wyśmiewania. Mało, kto rozumie, z czym, jak, po co walczy ten ruch, każdy opiera się na stereotypach i mitach. Mam ogromną nadzieję, że z czasem definicja ta znów będzie kojarzyła się godnie i będzie szanowana. Bo na to absolutnie zasługuje.

A Wy co sądzicie na ten temat? Jesteście feministkami, czy raczej nie?

Komentarze

  1. Szanuję kobiety, mężczyzny oraz tym samym ich prawa i poglądy. Osobiście nie jestem feministką raczej tradycjonalistką. Lubię, kiedy to mężczyzna jest głową rodziny i swoim stereotypowym silnym ramieniem ogarnia całość. Lubię czuć się malutka, drobna i do przytulania przez faceta. Tym samym lubię być niezależną kobietą, mającą swoje zdanie i dążącą do własnych pragnień. Jakkolwiek myślę, że w dzisiejszych czasach wszystko to można połączyć. Mężczyźni są lepsi w jednym, a kobiety w drugim, stąd też tak pięknie wzajemnie się uzupełniają.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Również jestem bardziej tradycjonalistką :) Drażni mnie jednak wrzucanie do jednego worka kobiet chcących być wolne w swoim życiu, przy jednoczesnym byciu kobiecą kobietą z kobietami, które często niechlujne zachowanie ukazują jako feminizm

      Usuń
  2. Co ja tam napisałam pod tym Twoim postem... ahhh wkurzona wtedy byłam. :D Wszystko co napisałaś w tym poście to prawda. Feminazistki.. na ogół homoseksualistki, lub kobiety po przejściach (tak wiem, generalizuję, ale jeszcze nie spotkałam feminazistki, która miałaby naturalne, normalne relacje z mężczyznami), z wykrzywionym obrazem rzeczywistości, które nijak nie przyjmują do wiadomości, ze w tej naszej Polsce kobietom żyje się LEPIEJ niż na zachodzie. KOBIETOM pogodzonym ze sobą z poukładanymi relacjami z sobą i społeczeństwem, kobietom pewnym siebie, świadomym swoich atutów ale i braków (no sory górnikiem przodkowym to raczej kobieta być nie powinna). Kobietom, które wiedzą czego chcą i konsekwentnie do tego dążą. Awanse i laury powinny być za sukcesy, a nie za to, że się ma waginę zamiast penisa.. to w kontekście parytetów. ;)

    Uściski. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wielu ludzi krytykuję Polskę, za niby zaściankowe poglądy, ale tu się da żyć, być sobą i w zgodzie ze światem. Polacy mają kompleks, wiecznie ścigają zachód zamiast skupić się na tym, co jest tu i teraz

      Usuń

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy komentarz, jednak, jeśli nie ma się on odnosić do tematu posta, a ma jedynie reklamować Twój blog, to nie pisz go wcale ;)

Innych pozostawiających swój ślad na pewno odwiedzę ♡