Nadal razem, czy już osobno? syndrom przechodzonego związku

Czy istnieje coś takiego, jak związek idealny? Ile czasu powinniśmy być razem, po jakim okresie powinniśmy zostać narzeczeństwem? Jak długo powinna czekać, aż przede mną uklęknie? A może powinnam mu zasugerować czego oczekuję po upływie wyznaczonego czasu?

pinterest.com
Gdy byłam młodsza, a wizja związku była jeszcze dla mnie abstrakcją, wydawało mi się, że trzeba być cholernie zakochanym, żeby przetrwać ze sobą dziesięć, dwadzieścia, czterdzieści lat. I wydawało mi się, że ja nigdy w takim związku długo nie wytrzymam, ponieważ szybko się nudzę i potrzebuję częstych zmian. Wszystko się zmieniło, gdy poznałam mojego Damiana. 

W międzyczasie, gdy czekałam na mojego Anioła uważnie obserwowałam związki, które miałam pod nosem. Są to ludzie w zbliżonym wieku, różnica wynosi rok, czyli praktycznie żadna różnica. W teorii są na podobnym rozwoju emocjonalnym, teoretycznie mają zbliżone wsparcie rodzin z obu stron. Coś jednak sprawiało, że patrząc na jednych, chciałam związku, zaś drudzy wyraźnie odpychali mnie od myśli, że mogłabym porzucić moją samotność i związać się. Dlaczego? Roboczo przyjmijmy, że mamy parę Czerwoną - tą w moich oczach pozytywną i Czarną - tą, która związek potrafi "obrzydzić". I oczywiście, wszystko jest moją subiektywną opinią, wysnutą z obserwacji bliskich. 

Magia musi być

Obie pary poznały się w latach szkolnych, z tą różnicą, że dla Czerwonych były to lata liceum, zaś dla Czarnych gimnazjum. Niby niewiele więcej/mniej, zależy od perspektywy. Jednak mam wrażenie patrząc na obie pary, że czas Czarnych już dawno przeminął, są już dawno po ukończeniu szkoły średniej, a ich sytuacja nadal się nie zmieniła. Wydaje mi się, że uciekający czas potrafi niszczyć, w tym także może negatywnie wpływać na związki. Jeśli tkwimy w czymś, staje się to rutyną. Jeśli nie pielęgnujemy miłości wraz z upływem czasu, stajemy się jej niewolnikami, którym jest po prostu wygodnie tak jak jest. Nie oczekujemy niczego więcej, sami też nie dajemy ponad to, co już zaoferowaliśmy.
Czerwoni poznali się w liceum, Czerwony długo starał się o Czerwoną, najpierw był towarzyszem rodzinnego wydarzenia, później sam stał się rodziną. Po trzech latach związku potrafił się zdecydować, by uklęknąć i dać pierwsze świadectwo swojej miłości. W chwili obecnej czekają na swojego pierwszego potomka. Patrząc na nich, za każdym razem widzę, gdy spoglądają na siebie ogromne pokłady miłości, troski i zaufania. Gdy siedzą osobno spoglądają na siebie, co jakiś czas, gdy siedzą blisko, sprzeczają się dla żartów. Czarni tylko siedzą.
I nie chodzi tutaj o wylewne okazywanie uczuć - takiemu zachowaniu jestem przeciwna, nie każdy (tak jak ja) potrafi wyrażać całym sobą uczucia, co nie zmienia faktu, że po zakochanych to widać, to czuć. Jest chemia, są emocje. Jest magia, która im towarzyszy.

Musimy teraz

 się zaręczyć. Zaręczyli się Czerwoni - za pół roku Czarni. Naciskanie nie jest dobre. Nigdy. Sam Czarny przyznał, że był w tej kwestii naciskany przez Czarną. Z jednej strony, co się dziewczynie dziwić? Raczej większość kobiet marzy o białej sukni. Tutaj znów czas odgrywa znaczącą rolę - ile można się upewniać? Po ponad dziesięciu latach chyba już wie się, czy ta osoba to TA. Znam wiele związków, które w narzeczeństwie trwały bardzo długo, a tuż po ślubie czar prysł i nagle wszystko się rozpada. Nagle okazuje się, że każdy oczekuje czegoś innego. Nikt nie wmówi mi, że małżeństwo niczego nie zmienia. Zmienia, ogromnie dużo. Odpowiedzialność jest większa, a musimy być odpowiedzialni za to, czego chcemy. Wcześniej było łatwiej - bez większych odpowiedzialności. To właśnie większość par powstrzymuje przed kolejnym krokiem, normalnym jest, że się boimy, ale skoro kochasz, to chyba jesteś w stanie odważyć się na ten krok? 
Moi rodzice też szukali się stosunkowo długo, tato padł na kolano przed mamą po prawie roku. W tym roku będą obchodzić 25 lat wspólnego życia. Jeśli kochasz, to nie masz czego się bać. Każda para ma swój czas, ważne by nie było to zbyt późno, by nie było ZA późno.

Bo będziemy mieć dom z ogrodem i dwa psy, a dzieci nazwiemy Amelka i Wiktor

Nie jesteśmy połączeni mózgami - nie musimy się na wszystko zgadzać. I na Boga! Nie zarzucajmy partnera/partnerkę zbyt szybko wizją wspólnej przyszłości. Większość kobiet nieśmiało, aczkolwiek szybko roztacza w głowie swoją przyszłość, ale nie tylko my tak mamy. Miałam kilka lat temu dobrze rokującą znajomość, która mogłaby przerodzić się w coś więcej, ALE nim dobrze zaczęliśmy się spotykać on zasypał mnie wizjami naszego wspólnego domu, dzieci itd. Pierwsze, co krzyczało we mnie, to "DZIECI?". Serio? Ja jeszcze Cię nie poznałam, a już myślisz, że nasze DNA połączą się i stworzą nowe życie? Kwestię dzieci poruszę, kiedyś w innym poście, bo to drażliwy i ciężki w dzisiejszych czasach temat, a swego czasu moje poglądy nieco się zweryfikowały. Tak samo na samym starcie znajomości nie chciałam być priorytetem. Zrzucanie komuś na braki takiej odpowiedzialności jest podobne do przedwczesnych oświadczyny, nie chcę być priorytetem, do póki sama nie poczuję, że Ty jesteś moim. 

Gdy jest źle

Jeśli komuś się wydaje, że wystarczy zdobyć serce (serce to mięsień, nie trzeba go zdobywać) duszę, miłość, sympatię drugiej połówki, to grubo się myli. Miłość, związek to praca, ogromna i ciężka praca. Do tego tanga trzeba dwojga - muszą starać się obie strony. Słusznie porównuje się miłość do ogrodu. Ona cały czas, niczym rośliny wymaga opieki, pielęgnacji. Miłość jest żywa, jak organizm, potrzebuje uczuć do oddychania, emocji do odżywiania i pracy do rozwoju. Trzeba się starać tu i teraz. Nawet, kiedy mamy czasem ochotę rzucić wszystko do kosza, bo mamy gorszy dzień. Nie amputują Ci ręki przez złamany palec. Może i idiotyczne porównanie, ale mam wrażenie, że oddaje całą istotę starania się o miłość. Czasem idzie gorzej, to normalne, ale trzeba się z tym zmierzyć i poszukać środka. Może małe wyjaśnienie, szczera rozmowa i będzie po problemach? I nie złość się, gdy czasem przesadzi, gdy czasem zapomni o jakiejś ważnej dacie. W miłości od czasu do czasu trzeba zawalczyć, by pokazać, że nadal nam zależy. Nie chowaj ogona pod siebie - walcz, jeśli tylko Ci zależy.  

A jeśli wiesz, że to koniec

To nie oszukuj, nie zwódź drugiej strony, że nadal jest super, fajnie, romantycznie. Czas (tak ważny i nieważny zarazem) leczy rany. Łatwiej się wylizać, po upadku, niż udawać, że się nie upadło. Nie blokuj czyjegoś szczęścia zamykając go w złotej klatce udającej Waszą cudowną miłość. To tylko wyssie zaufanie i resztki sił. Dlaczego sprawiasz, że ktoś jest nieszczęśliwy, bo wolisz zataić prawdę? 

lovethispic.com

 __

Kilka moich "objawów" przechodzonego związku. Kilka moich spostrzeżeń, na to, co może zabijać związki. Na pewno o jakimś zapomniałam, może teraz nie przyszedł mi do głowy.. Co dorzuciłybyście do tej listy?

PS. Żeby nie było - nie mam nic do imienia Amelia i Wiktor :)

No i dobiłam do północy - oficjalnie jestem starsza o rok, wbiło mi magiczne 22 ;) A wszystkim Kobietom, tym dużym i mniejszym, tym młodszym i starszym życzę dumy z bycia sobą, szacunku do siebie i oby wszystkie ciastka szły w cycki :D

https://www.facebook.com/frysunki/

Komentarze

  1. myślę, że nie ma określonej pory na ten dalszy krok. każda para ind się zaręcza. znam ludzi co po 3 miesiącach się zaręczyli, a niektórzy po 3 czy 4 latach. ważne żeby oboje czuli że to jest właśnie ta druga osoba;) obserwuję z miłą chęcią i zapraszam serdecznie do siebie;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że nie ma określonej pory, kwestia tego, by obie strony chciały tego samego :)

      Usuń
    2. tak to prawda:) bo na siłę nic nie będzie... a budowanie rodziny musi mieć dwa podparcia nie jedno:D

      Usuń
  2. Wspaniale mi się czytało Twoją notkę. Masz 22 lata i jesteś już tak dojrzała i poukładana.. można tylko klaskać. Do Twoich rozmyślań dodam tylko jedno. Niektórzy twierdzą, że papierek nic nie zmienia.. to największa głupota jaką słyszę w tym temacie. Papierek zmienia WSZYSTKO. Po podpisaniu tego papierka zdajesz sobie sprawę, że jesteś związany na stałe, że nie możesz spakować się po kłótni, wyjść i zacząć nowego życia bez żadnych konsekwencji. Ot uroki poważnych życiowych decyzji..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za tak miłe słowa :) Bardzo często słyszę, że papierek i ślub niczego w związkach nie zmieniają, a jednak sprawiają, że człowiekowi zmienia się świat i musi się z tym zmierzyć. Za decyzje trzeba brać odpowiedzialność, wtedy stajemy się dorośli

      Usuń
  3. Wszystkiego najlepszego !;);*
    Bardzo podoba mi się ten post, jest tak dojrzały, przemyślany i zawiera całą życiową prawdę.
    Moim zdaniem nie ma wyznaczonego czasu na każdy etap w życiu. Każdy związek rozwija się swoim tempem i to oboje kochankowie decydują, poznając po tym, co czują.
    Buziak ! ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo :*
      Troszkę nie dopisałam, ale również uznaję, że dla każdej pary odpowiedni jest inny czas. Zaznaczyć chciałam, że ani naciski, ani też przeciąganie pewnych etapów nie jest dobrą metodą na szczęście w związku :)
      Pozdrawiam

      Usuń
  4. Znam dużo par, które zaczęły ze sobą chodzić w gimnazjum i w ostatnich latach (czyli w wieku ok. 24 lat) się rozstali :) i co dziwne, i sama jestem tego przykładem - po długim pierwszym związku, później szybko się człowiek decyduje na ślub :)

    OdpowiedzUsuń
  5. drazni mnie strasznie gdy slysze ze tak wypada cos zrobic
    np jest ciaza to wypada sie przynajmniej zareczyc ale najlepiej to pobrac

    wszystko powinno toczyc sie swoim rytmem w koncu kazdy z nas jest inny

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naciskanie na przyspieszenie ślubu nigdy nie wychodzi dobrze,prędzej czy później pewnie to i tak się rozpadnie

      Usuń
  6. jak to Adaś Miałczyński synowi (w filmie "Dzień Świra") powiedział: "małżeństwo jest jak ogród - trzeba o nie dbać"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, miłość i związki wymagają ciągłej opieki

      Usuń
  7. Ja myślę, że to wszystko zależny od ludzi. A przynajmniej powinniśmy iść za głosem serca i nie kierować się tym, co mówią inni, tylko wiedzieć sami, co jest dla nas najlepsze i kiedy postawić nogę o krok do przodu.

    OdpowiedzUsuń
  8. mój związek nie jest idealny i chyba nie ma takiego. Ale dla mnie jest okej. Uzupełniamy się z partnerem nawzajem, bywają kłótnie, ale o dziwo małe. Najważniejsze, że się kochamy i razem wspieramy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy związek ma gorsze chwile, ale to właśnie one umacniają relacje. Pary idealnej nie ma, bo nikt nie jest idealny :)

      Usuń

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy komentarz, jednak, jeśli nie ma się on odnosić do tematu posta, a ma jedynie reklamować Twój blog, to nie pisz go wcale ;)

Innych pozostawiających swój ślad na pewno odwiedzę ♡