maja 25, 2017

Uważaj na wampiry

Uważaj na wampiry

Jestem zmęczona, tak po ludzku opadłam z sił przez ostatnie tygodnie. I tylko cieszę się, że przez kilka najbliższych dni nie spotkam się z nikim z uczelni. Bo nie jestem zmęczona nauką, zajęciami, pracą licencjacką, czy załatwianiem stażu. Jestem zmęczona LUDŹMI. A moją ucieczką stała się smycz i pies na jej drugim końcu. Idę, po prostu przed siebie, zaciągam się rześkim powietrzem i delektuję uszy odgłosami śpiewających ptaków. I zazdroszczę, cholernie im zazdroszczę wolności, jaką w sobie mają.

Na pewno słyszeliście o kimś takim jak wampir energetyczny, który żywi się naszą energią, wyssie ją do ostatniej kropelki. Świadomie, czasem mniej pobiera od Ciebie energię, w efekcie czego Ty nie masz na nic sił, na nic chęci. No chyba, że mam na myśli zakopanie się w łóżku z książką lub serialem. Czymś, co pozwoli zregenerować siły, co pozwoli wybić myśli z tych ciężkich tematów. 

Jak bardzo lubię moich znajomych z roku, jak bardzo lubię się z nimi śmiać, dyskutować, czekać w długich przerwach na kolejne zajęcia, tak od początku tego semestru cieszę się na każdą wolną chwilę, na każdą sekundę, kiedy odcinam się od nich. Dlaczego?

Są ogromną machiną napędzającą się stresem. Im więcej stresu, im więcej rozmów na temat egzaminu licencjackiego, terminu oddawania prac, ilości nauki na sesje, tym one bardziej, więcej, częściej o tym mówią. Czytam to nawet, gdy jestem już w mojej małej oazie, nawet tam dopadają mnie ich czarne myśli. A ja silę się na pocieszanie #girlpower #damyradę Ależ ile można? Im częściej myślimy negatywnie, tym bliżej negatywnego zakończenia jesteśmy. Nie my pierwsi będziemy się bronić, nie my pierwsi musimy się tyle uczyć, nie pierwsi mamy deadline. To jest życie. Trzeba się z tym zmierzyć, negatywne nastawienie nic, absolutnie nic nie pomoże. Wręcz przeciwnie - przeszkodzi.

Wróciłam dziś do domu, mieliśmy spotkanie z dziekanem, nastawiłam się pozytywnie - trzeba będzie jakoś do 5 lipca przygotować. Dam radę. Zdążyłam zabrać psy na długi spacer, zdążyłam zaktywizować się fizycznie. Teraz położyłam się do łóżka i poczułam jak uchodzi ze mnie cała negatywna energia, która się we mnie gromadziła od zeszłego poniedziałku. Jestem zmęczona, bolą mnie oczy, chcę już spać.

Omijajcie wampiry, jeśli ktoś dusi, odbiera i pozostawia Was bez energii, życia i jakichkolwiek nadziei na lepsze dni - omińcie go, bo w końcu uwierzycie, że życie jest do kitu, a wcale tak nie jest.

Dobranoc.

maja 18, 2017

Czego nauczyła mnie wieś?

Czego nauczyła mnie wieś?

Moje życie zawsze było związane z wsią i rolnictwem, nigdy tego nie ukrywałam. Jakiś czas się tego wstydziłam - głównie słysząc, jak znajomi nieciekawie wyrażają się o ludziach związanych właśnie z taką pracą. Jako dziecko po prostu nie chciałam, by i ze mnie się śmiano. Z czasem jednak nabrałam dystansu i przestałam przejmować się tym, co pomyślą o moim życiu inni. Zwyczajnie dorosłam. Zdenerwowana studiami i zachęcona świecącym słońcem, rzuciłam notatki i ruszyłam na zewnątrz. Codziennie słyszę śpiew ptaków, który mnie budzi i kołysze do snu, mimo, że pod moim oknem jeździ dużo aut (jest ich naprawdę sporo). Patrząc przez obiektyw pozwalałam, by wiatr muskał moje zmęczone policzki, a do nozdrzy dochodził zapach trawy i słodko kwitnącego bzu. Troszkę sielanki.

 

ZGODNIE Z NATURĄ

Moje życie zawsze było i jest poniekąd uzależnione od natury. Od zawsze moja mama z babcią prowadzą przydomowy warzywniak, w którym znajdziemy wszystko to, czego potrzeba do smacznych potraw. Zwykle jemy to, co sezonowe. Rzodkiewki, pomidory, ogórki, fasolka, groszek, młoda marchewka opłukana w wodzie. No i nigdy nie zapomnę, jak obiera się kalarepę bez użycia noża. Na zimę starczają nam zapasy, które robimy jesienią. Aby zrobić koktajl ze świeżych owoców również muszę wybrać się na ogród. Dziś zaczął się sezon na podlewanie warzyw i rabatek kwiatowych, skąd wiem? Ciśnienie w rurach z wodą jest coraz niższe. Całe lato trzeba uważać, kiedy idzie się kąpać, bo cała wieś pielęgnuje ogródki. Ale natura to nie tylko warzywa. To także pola, zboże. Aby otrzymać coś od natury, najpierw trzeba dać jej coś samemu. 



PRACA

Zawsze dziwiło mnie, gdy jeszcze jako dziecko słuchałam, że dzieci pomagały swoim rodzicom za pieniądze - skoszenie trawy, umycie auta. I to już raczej aspekt wychowawczy, a nie miejsca zamieszkania, jednak nigdy nie przyszło mi na myśl, by za pomoc brać od rodziców pieniądze. Kiedy przychodzi okres zbiorów - wszyscy pracują, trzeba się spieszyć póki pogoda dopisuje, póki jest możliwość. W dzisiejszych czasach większość pracy ludzkich rąk jest zastępowana przez technologię, jednak nie wszystko da się zastąpić. Bardzo dobrze pamiętam, że jako dziecko uwielbiałam kiedy były żniwa, jeździło się na przyczepach ze zbożem (dość ryzykowne, wiem), składowało je, no i najważniejszy punkt - za dobrą pomoc jadło w nagrodę obiad na polu. Dobrze pamiętam, że nawet najzwyklejszy posiłek smakuje wtedy jak wykwintne danie. Czasami mama musiała zabierać w bagażnik auta całe garnki, tylu było chętnych do ucztowania na łonie natury.

SZACUNEK DO ZWIERZĄT

I tak, jego też wynosimy z domu, nie z miejsca zamieszkania. Jednak nic tak nie uczy szacunku do zwierząt jak praca przy nich. To dość kontrowersyjny temat, ponieważ oczywistym jest, co dzieje się ze zwierzętami w dalszych etapach ich życia. Należy zapewnić odpowiedni komfort i właśnie szacunek. W wieku ok. 13 lat potrafiłam już odebrać przychodzącego na świat prosiaczka, potrafiłam podejść do nich tak, by zaufały mi w tej trudnej chwili. Widziałam, że nie tylko pies i kot są wierne człowiekowi. Na własnej skórze doświadczyłam obrazków widzianych od czasu do czasu w internecie - świnka (w moim przypadku Pani Zuzia) była super towarzyszem czasu spędzanego w wakacje, karmiłam ją i jej rodzeństwo specjalnym mlekiem, gdy ich matka zachorowało i nie dało się jej uratować. Podobną opieką otaczałam każdego kota i psa, który pojawił się u nas w domu, czy to za sprawą moich rodziców, czy ludzi, którzy porzucają na naszej wsi zwierzęta. Masowałam brzuszki kociąt dla lepszego trawienia, jak robią to kotki, gdy mama pewnej gromadki nie wróciła do nich (jedno z tych kociąt jest teraz dorosłą kotką mieszkającą ze mną, nadal uwielbia się tulić i chować pod kurtką/bluzą/płaszczem). Tak samo kocham psy - Bunię, jamniczkę, którą uratowałam przed mroźną zimą, Misię, która w czasie żniw przestawała być damą,  a była psem jeżdżącym traktorem. I często boli mnie, gdy mówi się o tym, że psy na wsi mają zły byt. Owszem, to się zdarza, ale trzeba też zwrócić uwagę na te psy, które całe  dnie spędzają w bloku czekając aż właściciel wróci do domu i wyprowadzi je na spacer. Co ma powiedzieć w takiej sytuacji owczarek niemiecki, który potrzebuje ogromnej ilości ruchu?




MAMA JEST W DOMU

Coś, czego raczej nigdy nie będę mogła zapewnić swoim dzieciom, a czego inne dzieciaki zawsze mi zazdrościły. Rodzice utrzymują nasz  dom z pracy w gospodarce, mogą dzień planować pod swoje sprawy, mają komfort tego, że sami rządzą sobą - nie mają nad głową szefa, który dysponuje ich czasem. Dlatego zawsze gdy wracałam ze szkoły, a teraz z uczelni mam obiad, mam mamę, która może po mnie podjechać na pociąg. Mam mamę, która nigdy nie powiedziała mi nie mam czasu, pracuję, mogła zawsze na chwilkę przerwać, by mnie wysłuchać. Jednym z minusów życia w taki sposób jest brak wakacji, nigdy nie byłam z rodzicami, gdzieś dłużej niż jeden dzień. Zwierzętom nie napiszemy, że wyjeżdżamy i mają sobie jakoś poradzić ;) Drugi aspekt, dzięki temu, iż rodzice są w domu - nie brakuje mi chwil, gdy jemy razem obiad czy wspólnie się lenimy. Kiedy byłam mała i były wakacje, mój dom był pełen dzieciaków. Każdy chciał do nas przyjeżdżać, chodziliśmy nad jezioro, pomagaliśmy w żniwach, no i do domu przychodziliśmy tylko się napić lub po lody. No a z tatą zawsze brudziłam się smarem, do dzisiaj to robię, wiem nawet, co to łożysko igiełkowe ;)


WOLNOŚCI NIE KUPISZ

Czyli o tym, że uwielbiam w piżamie paradować po podwórku. Zawsze, gdy wyjeżdżam do rodziny do Szczecina i spędzam tydzień w bloku z dużą dozą ulgi wracam do domu i przestrzeni, którą zapewnia wieś. Jest tu inne powietrze, inne poczucie luzu, wolności. Nie muszę za bardzo przestrzegać ciszy nocnej, bo wiem, że mojego szurania nikt nie słyszy, grilla z przyjaciółmi mogę robić do późnych godzin, bo sąsiedzi nie będą marudzić, że hałasujemy. Mogę być sobą. Zasypiam i budzę się przy ptakach, latem wtórują im żaby, gdy jadę na uczelnie dostrzegam mgłę otulającą tajemniczo łąki i pola. W sadzie mam nie tak małego lokatora - sarna wybiera tylko te lepsze kąski. I za to wszystko kocham wieś.



__

Wracam, choć nie powinnam ;) Uczelnia nie wypuszcza mnie  z uścisku terminów. Mimo, że skończyłam pisać licencjat już jakiś czas temu, tak inne obowiązki są bardzo stresogenne. Dziś, dla odmiany i chęci odpoczęcia od PCR-ów i innych Western Blotów ujęłam w kilku aspektach, za co kocham wieś i czego życie na niej mnie nauczyło. Gloryfikuję, ale jednocześnie nie chcę negować życia w mieście. Zdaję sobie sprawę, że nie zawsze i nie każdemu musi podobać się takie życie. 

Jak spędzacie ciepłe dni wiosny?

maja 11, 2017

Szept

Szept


Przerwie ciszę, gdy chcę tonąć
w oczach Twych blasku
Dodaje odwagi, gdy stąpam
po grząskim piasku
Oddaje imię, którego
pragnę tuż o świcie
Odchodzi z Tobą w
rozstań chwile
Uczy słów miłości, mocnej, prawdziwej
w ciemność rzuconej
Pragnę go zawsze, lecz
nie niszcz delikatności w jego sile
Pozwól mi rozplątać język,
kiedy się wstydzę
Mów więcej, mów jeszcze
szeptem otocz nasze chwile
 W.

maja 04, 2017

Arboretum w Kórniku

Arboretum w Kórniku

Pierwszy raz o Białej Damie schodzącej z obrazu wiszącego w Zamku w Kórniku i udającej się do ogrodu, by spotkać się z jeźdźcem na czarnym koniu usłyszałam w trzeciej klasie podstawówki, gdy wyjechaliśmy na kilkudniową wycieczkę. Spaliśmy po drugiej stronie jeziora z nadzieją, że usłyszymy tęten końskich kopyt. 


Arboretum znajdujące się tuż przy zamku jest największym i najstarszym w Polsce ogrodem dendrologicznym. Po drugiej stronie ulicy znajduje się jezioro Kórnickie, przy którym biegnie ścieżka umożliwiająca spacery i zjedzenie lodów. Przy okazji majówkowego weekendu wybrałam się tam ponownie, niewiele pamiętałam z poprzedniej wycieczki, dlatego miło było odświeżyć zapamiętane widoki. Pogoda dopisała o tyle, że nie wiało, światło było okropne - na szczęście dało się uchwycić kilka kadrów. Arboretum słynie z pięknie kwitnących magnolii. 


































__ 

Jak minął Wam weekend majowy? Leniwie, czy aktywnie?
Copyright © 2016 lekkość duszy , Blogger