czerwca 27, 2017

Miłość z internetu?

Miłość z internetu?

Wiele osób kręci z niedowierzaniem głową, gdy ktoś porusza temat miłości przez internet. Przecież to się nie może udać, w sieci każdy udaje, jest kimś innym niż w rzeczywistości. Jak to jest? Internet to znak naszych czasów, niewątpliwie odciska duże piętno na naszym życiu. Także i tym uczuciowy.


Zacznę od tego, jak to się stało, że stałam się cząsteczką internetu, w którym ludzie spotykają się tu i teraz. Jak to się stało, że ludzie z internetu zaczęli być ważniejsi, od tych, których miałam realnie. Byłam na zakręcie swojego życia, nie wiem czy można to nazwać depresją, ale totalne załamanie nad sobą spowodowane wyniszczeniem samooceny, które dalej przekładało się na relacje z ludźmi z nowej szkoły (którzy mnie nie akceptowali, poza kilkoma jednostkami) popchnęło mnie w stronę miejsca, gdzie nikt nie jest w stanie nas oceniać z perspektywy wyglądu. I choć to duży plus, który może podbudować na moment naszą pewność siebie, tak jego ogromnym minusem jest fakt, że w sieci możesz być kimkolwiek zechcesz.
W internecie nie szukałam miłości, szukałam towarzystwa. Chciałam się komuś wygadać, pośmiać i o wiele łatwiej było to robić z kimś obcym, kto nie krytykował, bo nie znał. Początkowo, było to wchodzenie od czasu do czasu, jednak wraz z pogłębiającym się niezadowoleniem z życia realnego, zaczęłam zagłębiać się w ten wirtualny. Wchodziłam codziennie, uczyłam się będąc na czacie, odrabiałam lekcje, będąc na czacie, wieczory - łóżko, herbata, ja i czat. Poranki podobne. Miałam kilka osób, z którymi się wspieraliśmy. Mogłam powiedzieć wszystko i nie byłam wyśmiana, a moje problemy nie były uznane za głupie. Problem zaczął się pojawiać, gdy poznałam M. Był uroczy, z dziwną przeszłością. Mnie dobrze się z nim rozmawiało, zauroczyłam się nim, jednak z jego strony wyglądało to nieco inaczej. Deklarował miłość, jednak ja zawsze uważałam, że to zauroczenie, literami, które wysyłam w jego stronę. Nie było możliwości na miłość. Zwyczajnie, nie można kochać kogoś, kogo widziało się tylko dwa razy przez kamerkę i na kilku zdjęciach. Wstrząsnęło mną to nieco, zaczęłam ostrożniej dobierać znajomych wirtualnego świata. Z wszystkimi utrzymywałam luźne stosunki, ale i to nie uchroniło mnie przed zazdrością i próbą przywłaszczenia sobie mojej osoby przez obcych facetów. Pytałam się wtedy siebie, dlaczego przyciągam do rozmów kogoś, kto wyobraża sobie, że to miłość? Przez to, że byłam sobą, że odmiennie od innych Internautów potrafiłam być sobą? Śmiałam się, kiedy miałam na to ochotę, płakałam, kiedy miałam moment załamania. I pisałam, zdaję sobie sprawę, że potrafię pisać tak, by uderzyć w odpowiednie struny w człowieku, zdarzało mi się kokietować, jednak nigdy nie wychodziło to po za moje granice. Do momentu aż poznałam J. Osobę specyficzną, człowieka, którym bardzo mnie sobą zauroczył, dlaczego? Był niedostępny, a więc to ja byłam stroną, która zabiegała. Pierwszy raz w życiu to ja chciałam spotkania w realnym świecie, to ja chciałam innego kontaktu przez litery. Pragnęłam tego całą sobą, czułam, jakbyśmy znali się wieczność, zawsze wyczuwał co mi jest, potrafił rozśmieszyć i pleść głupoty tylko po to, by zobaczyć, że się uśmiecham. I obiecywał, mącił, zwodził. Wiedział, że bolało, ale nie przerywał tego. Zabawił się? Możliwe. Starałam się, nie wiem ile, lecz mam wrażenie, że ponad 2 lata. Byłam głupia i naiwna. Po pewnym czasie dotarło do mnie, że czas z tym skończyć, nie ma sensu katować się próbami przeskoczenia muru, który nas dzielił. Odpuściłam. Zmieniłam "otoczenie", jeśli tak można nazwać inny portal. Nigdy, to nie były te z popularnych, typowo randkowych. I tam, już całkowicie utrzymywałam pewną barierę, żeby kolejny raz nie powtórzyć naiwnego błędu. Było kilka zdjęć. 
I napisał do mnie pewien jegomość, przejrzałam jego profil i uznałam, że zbyt przystojny, by pisać do mnie, bez głupkowatych tekstów. No, ale kiedy się odezwał odpisałam, zaczęło się niewinnie, zwykłe luźne rozmowy, pokazanie czworonożnego towarzysza życia. Wymiana numerów i rozmowy od czasu do czasu. W międzyczasie (z tego, co zrozumiałam) próbował budować relacje z dziewczynami. Totalnie mi to nie przeszkadzało, gdyż pragnęłam pozostać na neutralnym gruncie, po dłuższej ciszy, nawet nie pamiętał mojego imienia, ale pozostałam pełnoetatową pogodynką, która zawsze z rana pisała, jaki zapowiada się dzień. W międzyczasie wylogowałam się życia internetowego, usuwając konto na portalu, przestając wchodzić na czat. Zaczęłam walczyć o siebie, próbowałam spychać czarne myśli siostry na temat miłości na dalszy plan. Wychodziłam z zakrętu. I co jakiś czas rozmawiałam z nim, aż zagadaliśmy się na tyle, że wymieniliśmy się nazwiskami, padła propozycja spotkania. Wewnętrznie czułam, że to coś ważnego, że to nie jest jedna z tych chorych relacji, jaką miałam wcześniej. Pierwszy raz zgodziłam się spotkać oko w oko. Uznałam, że i tak, jak zobaczy mnie w całej okazałości, to stwierdzi Brzydka i sobie odpuści. No i cóż mogę powiedzieć? Nie odpuścił, bo zaraz po rozstaniu tamtego wieczoru zaplanował kolejne. I kolejne.

Nie wszyscy ludzie z internetu są straszni, źli i podli. Do dzisiaj mam zachowanych kilka osób, z którymi od czasu do czasu rozmawiamy i są to osoby, na których naprawdę mogę polegać. Znam też wiele par, które poznały się w sieci i pozostają w bardzo dobrych relacjach. 

Można poznać miłość w internecie. Ale należy pamiętać, że NIGDY nie mamy pewności, kogo spotykamy, z kim mamy "przyjemność", a już tym bardziej nie da się zakochać przez internet. Podstawą jest dystans. Wszystko jest dla ludzi, ale należy korzystać z tego rozsądnie. 

___
Co sądzicie o miłości przez internet? Próbowaliście tak poznawać ludzi?

czerwca 19, 2017

Róże

Róże

Ludzie są jak róże - są zbyt delikatni, więc wytwarzają kolce.


Bo to, co wydaje nam się atakiem, często pozostaje obronną tarczą. Każdy atak pozostawia bliznę, mniejszą, większą, ale jednak sprawia, że gładka na początku struktura duszy zostaje skażona. Przez całe życie obrywa rykoszetem. I mimo, że polerujesz, ślad pozostaje. Wszystko, co dotyka nas mentalnie, powoduje, że pewne cząsteczki zmieniają się, dają nowe spojrzenie na świat. Dają dystans. Człowiek boi się znowu otrzymać cios. Ucieka, zamyka się w pąku swoich myśli, uczuć i strachu; tworzy kolce, które mają pomóc, odseparować duszę od tych, którzy mogą ją potencjalnie zniszczyć. 
Pąk może się otworzyć, jeśli tylko odpowiednio się o niego zadba. Wtedy rozkwitnie, rozłoży swoje płatki, wystawi je do słońca, by ogrzewało jego delikatne struktury. Będzie rozkoszować się jego ciepłem na swoich policzkach, ale nie zgubi swoich kolców. One pozostaną, pojawią się kolejne, byle tylko obronić się przed tym, co boli. Czasem boli, mimo, że złe chwile już dawno zniknęły. To jednak dobrze pamiętasz, jak bardzo bolało tworzenie każdej skazy, niekiedy na własne życzenie. Kiedy człowiek nie dostrzega, że coś go rani. Po prostu poddaje się temu, co z pozoru przypomina przyjemność. Udaje, że tak jest, ale kiedy gasną światła, przestaje kryć krople deszczu, spływające po płatkach. Pozwala im bezwiednie spadać i rozbijać się o twardą ziemię. Każda kropla upada, rozpada się na kilka części, w każdej odbija się wspomnienie jakiejś chwili. Każda ma swoją historię, która wraca i ginie, gdy tylko spadnie lub wypali ją słońce. 

Wszyscy jesteśmy różami, nasze piękno pokazujemy tylko przed jednym słońcem.









czerwca 08, 2017

Sentyment

Sentyment

Urwanie głowy, sesja, egzaminy, bieganina z oddawaniem pracy. Wszystko powoduje, że mam ochotę zamknąć się w pokoju i uciec myślami gdzieś daleko. Gdzieś, gdzie nie będą dręczyć mnie nerwy, stres i boląca głowa od ilości przyswajanej wiedzy. Więc uciekam na bloga. Choć na chwilę muszę oderwać myśli od genetyki. Wsłuchuję się w śpiew żab, którym wtórują ciche dźwięki świerszczy. Zrobiło się przyjemnie cicho - nie jeżdżą auta, nie krzyczą pawie. Otwieram okno na oścież, rześkie powietrze krząta się w pokoju. Czekam aż Anioł wróci do telefonu, bo właśnie teraz jest tak niedaleko, a jednocześnie daleko. Są słowa, są gesty, których uwielbiam wracać myślami, kiedy próbuję się wyciszyć.

 

12 LENIWYCH PAROBKÓW - Baśnie Braci Grimm

Dwa opasłe tomy bajek, które nadal mamy schowane w domu, zielona okładka, pożółkłe kartki - wszystko się rozpada. Ale pośród nich wszystkich ta jedna bajka, do której zawsze z sentymentem będę wracać.  Lektura obowiązkowa podczas wieczornego czytania do poduszki. Czytać musiał tata, bo mama nie potrafiła tak dobrze intonować, modulować głosu i sprawiać, że zamiast usypiać, jeszcze bardziej się rozbudzałam. Najbardziej pamiętam czytanie, gdy byłam chora na szkarlatynę i praktycznie nie kontaktowałam się przez wysoką gorączkę. Leżałam padnięta na łóżku, była 11 w nocy (kiedyś noc trwała tak długo), a tata próbując nie usnąć czyta mi, bylebym lepiej się poczuła.

tezeusz.pl (moje nie są w tak dobrym stanie)

PALEMKA

Będąc jeszcze przy chorobach, tym razem gest ze trony mamy. To wręcz jej odruch, że kiedy jestem chora wiąże mi na głowie, na jej czubku kitkę, przypominającą palmę. Tak dużo miłości czuję w tym geście, że nie sposób tego opisać. Właśnie takie gesty pokazują nam, że ktoś o nas dba, komuś się chce dla nas strać. Ktoś nas kocha.

KLUSKA

Czyli gra, w którą uczył nas bawić się tata. Do dzisiaj nie rozumiem o co chodziło w tej grze, niegdyś miałam podobny problem. Pamiętam tylko, że wybijało się złożony bokami do siebie kapsel, prawdopodobnie liczyło się punkty. Gra pozostaje zagadką, ale najważniejsze, że dawała ogromne pokłady śmiechu, radości i "fochów".

TRZYMAJ MNIE

Widok rozczulający, myślę, że każdego. Miłość nie zna wieku, uczucia nie powinny znać wieku, dlatego z dużą sympatią przy się na starszych ludzi, w których nie zaginęła iskra miłości. Sądzę też, że każdy chciałby takiej miłości dożyć. Być ważnym bez względu na to, ile czasu się razem przeżyło. Bez względu na to, że czas cały czas nam ucieka, a my bezsilnie z każdym rokiem próbujemy go złapać, czasem zapominając o tym, co jest ważne. 


 MYSZKO

Czyli coś, co wbrew pozorom chyba najbardziej mnie rozczula. Powodu dlaczego właśnie zwrócenie się do ukochanej osoby per Myszko jest dla mnie wyjątkowo przyjemne i słodkie doszukuję się w opowiadaniach, które czytałam jako nastolatka. Wyrosłam wtedy już z Tokio Hotel, ale dla przyjemności czytywałam jeszcze fanfiction na ich temat. Jedno opowiadanie ruszyło moje serce właśnie dzięki fabule i rozczulającemu zwrotowi, jakim posługiwał się główny bohater do swojej Miłości. Taki drobiazg, a tak zmienił moje postrzeganie tego zwrotu.


 Mój prywatny, spontaniczny ranking rozczulających gestów, przy których zawsze mam ochotę wydusić z siebie "Oooo". Pewnie znalazło by się więcej takich sytuacji, aczkolwiek późna godzina i #sesja leciutko ograniczają moje myślenie.

czerwca 05, 2017

Moja sztuka

Moja sztuka

Zawsze, by oprócz talentu pióra (o ile takowy posiadam, bo tego pewna nie jestem) marzyłam mieć sprawne dłonie. Potrafić rysować, malować, szkicować. To sztuka, która wymaga cierpliwości, systematyczności i czasu. Nie mam ani cierpliwości, trudno u mnie o systematyczność, o czasie nie wspomnę. Dlatego postanowiłam poszukać innej drogi, na której wyżyję swoje artystyczne zapędy.


Takim sposobem trafiłam na decoupage. Uwielbiam brudzić się farbą, wdychać jej przyjemny zapach, wycinać, dopasowywać, przyklejać, cieniować, a na sam koniec marudzić, że drewno wpija dużo lakieru. Ogranicza nas tylko wyobraźnia i to, co nas otacza. 

Materiałem może być wszystko od klasycznego drewna, przez plastik, szkło po metal. Idealnym pędzlem może być siatka foliowa, gąbka, równie dobrze sprawdzą się nasze palce. Przyklejać możesz wszystko - od motywów na ryżowym podkładzie, wzorach na serwetkach (nawet 3D) po wydruk z drukarki na papierze do pieczenia. Zasada jest prosta - ma podobać się autorowi.

Od zawsze uważałam, że własnoręcznie zrobiony prezent jest tym najlepszym. Wkładamy swoje serce, czas i uwagę. Myślimy więc, co najbardziej spodoba się prezentobiorcy.

A dzisiaj, w ramach sesyjnego relaksu moje decoutworki


czerwca 01, 2017

Podsumowanie miesiąca: maj

Podsumowanie miesiąca: maj

Miesiąc pięknej pogody i problemów nareszcie dobiegł końca. A ja próbując wyplątać się z problemów jakie narzucił mi ten miesiąc postaram się napisać chociaż kilka słów podsumowania. Zwykle pisałam podsumowanie w ostatni dzień miesiąca, ale tym razem obowiązki nieco mnie w tym przetrzymały. Złożyło się tak, że tylko pierwszy i ostatni dzień maja był dla mnie łaskawy.


ŻYCIE RODZINNE

To był długi i wyczerpujący miesiąc, a jedyną odskocznią od spraw przyziemnych były posiłki, które spędzałam przy rodzinnym stole. Mogłam wtedy na chwilę ochłonąć i oderwać myśli od nerwów, które zjadały mi dobry humor.

MIŁOŚĆ

Nie sposób nie wspomnieć o 1 maja, który jest dla mnie i mojej Drugiej Połówki ważny. 1 maja oficjalnie minął nam rok bycia razem. Rok, jednocześnie sporo i niewiele. Cieszę się, że mimo tego, że cały czas się "docieramy" miłość i emocje jakie towarzyszą mi tej relacji nie opadają. Nie czuję, żeby miłości było mniej, wręcz przeciwnie. A dziś, kiedy to piszę, wpada 13 miesiąc. Czas tak szybko pędzi, a ja czasami nadal nie mogę uwierzyć, że mam takie szczęście obok siebie ♡

UCZELNIA

W maju uczelnia dała mi "w kość", jak zaliczenia szły dobrze, tak sprawy związane ze stażem cały czas się komplikowały. Nie mogłam porozumieć się z koordynatorem, który sam też nie wiedział chyba co się dzieje i jak podchodzą do tego studenci. Ciągłe mówienie "mamy czas, ale nie mamy dla Was miejsc" nie powoduje, że z ulgą odetchnę i będę czekać na rozwój wypadków. Działałam sama, było to trudne i codziennie martwiłam się, czy i tym razem zadzwonią z odmową. Na szczęście wczoraj rano odebrałam telefon z propozycją stażu w Polskiej Akademii Nauk w zakładzie genetyki człowieka, czyli miejsce, którego nawet nie brałam pod uwagę, ponieważ bardzo ciężko dostać tam staż. Pozostały tylko formalności. Podobnie w pracy, pozostały mi ostatnie konsultacje, kosmetyczne sprawy i mam nadzieję, że wyrobię się w terminie. 5 lipca będę się bronić, mam nadzieję, że nie zje mnie strach i paraliż z nerwów.

BLOGOWANIE

Niestety, ale i blog odczuł maj, napisałam bardzo niewiele, bo tylko cztery posty. I nie wydaje mi się, by miało się to zmienić do początku lipca. Chcę dobrze wypaść na sesji i egzaminie, a więc kosztem bloga większość czasu przeznaczam na naukę i domykanie spraw z uczelnią. 

JA OSOBIŚCIE

Czyli o tym, że maj ograniczył moją aktywność fizyczną, niby coś było, ale odczuwalnie mniej. Dodatkowo udzielał mi się od czasu do czasu wisielczy humor znajomych. Do tego doszły hormony, pierwszy raz zachowywałam się jak stereotypowa kobieta podczas miesiączki. Nikomu o tym nie wspominałam, ale od płaczu ze wzruszenia przechodziłam do złości. Zrobiłam się ckliwa - zaczęłam zachwycać się tym, czym nigdy się nie zachwycałam. Oby ten stan szybko minął. 

A jaki był Wasz maj?
Copyright © 2016 lekkość duszy , Blogger