Miłość z internetu?

Wiele osób kręci z niedowierzaniem głową, gdy ktoś porusza temat miłości przez internet. Przecież to się nie może udać, w sieci każdy udaje, jest kimś innym niż w rzeczywistości. Jak to jest? Internet to znak naszych czasów, niewątpliwie odciska duże piętno na naszym życiu. Także i tym uczuciowy.


Zacznę od tego, jak to się stało, że stałam się cząsteczką internetu, w którym ludzie spotykają się tu i teraz. Jak to się stało, że ludzie z internetu zaczęli być ważniejsi, od tych, których miałam realnie. Byłam na zakręcie swojego życia, nie wiem czy można to nazwać depresją, ale totalne załamanie nad sobą spowodowane wyniszczeniem samooceny, które dalej przekładało się na relacje z ludźmi z nowej szkoły (którzy mnie nie akceptowali, poza kilkoma jednostkami) popchnęło mnie w stronę miejsca, gdzie nikt nie jest w stanie nas oceniać z perspektywy wyglądu. I choć to duży plus, który może podbudować na moment naszą pewność siebie, tak jego ogromnym minusem jest fakt, że w sieci możesz być kimkolwiek zechcesz.
W internecie nie szukałam miłości, szukałam towarzystwa. Chciałam się komuś wygadać, pośmiać i o wiele łatwiej było to robić z kimś obcym, kto nie krytykował, bo nie znał. Początkowo, było to wchodzenie od czasu do czasu, jednak wraz z pogłębiającym się niezadowoleniem z życia realnego, zaczęłam zagłębiać się w ten wirtualny. Wchodziłam codziennie, uczyłam się będąc na czacie, odrabiałam lekcje, będąc na czacie, wieczory - łóżko, herbata, ja i czat. Poranki podobne. Miałam kilka osób, z którymi się wspieraliśmy. Mogłam powiedzieć wszystko i nie byłam wyśmiana, a moje problemy nie były uznane za głupie. Problem zaczął się pojawiać, gdy poznałam M. Był uroczy, z dziwną przeszłością. Mnie dobrze się z nim rozmawiało, zauroczyłam się nim, jednak z jego strony wyglądało to nieco inaczej. Deklarował miłość, jednak ja zawsze uważałam, że to zauroczenie, literami, które wysyłam w jego stronę. Nie było możliwości na miłość. Zwyczajnie, nie można kochać kogoś, kogo widziało się tylko dwa razy przez kamerkę i na kilku zdjęciach. Wstrząsnęło mną to nieco, zaczęłam ostrożniej dobierać znajomych wirtualnego świata. Z wszystkimi utrzymywałam luźne stosunki, ale i to nie uchroniło mnie przed zazdrością i próbą przywłaszczenia sobie mojej osoby przez obcych facetów. Pytałam się wtedy siebie, dlaczego przyciągam do rozmów kogoś, kto wyobraża sobie, że to miłość? Przez to, że byłam sobą, że odmiennie od innych Internautów potrafiłam być sobą? Śmiałam się, kiedy miałam na to ochotę, płakałam, kiedy miałam moment załamania. I pisałam, zdaję sobie sprawę, że potrafię pisać tak, by uderzyć w odpowiednie struny w człowieku, zdarzało mi się kokietować, jednak nigdy nie wychodziło to po za moje granice. Do momentu aż poznałam J. Osobę specyficzną, człowieka, którym bardzo mnie sobą zauroczył, dlaczego? Był niedostępny, a więc to ja byłam stroną, która zabiegała. Pierwszy raz w życiu to ja chciałam spotkania w realnym świecie, to ja chciałam innego kontaktu przez litery. Pragnęłam tego całą sobą, czułam, jakbyśmy znali się wieczność, zawsze wyczuwał co mi jest, potrafił rozśmieszyć i pleść głupoty tylko po to, by zobaczyć, że się uśmiecham. I obiecywał, mącił, zwodził. Wiedział, że bolało, ale nie przerywał tego. Zabawił się? Możliwe. Starałam się, nie wiem ile, lecz mam wrażenie, że ponad 2 lata. Byłam głupia i naiwna. Po pewnym czasie dotarło do mnie, że czas z tym skończyć, nie ma sensu katować się próbami przeskoczenia muru, który nas dzielił. Odpuściłam. Zmieniłam "otoczenie", jeśli tak można nazwać inny portal. Nigdy, to nie były te z popularnych, typowo randkowych. I tam, już całkowicie utrzymywałam pewną barierę, żeby kolejny raz nie powtórzyć naiwnego błędu. Było kilka zdjęć. 
I napisał do mnie pewien jegomość, przejrzałam jego profil i uznałam, że zbyt przystojny, by pisać do mnie, bez głupkowatych tekstów. No, ale kiedy się odezwał odpisałam, zaczęło się niewinnie, zwykłe luźne rozmowy, pokazanie czworonożnego towarzysza życia. Wymiana numerów i rozmowy od czasu do czasu. W międzyczasie (z tego, co zrozumiałam) próbował budować relacje z dziewczynami. Totalnie mi to nie przeszkadzało, gdyż pragnęłam pozostać na neutralnym gruncie, po dłuższej ciszy, nawet nie pamiętał mojego imienia, ale pozostałam pełnoetatową pogodynką, która zawsze z rana pisała, jaki zapowiada się dzień. W międzyczasie wylogowałam się życia internetowego, usuwając konto na portalu, przestając wchodzić na czat. Zaczęłam walczyć o siebie, próbowałam spychać czarne myśli siostry na temat miłości na dalszy plan. Wychodziłam z zakrętu. I co jakiś czas rozmawiałam z nim, aż zagadaliśmy się na tyle, że wymieniliśmy się nazwiskami, padła propozycja spotkania. Wewnętrznie czułam, że to coś ważnego, że to nie jest jedna z tych chorych relacji, jaką miałam wcześniej. Pierwszy raz zgodziłam się spotkać oko w oko. Uznałam, że i tak, jak zobaczy mnie w całej okazałości, to stwierdzi Brzydka i sobie odpuści. No i cóż mogę powiedzieć? Nie odpuścił, bo zaraz po rozstaniu tamtego wieczoru zaplanował kolejne. I kolejne.

Nie wszyscy ludzie z internetu są straszni, źli i podli. Do dzisiaj mam zachowanych kilka osób, z którymi od czasu do czasu rozmawiamy i są to osoby, na których naprawdę mogę polegać. Znam też wiele par, które poznały się w sieci i pozostają w bardzo dobrych relacjach. 

Można poznać miłość w internecie. Ale należy pamiętać, że NIGDY nie mamy pewności, kogo spotykamy, z kim mamy "przyjemność", a już tym bardziej nie da się zakochać przez internet. Podstawą jest dystans. Wszystko jest dla ludzi, ale należy korzystać z tego rozsądnie. 

___
Co sądzicie o miłości przez internet? Próbowaliście tak poznawać ludzi?

Komentarze

  1. O kurcze, ale historia. Ja nie próbowałam, chociaż utrzymywałam internetowe kontakty np po koloniach, bo nasz turnus zbiegł się np z turnusem ze Śląska i nie było możliwości widywać się z tymi ludźmi przez odległość. No ale to inna sytuacja.
    Moje znajome umawiały się przez portale randkowe, ale różnie się to kończyło niestety :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zauważyłam pewną zależność, która dotyczyła moich znajomych - jeśli umawiały się na randki w celu szukania drugiej połówki, nigdy to nie wychodziło, kiedy tylko by się poznać i spędzić z kimś miło czas, okazywało się, że to może być coś więcej.

      Ja osobiście też nigdy nie szukałam miłości, a rozmowy. Jedynym człowiekiem poznanym przez internet, które spotkałam twarzą w twarz jest mój D. ;) Opłacało się wtedy zaryzykować

      Usuń
  2. Miłość można wszędzie spotkać, wygląd zewnętrzny to powierzchowne podejście bo prezentować może sie super ale może być ktoś dysfunkcyjny i przez to...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że w miłości uroda, to inny plan. Jednak z drugiej strony to nasza wizytówka, bo zanim otworzymy usta, by coś powiedzieć, to ludzie pierwsze oceny wystawiają przez pryzmat wyglądu. Tak jesteśmy skonstruowani.

      Usuń
  3. Da się tak poznać miłość :).
    Ale racja, trzeba uważać na ludzi, którzy zwyczajnie chcą się bawić, zabić czas bądź nawet przez Internet wyssać z nas energię. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. ja miałam kilku chłopaków poznanych własnie tak prze neta:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Moja przyjaciółka zakochała się po uszy w chłopaku z internetu. Cala znajomość online trwała kilka dobrych lat o do dzisiaj nie wiemy czy chłopak kiedykolwiek istnial... ogólnie nie mam nic przeciwko poprzez zapoznawanie sie przez internet, ale do narodzin prawdziwego uczucia trzeba BYĆ.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja wiedziałam, że J. istnieje, bo wręcz zmusiłam go, że jeśli chce ciągnąć znajomość, muszę wiedzieć, że istnieje. Co nie zmienia faktu, że i tak była naiwnością z mojej strony. Na szczęście nie dopuściłam się do zachowań, których mogłabym się wstydzić sama przed sobą :)

      Usuń
  6. Mam wrażenie, że niemal co druga osoba przynajmniej raz w życiu poznała przez Internet kogoś, kto stał się dla niej kimś bliskim. To teraz takie łatwe - wystarczy zalogować się na portalu, napisać coś o sobie i czekać, aż znajomość sama się znajdzie.
    Moim zdaniem takie internetowe relacje są bardzo spoko, ale tylko na początku znajomości. Sądzę, że zanim zaangażowałabym się w jakąkolwiek relację z kimś z sieci, chciałabym tą osobę poznać osobiście, zobaczyć, mieć pewność że nie zostanę zraniona przez kogoś, kogo nigdy nie widziałam na oczy.
    Mimo wszystko wiem, że jest wiele par, które poznały się przez Internet i którym się udało. Moja bliska koleżanka poznała swojego obecnego męża na popularnej kiedyś Naszej-Klasie i zawsze kiedy pytam ją o początki ich związku, odpowiada, że zaryzykowała bo i tak nie miała nic do stracenia.

    Obserwuję blog, podoba mi się :)


    paniflamingo.blogspot.com (KLIK)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ogromnym minusem znajomości przez internet jest fakt, że wszystko wydaje się takie "idealne" i często zapominamy, że realia są całkowicie inne. I nagle, kiedy znajomość przechodzi do rzeczywistości, okazuje się, że nie jest tak kolorowo.

      Ja się dałam namówić na spotkanie raz, nie było to też po krótkim czasie. Dzisiaj tego nie żałuję, ale widzę po znajomych, że często takie znajomości kończą się po jednym spotkaniu.

      Usuń
  7. Przeczytała i moja pierwsza myśl.. ojej jak w sumie niezbyt optymistyczna historia, na szczęście z dobrym zakończeniem. Co do znajomości zawieranych przez internet... cóż mój Pan M. jest taką znajomością.. już 5 rok nam bije, a w październiku bierzemy ślub. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I kolejnych pięciu życzę :) I szczęścia w październiku :)

      Usuń
  8. Co z historia! Bardzo fajnie się czyta! :)

    OdpowiedzUsuń
  9. osobiście znam kilka związków, które miały swój początek w internecie :) i są udane! Osobiście bym się bała, ale jak widać ryzyko czasem popłaca :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też się bałam, dlatego tylko raz, pierwszy i ostatni zgodziłam się na takie spotkanie. I nie żałuję :)

      Usuń

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy komentarz, jednak, jeśli nie ma się on odnosić do tematu posta, a ma jedynie reklamować Twój blog, to nie pisz go wcale ;)

Innych pozostawiających swój ślad na pewno odwiedzę ♡