sierpnia 31, 2017

Podsumowanie miesiąca: sierpień

Podsumowanie miesiąca: sierpień

Gdzie ten czas uciekł? Jeszcze nie dawno cieszyliśmy się pierwszymi dniami letniego słońca, a teraz powoli szykujemy się do jesieni. Jakże pięknej, mojej ulubionej. Wraz z pierwszymi suchymi liśćmi w powietrzu coraz bardziej czuć wrześniowy klimat. Szybciej ciemno robi się za oknem, a na wieczorne eskapady trzeba ubierać kurtkę. Sierpień.. hmm, gdzieś mi uciekł. Sama nie wiem gdzie.

UCZELNIA

Z racji, że w sierpniu prawie wcale nie myślałam o uczelni, nie ma sensu o niej za bardzo wspominać. Poczyniłam tylko pierwsze kroki przygotowawcze do nowego roku - zabezpieczyłam się w duże ilości kartek i długopisów. A z racji, że uwielbiam wszystko, co związane z pisaniem odręcznym, to jeszcze pewnie rozejrzę się, za innymi 'niezbędnymi' artykułami. No i od tygodnia walczę z papierami - Panie przyjmujące dokumenty na stypendia za każdym razem wymagają innych oświadczeń. Mam nadzieję, że piątkowy wyjazd na uczelnie przed październikiem będzie ostatnim. 

RODZINA

W tym miesiącu również byłam jedną nogą w swoim domu, jedną w Poznaniu. Co nie zmienia faktu, że spędziłam kilka przyjemnych chwil w gronie rodziny. Przede wszystkim piekłam dla nich ciasto czekoladowe - słodki grzeszek na mące pełnoziarnistej, by nie było całkiem kalorycznie ;)
Najlepsze efekty mojego przebywania w Poznaniu najbardziej odczuwam ze strony taty, z którym czasami opornie się dogaduję. Jakoś bardziej za sobą tęsknimy, co pozytywnie wpływa na nasze relacje - szkoda czasu na zgrzyty, mniejsze czy większe. Wolimy cieszyć się swoją obecnością. 


No i nie mogę nie wspomnieć o niespodziankach, jakie przysłała mi Zosia, moja ławkowa partnerka z uczelni. Super zajrzeć do skrzynki na listy i zobaczyć pozdrowienia, muszę pomyśleć nad powrotem do postcrossingu. 



BLOGOWANIE

W tej kwestii poszło znacznie lepiej, niż w lipcu - zwiększył się ruch na blogu, pojawiło się więcej komentarzy i obserwujących. Za co niezmiernie DZIĘKUJĘ. Zdecydowanie najważniejszy post, to ten o lekkości, niby nic takiego, a jednak bardzo pozytywnie przez Was odebrany.
W planach mam poszerzenie tematyki o sprawy typowo kobiece - coś o włosach, pielęgnacji, makijażu. Nadal nie chcę zamykać się w jednej kategorii, wszystko będę dawkować w rozsądny sposób.

 JA

Były duże plany, jedne udało się zrealizować, inne jeszcze czekają na realizację. Generalnie jestem zadowolona z sierpniowej siebie. Postanowiłam nieco lepiej zadbać o swoje włosy (o czym planuję napisać) i już widzę efekty. Ogromnie mnie to cieszy, bo małym kroczkami zbliżam się do skrętu, jakiego zawsze zazdrościłam innym loczkowym. Pochłonął mnie też świat książek, co szło zaobserwować na blogu. Jest pozytywnie. 



Jak Wasz sierpień?

sierpnia 28, 2017

Victoria Aveyard: Szklany Miecz

Victoria Aveyard: Szklany Miecz
lubimyczytac.pl
W kontynuacji bestsellerowej "Czerwonej Królowej" Mare Barrow musi zmierzyć się z mrokiem, który ogarnął jej duszę, stawić czoło bezlitosnemu królowi Mavenowi i własnym słabościom.

Walka pomiędzy rosnącą w siłę armią rebeliantów a światem, w którym liczy się kolor krwi, przybiera na sile. Mare Barrow ma czerwoną krew, taką samą jak zwykli ludzie. Jednak jej zdolność kontrolowania błyskawic – nadprzyrodzona moc zarezerwowana dla Srebrnych – sprawia, że rządzący chcą wykorzystać dziewczynę jako broń.

Mare odkrywa, że nie jest jedyną Czerwoną, która posiada umiejętności charakterystyczne dla Srebrnych. Są też inni. Ścigana przez okrutnego króla Mavena wyrusza na wyprawę, aby zrekrutować Czerwono-Srebrnych do armii powstańców gotowych walczyć o wolność. Wielu z nich straci życie, a zdrada stanie się chlebem powszednim. Mare musi też zmierzyć się z mrokiem, który ogarnął jej duszę. Czy sama stanie się potworem, którego próbuje pokonać?

 

 

Jak tylko skończyłam czytać pierwszy tom bestsellerowej serii Czerwona Królowa, który zrecenzowałam w tym poście z zapałem sięgnęłam po drugi tom cyklu. Rozsiadłam się wygodnie i wróciłam do świata, gdzie ludzi dzielimy według koloru krwi. Jak tym razem spodobała mi się lektura spod pióra Aveyard?

Do Norty wróciłam z dużym zapałem, ponieważ pierwszy tom okazał się być świetnie napisany. W kontynuacji jesteśmy świadkami, jak Marie zmienia się pod wpływem przeszłości. Miało być pięknie, miały być śliczne suknie, bale, bankiety i świetlana przyszłość, ale wyszło jak zawsze. Dziewczyna szuka odpowiedzi na pytanie Kim jestem? i próbuje dać odpowiedz na to pytanie innym Nowym. Książka opiera się na walce z czasem i Mavenem. Bohaterka wraz ze swoimi pomocnikami stara się prześcignąć Mavena, być o krok przed nim. Dzięki temu może uratować ludzi takich jak ona - Czerwonych z mutacją powodującą niezwykłe zdolności. Zły Król depcze jej po piętach, stara się wyprzedzić i przede wszystkim zmusić, by się poddała. Mroczne liściki przy każdym znalezionym ciele pokazują jej, do czego przyczyniła się swoim buntem. 
Widzę cię taką, jaką możesz się stać. Nie błyskawicą, ale burzą. Nawałnicą, która pochłonie cały świat.
Oprócz potyczek z bratem Cala Marie musi stawić czoło samej sobie, musi pokonać swoją ciemną stronę, która zaczyna kierować jej decyzjami. Niewłaściwie ulokowane uczucia do wygnanego księcia, tęsknota za wykreowanym na idealnego Mavenem, pragnienie powrotu do normalnego życia, brzemię odpowiedzialności za bunt Czerwonych, próba walki o Nowych. To wszystko sprawia, że Marie przestaje być zwykłą złodziejką. Przestaje ufać komukolwiek. Dobrze pamięta, że każdy może zdradzić. 
Nawet jeśli jestem mieczem, to nie zostałam zrobiona ze stali, ale ze szkła, i czuję, że powoli zaczynam pękać.
Mimo, że jest otoczona ludźmi, jest samotna. Nie potrafi znieść uczucia, które przeszywa ją na wskroś. Powoduje, że odpycha od siebie tych, którzy chcą jej pomoc. Jedynym człowiek, któremu jest w stanie zaufać - nieznajomy Jon. Otwiera przed nią wizję przyszłości, dzięki czemu dochodzi do najważniejszej chwili w książce. Obie strony tracą kogoś ogromnie ważnego. A Marie przełamując ciemność poddaje się Mavenowi. 

Książkę kolejny raz czyta się przyjemnie, aczkolwiek mocnym, bądź słabym ogniwem (zależy od indywidualnych preferencji) staje się Marie. Domyślam się, że jest to celowy zabieg autorki, jednak główna bohaterka w pewnym momencie zaczyna "przeginać". Staje się zbyt egoistyczna w osądach, zbyt mocno zapatrzona w siebie. Wiele razy odkładałam książkę, by odetchnąć, od zmienionej bohaterki. W recenzji pierwszego tomu zwróciłam pozytywną uwagę, dotyczącą nie mizernej, niepłaczącej nad sobą postaci. W tej części niestety, ale tak  trochę się stało. Więcej, chętniej poznałabym bardziej Nowych, niewiele dowiadujemy się o nich z książki prócz pochodzenia i umiejętności, jakie posiadają. Szerszy opis, bardziej urealnił i pozwolił lepiej polubić drugoplanowych bohaterów. Akcja lektury zaplanowana jest na plus, nie jesteśmy zanudzeni kolejnymi pozytywnymi poborami Nowych; zaskoczymy się wartkim biegiem wydarzeń i na pewno wszystkiego nie przewidzimy. Podobnie jak pierwszy tom, książka godna uwagi i czasu.
Uciekam, odkąd pamiętam. Uciekałam jeszcze w Palach, na długo zanim to wszystko się zaczęło. Unikałam rodziny, swojego losu, wszystkiego, czego nie chciałam czuć. I dalej to robię, wciąż biegnę przed siebie. Wymykam się tym, którzy chcą mnie zabić - i tym, którzy chcą mnie pokochać.

Zabrałam się za trzeci tom, mam nadzieję, że i on okaże się pozytywny.

sierpnia 24, 2017

Moje spojrzenie na studia

Moje spojrzenie na studia

W tym roku obroniłam tytuł licencjata, co oznacza, że przeszłam drogę trzech lat nauki. Wydaje mi się, że już swoje przeszłam w uczelnianych murach, więc mogę, co nieco wypowiedzieć się na temat nauki na studiach, o tym, czym różni się od nauki w szkole średniej. Kilka moich spostrzeżeń.

PO PIERWSZE - STUDIUJESZ DLA SIEBIE

Zacznijmy od prostego faktu, studiujesz dobrowolnie, nie ważne, jakimi pobudkami kierujesz się idąc na uczelnie. Dlatego też nikt nie będzie się z Tobą "cackać". Jesteśmy dorosłymi ludźmi, odpowiadajmy za podjęte decyzje. Jeśli długo nie pojawiasz się na wykładach/ćwiczeniach możesz po prostu zostać skreślona z listy obecności. Nie będzie wcześniejszych rozmów z wychowawcą o naszym zachowaniu. Fakt faktem, osoby niepojawiające się na zajęciach zwykle "wiszą" na liście obecności do końca semestru lub roku, jednak zdarzają się prowadzący, którzy są konsekwentni i skrupulatnie pilnują rzeczywistej ilości studentów.

A jeśli pracujesz i studiujesz stacjonarnie, to nie próbuj używać tego, jako argumentu w trakcie rozmów z wykładowcami. Profesorowie są uczuleni na tym tle, wychodzą z założenia, że skoro wybrałaś studia dzienne, to albo pracujesz w godzinach po zajęciach, albo w weekendy. Osobiście im się nie dziwę. Są ludźmi takimi samymi jak my, też nie lubią zostawać po godzinach.

PO DRUGIE -WYKŁADY A LABORATORIA/ĆWICZENIA 

Warto zaznaczyć: wykład jest od przekazania wiedzy teoretycznej, ma uzupełnić praktykę, którą wykorzystujesz na ćwiczeniach czy w laboratorium. Ma też szerzej pokazać Ci wybrany problem. Dlatego warto chodzić na wykłady. I chociaż siedzi się czasami po trzy godziny i słucha o czymś, co kompletnie nie leży w kręgu zainteresowań, a ręka odpada od tworzenia notatek, to warto na nie chodzić. Chociażby dlatego, że często, kiedy jest małe grono słuchaczy, to za obecność często zyskują oni profity na zaliczeniu/egzaminie końcowym. 

PO TRZECIE - ŻEBRANIE O NOTATKI

Notorycznie pojawiające się zjawisko, które studenci szybko potrafią ukrócić. Studenci naiwnie wierzą, że ich notatki udzielone jednej osobie nie krążą po całym roku przez pierwszy semestr/rok. Później już nie tak łatwo jest zdobyć notatki. Osobiście raz zobaczyłam, że znajoma rozprowadziła moje notatki po roku, więcej nie miała czego u mnie szukać. Pomyślicie, chamsko. Notatkami dzielę się z osobami, które widzę na wykładach, a których nieobecność jest spowodowana wyjątkową sytuacją. Dlaczego? Powód jest prosty, nie mieszkam w Poznaniu, więc muszę dojeżdżać. Rozwiązaniem jest akademik, jednak mieszkam zbyt blisko, by było to dla mnie opłacalne i jednocześnie zbyt daleko, bym miała totalnie komfortowy dojazd. Na pierwszym roku, by dojechać na godzinę 8 musiałam wstawać o 4:20. Godzina, kiedy większość znajomych z roku przekręcało się na drugi bok w swoich łóżkach. A skoro ja mogłam o tej nieludzkiej godzinie wstać, wstanie o 7 i dojście na zajęcia z akademika, który jest blisko uczelni nie powinno być problemem. Leniwce niech radzą sobie sami ;) 
Oczywiście też nie jestem idealna i kilka razy musiałam poprosić znajomych o notatki. Jednak starałam się ograniczyć proszenie się o wykłady do absolutnego minimum.

PO CZWARTE - JA NOTUJĘ GÓRĘ, TY NOTUJ DÓŁ

Wykładowcy bywają hipokrytami - od studentów wymagają prostych notatek, wręcz haseł na prezentacjach. Jednak sami przerzucając slajdy wrzucają studentom ściany tekstu. A student pokornie przepisuje. Warto jest mieć wtedy obok siebie kogoś, z kim podzielisz się pisaniem na pół. Mnie wiele razy to ratowało i bardzo ubolewam, że na II stopniu nie będzie mojej towarzyszki, z którą zawsze w taki sposób sobie radziłyśmy radziłyśmy. 

PO PIĄTE - PREZENTACJA WYŁĄCZA STUDENTÓW

I totalnie nie rozumiem, dlaczego wykładowcy i nauczyciele z takim zapałem robią prezentacje. Oczywiście dla nich to wygoda, jednak uważam, że robią tym krzywdę studentów. Słuchacze po prostu przepisują wyżej wspomniane ściany tekstu, totalnie wyłączają się i nie słuchają tego, co do powiedzenia ma profesor. A często te ważniejsze kwestie są mówione. Trzeba wyłapać ze slajdów najważniejsze informacje i dopisywać to, co mówi wykładowca. Warto uczyć się tego już w szkole średniej.
Moje najlepsze wykłady? U profesora anatomii, który na wykładach rzucał tylko epokowe "folie". Do dzisiaj zastanawiam się, jak jego umysł ogarnął tak dużą wiedzę. Bez zająknięcia, a ja miałam świetne notatki, bo słuchałam, a nie przepisywałam maszynowo.

PO SZÓSTE - NIE BÓJ SIĘ WYZWAŃ

Mój kierunek wymaga pewnego rodzaju odwagi, ale o tym mam zamiar napisać osobny post. Często na zajęciach jest tak, że prowadzący rzuca jedno, dla całej grupy. Zgłoś się do niego. Nie unikaj, nie patrz na innych, by to zrobili. Działaj, bo im więcej ćwiczysz, im więcej doskonalisz umiejętności, tym lepiej poradzisz sobie w zawodzie.

PO SIÓDME - NIE REZYGNUJ Z PRAKTYK

Praktyki są obowiązkowe, ale wiadomo, jak to bywa. Czasem telefon do znajomego, ładny uśmiech i mamy "praktyki" odbębnione. Według mnie, to krzywda, którą robicie wyłącznie sobie. Dzięki praktyce możecie podejrzeć pracę, w której być może będziecie kiedyś się spełniać. Można na własnej skórze przekonać się, jak faktycznie działa świat, w który chcecie być wdrożeni. Pogłoski i podejrzenia nic dadzą. A przy okazji nabierzecie pewności siebie. 
Mam za sobą praktyki, niby tylko miesiąc, ale dzięki temu o wiele lepiej czułam się na zajęciach, nabrałam pewności i doświadczenia. Znajoma, z którą pracowałam na stażu (bardzo sympatyczna i pracowita) odfajkowała praktyki po znajomości, napracowała się dopiero przy pracy magisterskiej. A jednak usłyszałam od mojej opiekunki stażu, że momentami radziłam sobie nawet lepiej od koleżanki. A teoretycznie jestem od niej dwa lata do tyłu. 

PO ÓSME -ZNAJOMI SIĘ ZWERYFIKUJĄ

Kiedy trzeba będzie podzielić się np. tematami prac dyplomowych. Niby dobre koleżanki, ale mnie wygryzły. Co prawda, później ja na tym wyszłam lepiej, jednak niesmak pozostał. Działam na zasadzie chcesz liczyć - licz na siebie. Podobnie dzieje się z notatkami, o których już wspominałam. Znajomości są dobre, póki nie trzeba o coś zawalczyć. z drugiej zaś strony, że po I stopniu ludzie trochę się przemieszają. Ostatnie dwa semestry, to była jedna wielka burza, w której ludzie podstawiali sobie świnie, kłócili o pierdoły, zachowywali jak dzieci w piaskownicy walczące o ulubioną zabawkę. Serio. Ja miałam to szczęście, że byłam bierna, jednak i tak nieźle się to na mnie odbiło. A wystarczyło, że musiałam słuchać, jak jedni na drugich marudzą. Atmosfera była gęsta i mam nadzieję, że po powrocie emocje ostygną i ludzie zaczną zachowywać się jak dorośli.

PO DZIEWIĄTE - WALCZ O SWOJE

Nawet, kiedy wykładowca Cię przeraża, próbuje Ci, kolokwialnie ujmując "dosrać", walcz o swoje. Ja na pierwszym roku tak bałam się jednej prowadzącej, że zawaliłam dwa powiązane przedmioty, co opłaciłam warunkiem. Miałam się ochotę po tym załamać, jednak później tak szybko nie odpuszczałam, gdy ktoś robił mi pod górkę. 

PO DZIESIĄTE - CIESZ SIĘ TYM, CO ROBISZ

Jeśli "nie czujesz" studiów, na które uczęszczasz, to spróbuj zmienić kierunek. Trzeba mieć świadomość, że studiujemy, po to, by pracować w miejscu związanym z naszymi studiami. I czasami naprawdę lepiej jest zacząć wszystko od nowa, niż męczyć się później całe życie. 
I warto też, przy zmianie kierunku "zabezpieczyć się". Mój znajomy z roku chciał dostać się na weterynarię. W końcu mu się udało, jednak troszkę za mocno cwaniakował i został skreślony z weterynarii. Na naszej uczelni nie złożył wniosku o dziekankę. Teraz nie ma ani weterynarii, ani powrotnych drzwi na biologię. Gratulacje.


__

I tym optymistycznym akcentem kończę dzisiejszy post. Macie studia przed czy za sobą? Doświadczyłyście czegoś podobnego?

sierpnia 22, 2017

Lekkość duszy

Lekkość duszy

Telefon brzęczy nad uchem, mimo, że jest jeszcze wcześnie i mam ochotę jeszcze przyłożyć twarz do poduszki. Wkładam nogi w legginsy, na ramiona narzucam trochę już za luźny t-shirt. Twarz przemywam zimną wodą, szczotkuję zęby. Pokonuję schody, I piętro, parter, wpadam do kuchni. Robię zwyczajną kanapkę i biorę kilka gryzów popijając je wodą. Jestem gotowa by odwieźć tatę, by później po niego wrócić. Na zewnątrz jest chłodno. Jedziemy, później tata zdejmuje rower. 

Wsiadam na niewygodne siodełko, na usta ciśnie mi się pytanie Jak moja siostra może nim jeździć? Siodełko jest wyjątkowo niewygodne, jednak po chwili zapominam o dyskomforcie. Wpatruję się w błotnistą ścieżkę, koła przesuwają się do przodu. Podnoszę głowę, kiedy do moich uszu dochodzi dźwięk śpiewających żurawi. Szukam ich wzrokiem, przesuwam oczyma po dobrze znanym krajobrazie pól, małego zagajnika, który zawsze mnie przerażał. Trzy majestatycznie stojące ptaki dostrzegam przy wale ziemi, za którym znajduje się kanał melioracyjny. Chłodne powietrze muska moje policzki, odsuwa na bok zakręcone włosy. Serce szybciej zaczyna bić, kiedy w kukurydzy z prawej strony coś zaczyna się ruszać, jednak nie ujawnia się, pewnie uciekając w głąb pola. Kawałek dalej przez ścieżkę przebiega rudy lis.
Rozpędzam się.
Z impetem wpadam w kałużę i patrzę, jak woda "rozstępuje" się pod kołami roweru. Ciemne gródki błota przyklejają się do gołych łydek. A ja z szerokim uśmiechem odchylam głowę do tyłu, patrzę w niebo na kołujące ptaki. Siodełko lekko odbija uderzając mnie, ale to nic. Teraz to się nie liczy.
Jestem w domu. Jestem szczęśliwa. Tak po prostu. 

Czuję się jakbym trafiła szóstkę w totka, mam ochotę krzyczeć, wyrzucić z siebie szczęście, które w ostatnich chwilach zmagazynowałam. Może i moje życie jest skomplikowane, może i boję się tego, co przyniesie, ale to nic, liczy się tu i teraz. Rower, ja i kałuże.
Ludzie szukają nie wiadomo czego, gdzieś daleko, ale najlepsze mają pod nosem.
 W głębi duszy nadal pozostałam dzieckiem, które kiedy śpiewa przywołuje deszcz (tak, mam taką moc ;), lubi tańczyć do niewidzialnej muzyki i szukać zaczepki. I chociaż nie zawsze to widać - jestem szczęśliwa. Cholernie szczęśliwa, mając u boku kogoś, kto mnie znosi, chociaż często kręci głową na moje pomysły, cierpliwie zamienia się miejscem na łóżku, słucha starych piosenek, które uwielbiam i po prostu jest. I może jestem naiwna myśląc, że się uzależniłam od tej formy szczęścia, ale póki nie robię sobie, nam krzywdy, nie chcę, by to znikało. 

Żeby było ładniej - zostawiam kilka kadrów.







sierpnia 19, 2017

7 grzechów głównych w związkach

7 grzechów głównych w związkach
bloglovin.com/ja

Żaden związek nie jest idealny, w każdym zdarzają się lepsze i gorsze chwile. Jednak każdy też ma pewne granice. Jak daleko trzeba się posunąć, by jedna ze stron powiedziała DOŚĆ? Oczywiście, to dla każdego indywidualna sprawa.  W marcu pisałam o dekalogu udanego związku, a dziś moja 7, która niszczy relacje, a nawet je kończy.


1. ZDRADA 

Myślę, że jak dla większości osób, zdrada jest niepodważalnym argumentem, przez który związek się rozpada. I nie chodzi tylko o zdradę fizyczną, tą łóżkową. Poniekąd mam wrażenie, że zdrada przez zapatrzenie się w inną osobę, zbyt dużą fascynację tym kimś może boleć dużo bardziej, niż skok w bok. I nie chodzi tutaj o przyjaciółkę/przyjaciela, z którym nasza druga połówka się dogaduje. Ukrywanie znajomości przed kimś, kogo kochamy daje sygnał, że znajomość taka nie opiera się na zdrowych relacjach i może mieć nieciekawe skutki w przyszłości. Nie wybaczyłabym wiedząc, że gdzieś istnieje osoba, dla której mój Ukochany nagle stracił głowę i był w stanie dla kilku "przyjemnych" chwil zaryzykować relację, którą długi czas budował. 
Prawdziwa zdrada to nie łóżko czy ukradkowe spotkania za plecami bliskiej osoby. Zdrada jest czymś, co nie daje się utrzymać w ryzach. Ona dzieje się w nas, nie w naszych czynach czy słowach. To stan świadomości. - Barbara Rybałtowska – Kuszenie losu

2.   ZATAJANIE

Istotnych faktów o sobie. Miałam kilka takich przypadków znajomości, które nawet nie prowadziły do związku, a jednak druga strona zatajała przede mną fakt, że ma dziecko. A przecież dziecko to część naszego życia, część nas i wydaje mi się, że gdy ludzie się poznają, nawiązują znajomości, to fakty takie, jak dziecko pojawiają się naturalnie. Bo oczywistym jest, że ludzie mają dzieci i się z tym nie kryją. Inna sytuacja - zatajanie, np. ciężkiej choroby. Rozumiem, jeśli ktoś na początku związku nie chce od razu powiedzieć, że jest obciążony  jakąś chorobą. Natomiast później, kiedy widzimy, że związek opiera się na szczerości i poważnych zamiarach, otwieramy się, ufamy i swobodnie możemy mówić o swoich problemach. 
Uprzytomnił sobie, jak destrukcyjną siłę miało zatajanie prawdy. [...] Tego rodzaju sekrety przypominały żywe organizmy groźne dla zdrowia. Karmiły się wstydem i poczuciem winy, rodziły strach, który zżerał człowieka od środka. - Nicholas Evans - Odważni

3. POWRÓT DO PRZESZŁOŚCI

Do ex. Nie ma nic gorszego, niż świadomość, że nasz Druga Połówka wraca myślami do kogoś, z kim związana była wcześniej. Zwyczajnie nas to boli, a w głowie zaczynają kłębić się myśli i pytania, czy ten związek ma szansę przetrwać, czy Ukochany/a są gotowi na nową relację, czy nadal tęskni do przeszłości i ramion dawnej Miłości. Źle jest się czuć, jako "zamiennik" czy druga opcja. Równie źle dzieje się, gdy pojawia się motyw porównywania. Zbyt częste przywoływanie ex daje sygnał, że ktoś tu nadal nie zapomniał o przeszłości i myślami krąży przy tym, co było. 
Niewiele rzeczy tak bardzo oszukuje jak wspomnienia. - Carlos Ruiz Zafón – Cień wiatru

4. ZAZDROŚĆ

Wzbudzanie zazdrości jest dobre do czasu, jako mały dreszczyk może podkręcić relacje między dwojgiem ludzi. Kiepsko zaczyna być, kiedy zazdrość staje się chorobliwa, a nasz Partner zwyczajnie ma obsesję na naszym punkcie i chce kontrolować wszystko, co z nami ma do czynienia. Z kim wychodzisz? Po co się z nimi spotykasz? Ja Ci nie wystarczam? To odstraszy i zmęczy do tego stopnia, obie strony, że któraś pęknie i związek się rozpadnie. Albo będzie do chorobliwe zazdrosna Połówka, albo naciągnięta do granic możliwości struna, która nie wytrzyma po stronie "krzywdzącej". Miałam kiedyś znajomą, która nie wytrzymała zazdrości swojego Faceta, zerwała z nim, później, w oczach rodziny była tą złą, bo przecież K. nie chciał źle, on Cię tak kochał i bał się o Ciebie. Akurat. 
bo gdy nas nie stać na miłość, stać nas zawsze na zazdrość - Maria Dąbrowska – Noce i dnie t.1-2

5. BRAK ZAANGAŻOWANIA

Myślę, że coś, od czego większość związków zaczyna się psuć. Z czasem dojrzewania związku ludzie uznają, że skoro już jestem w związku, to tak będzie. I tak trwają w przekonaniu, że jeśli już zdobyli serce wymarzonej osoby, to nie trzeba już się starać, angażować. Nie trzeba już gotować ulubionego dania, nie trzeba kupować kwiatków, nie ubierać tego, w czym mu/jej się podobamy. Bzdura. Trzeba. Bo przecież skoro nie trzeba takich drobiazgów, które są dowodem uczucia, to nie trzeba też brać odpowiedzialności, kiedy się kłócimy. Skoro nic nie trzeba, to po, co jeszcze jesteśmy razem?  
Ciągłe starania to tak naprawdę tajemnica udanych małżeństw. - Krystyna Mirek – Podarunek

6. NIE POWIEM CI, CO LEŻY NA SERCU MI

Bo nie. I tu przyznaję się bez bicia, że czasami sama popełniam ten  błąd. I widzę wtedy, że atmosfera gęstnieje między mną a moim D. Ważne jest, by mówić o tym, co nas boli, czy czego chcemy od drugiej strony. Nikt nie jest alfą i omegą, nie wróży z kart, by wiedzieć, że w relacji należy poprawić to i tamto. Punkt widzenia, zależy od punktu siedzenia. Nie zawsze dostrzegamy swoje wady, ba, zwykle ich nie widzimy. Dlatego nie ma sensu strzelać fochem, gdy Połówka zwróci nam uwagę, że to i tamto można by zmienić. By żyło się lepiej. 
Może taka zdolność maskowania się jest rzeczą miłą- czasami jednak zbyt wielkie opanowanie może przynieść szkodę. Jeśli kobieta, podobnie umiejętnie jak przed ludźmi, skrywa uczucie przed swym wybranym, może go stracić, a wtedy nędzną pociechą jest przekonanie, że świat, również o niczym nie wiedział.(..)
W dziewięciu wypadkach na dziesięć kobieta powinna okazać więcej uczucia , niż go naprawdę żywi. -
Jane Austen – Duma i uprzedzenie

7. OGRANICZANIE

Nie, bo mi się nie chce. Nie zrobisz tego, bo tak ludzie w związkach nie robią. Musisz mnie słuchać. Nad relacjami trzeba pracować, jak punkt wyżej, trzeba mówić o tym, jeśli coś nam się nie podoba w zachowaniu drugiej strony. Ale bycie pod pantoflem też nie jest dobre. Czasem potrzeba kompromisu, a narzucanie pewnych zachowań, przyzwyczajeń nie jest fair. Duszenie kogoś w "złotej klatce", która z naszej perspektywy jest idealna, nigdy nie zakończy się dobrze. Pozwól mi być tym, kim jestem. Nie zmieniaj mnie na siłę i nie wymagaj, że ustawię się pod Twoje dyktando. Skoro mnie kochasz, zaakceptuj moje decyzje, moją niezależność. Bo związek to nie ograniczenia. Związek to świadome życie z kimś i oddanie Tej osobie swojego szacunku, serca i uwagi. 
Kto kocha, ten przywiązuje się nie tylko do „felerów” ukochanej, nie tylko do dziwactw i słabości kobiety, lecz wiążą go zmarszczki na twarzy i plamy wątrobiane, znoszone suknie i nierówny krok o wiele trwalej i bardziej nieodparcie niż cała uroda. - Walter Benjamin – Ulica jednokierunkowa
___

Pewnie znalazło by się więcej takich grzeszków. Przychodzi Wam coś na myśl? Zgadzacie się z tą listą?

sierpnia 16, 2017

Pierwotna dyskineza rzęsek, czyli jak ważne są dla nas rzęski

Pierwotna dyskineza rzęsek, czyli jak ważne są dla nas rzęski

W szkole średniej, na biologii pewnie uczyliście się coś o nabłonkach, poznawaliście ich różnorodność, a także możliwość wystąpienia na ich powierzchni struktur jakimi są rzęski. I wydawać by się mogło, że tak mało ważny element można pominąć. Są tam, gdzie są potrzebne, długi czas wydawało mi się, że należy tylko pamiętać, że takie coś istnieje w naszym organizmie i ma się dobrze. A jednak okazało się, że tak małe elementy, mające długość zaledwie 10 mikrometrów są tak ważne dla nas i naszego zdrowia. 

ZACZNIJMY OD BUDOWY RZĘSKI

wikipedia.pl
Rzęska zbudowana jest kilku białek, a każde z nich odpowiedzialne jest za coś innego:
  • mikrotubule - zbudowane są z białka tubuliny i utrzymują szkielet nadając kształt i formę rzęsce. W większości tych struktur występują w formie 9+2, czyli 9 par mikrotubul na obwodzie i 2 położone centralnie.
  • dyneina - białko motoryczne, a więc umożliwiające ruch, działa on na zasadzie zmiany konformacji dyneiny, m.in. przez przyłączanie cząsteczki energii ATP do białka. Ruch rzęsek można porównać do falowania pola zbóż, które jest stopniowe.
  • neksyna - łączy dublety (pary) mikrotubul, dba o brak odkształceń.
  • szprychy promieniste - łączą ze sobą biała rzęsek zapewniając komunikację i wspierając kształt rzęski.
KIEDY I GDZIE POTRZEBNE NAM SĄ RZĘSKI
  • podczas embriogenezy - komórki naszych organów wewnętrznych wyposażone są w rzęski, dzięki nim mogą w prawidłowy sposób układać się nasze trzewia, nie trzeba zaznaczać, jak ważny jest to proces.  Prawidłowe ułożenie narządów wpływa na dalsze zdrowie i prawidłowy przebieg życia.
  • oddychanie - rzęski znajdują się w górnych i dolnych drogach oddechowych (jama nosa, zatoki oboczne nosa, od głośni do oskrzelików), reprezentują ok. 80% wszystkich komórek. W powietrzu, które wdychamy znajdują się ogromne ilości pyłków, które wyłapywane są przez rzęski. Ich ruch w drogach oddechowych skierowany jest do wnętrza organizmu, dzięki czemu zanieczyszczenia są usuwane dzięki odkrztuszaniu lub przez drogi pokarmowe.
  • w uchu środkowym - biorące udział w odbieraniu i przekazywaniu dźwięków
  • w wyściółce komór mózgu i kanale rdzenia kręgowego - biorąc udział w ruchu płynu mózgowo-rdzeniowego
  • nasieniowodach i jajowodach - ułatwiają dalsze przechodzenie plemników i komórek jajowych
  • plemnik - witka plemnika to wydłużona rzęska stanowiąca motor napędowy, umożliwiający poruszanie się plemników
 PIERWOTNA DYSKINEZA RZĘSEK (PCD) I ZESPÓŁ KARTAGENERA

PCD to choroba genetyczna, recesywna autosomalna, czyli sprzężona jest z innymi chromosomami niż chromosomy płci, jednak są znane przypadki pacjentów, których choroba sprzężona jest chromosomami płci. Mutacje obejmują każdy z ponad 200 genów kodujących białka budujące rzęski. Większość z tych mutacji jest letalna. Wykrywanych jest coraz więcej genów związanych z PCD (np. geny kodujące dynenę DNAI1, DNAH11, DNAH5).

Zespół Kartagenera stanowi połowę przypadków PCD. Objawia się specyficzną triadą Kartagenera
  1. chroniczne zapalenie zatok
  2. rostrzenie oskrzeli (uszkodzenie ściany oskrzeli, w efekcie czego dochodzi do nieodwracalnego rozszerzenia światła oskrzeli)
  3. odwrócenie trzewi (dotyka 50% przypadków) 
Do innych objawów zaliczamy
  •  u mężczyzn brak ruchu plemników
  • infekcje drug oddechowych
  • kaszel
  • zapalenia błony śluzowej zatok/nosa
  • zapalenia ucha
  • zapalenia oskrzeli
  • zespół zaburzeń oddychania
  • wodogłowie (rzadko)
Choroba związana jest z zaburzeniem funkcjonowania rzęsek, defekty dotyczą
  • brak ramion dyneinowych
  • brak szprych
  • zaburzenia układu mikrotubul
  • zanik mostków neksynowych 
  • nieprawidłowa długość rzęsek
  • aplazja - brak rzęsek
Choroba, przez problemy z oczyszczaniem organizmu ze śluzu może być mylona z mukowiscydozą. 

 Tak drobny szczegół, mutacja i człowiek może spotkać się z okropnym problemem, który wpływa na całe życie. Często też, gdy są problemy lekarze szukają powodów, przez które pojawia się niepłodność, ostatecznie za to okazuje się, że brak jednego małego białka może sprowadzić katastrofę, jaką jest barak potomstwa. 

Z tym właśnie miałam styczność przez ostatni miesiąc, pomagałam szukać oznak genetycznych tej choroby u pacjentów. Tym razem nie mamy wpływu na chorobę, jednak myślę, że o tak rzadkich chorobach warto mówić, warto czytać. Dla samego uświadamiania, poszerzania horyzontów. I kolejny raz mogę ukazać na blogu, jak małe rzeczy mogą wpływać na nasze życie. 

źródło: http://www.czytelniamedyczna.pl/2245,pierwotna-dyskinezja-rzesek-pcd.html
Prace magisterskie pracowników ZGMiK PAN Poznań (staż)

sierpnia 11, 2017

Kocie kadry

Kocie kadry

Pogoda tegorocznych wakacji zapowiadała się paskudna. I dotrzymała obietnicy. Za dnia powietrze jest gęste i duszące, by wieczorem zafundować widowisko światła i muzyki w postaci groźnych burz i deszczu. Dodatkowo przez popsute auto spędzamy wakacje w moim domu. Od zawsze powtarzam - nie ważne jak, ważne, że razem. A z racji, że pogoda nie rozpieszcza mamy czas na zatopienie się w książkach i pochłanianiu kolejnych historii nowo poznanych bohaterów. Dlatego też pewnie blog wzbogaci się o kilka nowych recenzji. Mam nadzieję, że tym razem będą to bardziej pozytywne opinie.  Tymczasem zostawiam Was z kilkoma kadrami moich dwóch kociąt - Zeni i Kizi.

Jednego słonecznego dnia, jeszcze zanim pojechałam do Poznania udało mi się utrwalić kotki wylegujące się leniwie na tarasowym krześle. Fotografia zwierząt jest ciężka, tym bardziej jeśli ruchliwe kociaki nie specjalnie są zainteresowane pozowaniem. Na szczęście znalazło się kilka kadrów, które są warte upublicznienia.














Copyright © 2016 lekkość duszy , Blogger