DeAnna Cameron: Tancerka z Kairu

lubimyczytac.pl
Czy jesteś dorosłą kobietą czy nastolatką, czy kochasz taniec czy nie, na pewno pokochasz tę książkę!

Chicago, 1893 rok. By zdobyć uznanie wymagającego męża, Dora postanawia pomóc przy organizacji Wystawy Światowej. Pod opiekę dostaje grupę tancerek brzucha z Egiptu. Zafascynowana egzotycznym tańcem, dającym poczucie wolności, zaczyna inaczej patrzeć na swoje dotychczasowe życie. Powoli poznaje inny świat i odkrywa, czym są odwaga, pasja i namiętność. Czy taniec pozwoli jej wyzwolić się z roli idealnej żony i otworzyć na prawdziwą miłość?

Inspiracją dla DeAnny Cameron była historia jednej z pierwszych na świecie tancerek brzucha o imieniu Little Egypt, która zdobyła sławę po Wystawie Światowej w Chicago i rozsławiła ten taniec na cały świat.

  Urodzinowy prezent, który miał mnie przenieść do świata tańca brzucha, gdzie skosztuję arabskiej kultury, wsłucham się w monetki odbijające się w rytm czarującej muzyki. Bum-taka-tak-taka-tak. Opis na okładce książki zdecydowanie zachęca, obiecuje, że książka całkowicie nas pochłonie. Po przeczytaniu książki, mogę stwierdzić, że jest on nieco przesadzony. Dlaczego?

Historia rozpoczyna się przedstawieniem nam głównej bohaterki - Dory, która jak każda kobieta tamtych czasów pragnęła wspiąć się po szczeblach warstw społecznych, w czym miał pomóc bogaty mąż. Dora jest mieszkanką Nowego Orleanu, która wychowywana jest tylko przez matkę, której jedynym celem jest wydanie córki dobrze za mąż. Wyśnionym "księciem z bajki" okazuje się bankier - Charlie, dzięki któremu Dora staje się Panią Chambers. Mężczyzna zabiera dziewczynę do przeżywającego rozkwit Chicago. Dziewczyna ze swojego azylu, którym był hotel matki trafia do miasta, w którym liczy się blichtr, pieniądze i przychylne oko tych najbogatszych. Stara się odnaleźć w nowych okolicznościach i stawić czoła nowym wyzwaniom - walczy o dobre relacje z mężem i stara się wejść w dobre towarzystwo. Aby stać się jedną z tutejszych staje się członkinią Pań Zarządzających, których zadaniem jest pilnowanie, by życie w mieście było kulturalne i pełne dobrego gustu. Pierwszym zadaniem Dory jest poskromienie tancerek tańca brzucha i "ustawienie ich do pionu". Wydawać by się mogło, że wraz z poznaniem kluczowych bohaterów losy dziewczyny nabiorą wartkiej akcji, jednak nic takiego się nie dzieje. Dziewczyna szamocze się między plotkami, ploteczkami, byciem dobrą żoną i ogromną ciekawością ludźmi z Egiptu. Poddaje się ukrytej fascynacji ich tańcem, obyciem. Myślę, że przywiązuje się do nich, bo tak jak przybysze z Afryki czuje się odmieńcem. To zaciąga między nimi nić porozumienia i chęci współpracy. Wraz z rozwojem historii los rzuca Dorze pod nogi kolejne trudne wyzwania, a z jej oczu spadają przysłowiowe "klapki". Z kolejnymi odwiedzinami Egipcjan zaczyna rozumieć, że to nie jest życie, którego szukała, ludzie wyższej klasy, to nie jej ludzie. To właśnie pierwszy taniec powoduje, że zaczyna odkrywać siebie na nowo, zaczyna małymi krokami poznawać, co jest jej pragnieniem. I podoba jej się to. Książka kończy się happy end'em - Dora rezygnuje z fortuny i wysokiej pozycji społecznej na rzecz miłości do Egiptu, tańca i Hassana.

Lektura okazała się być banalna, przewidywalna, choć myślę, że miała w sobie spory potencjał. Uważam, że kultura została spłycona, jakby autorka przeczytała kilka faktów o tradycjach tamtejszego kraju w poradniku dla turystów. Nie wyciągnęła z niej esencji tajemniczej aury, którą my, "obcy" dostrzegamy. Wydaje mi się, że kultura arabska, której spodziewano by się, jako tej wiodącej, jest tylko dodatkiem, "aby tytuł się zgadzał". Książka nie zawiera też za wiele morałów, a te, które są w niej zawarte, są dość oczywiste - bez miłości nie ma związku, nie ma małżeństwa, ślepe podążanie za tłumem nie sprawi, że poczujemy się lepiej, spełnienie da nam świadomość, że robimy to, co kochamy. Nic więcej.

Polecam jedynie, jako lekturę do poduszki, jednak nie obiecuję, że historia Dory porwie Was znacząco. Podobną, jednak o wiele ciekawszą, lepiej napisaną pozycję zaserwowała nam Philippa Gregory w książce Żona oficera.

__

Znacie ten tytuł?

Komentarze

  1. Uhhh... z Twojej recenzji wyłania się jakiś chłam dla niewymagających stereotypowych kur domowych, co to się zachwyciły Wspaniałym Stuleciem i całą resztą tureckich seriali. Zdecydowanie nie dla mnie... strata czasu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sprawdzałam opinie pisząc swoją recenzję, zdania są bardzo podzielone. Ja należę do grupy, która raczej jest na nie, niż tak. Pomysł na książkę miał potencjał, jednak autorka zwyczajnie "skopała" spłycając ton książki i tworząc zbyt przewidywalnych bohaterów, którzy działali zgodnie ze schematem kiepskiego romansu.

      Usuń
  2. Oj nie, z pewnością ta książka by mi się nie spodobała ...

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy komentarz, jednak, jeśli nie ma się on odnosić do tematu posta, a ma jedynie reklamować Twój blog, to nie pisz go wcale ;)

Innych pozostawiających swój ślad na pewno odwiedzę ♡