września 27, 2017

Leśnym duktem

Leśnym duktem

Uwielbiam jesień, szczególnie za liście, które przybierają różnobarwne odcienie żółci, brązu, czerwieni. Słońce ogrzewające twarze i wiatr rozwiewający włosy. Deszcz stukający o parapet. Ale przede wszystkim za spacery, kilka godzin spędzonych w lesie, włóczenie się w poszukiwaniu ładnych kadrów i grzybów. 

Kiedy większość blogerów wita jesień zdjęciami koca, książki i herbaty, ja zakładam za dużą, polarową bluzę, wsuwam stopy w kalosze i idę do lasu. Oddycham świeżym powietrzem, wsłuchuję się w śpiew ptaków i próbuję na strzelistych drzewach doszukać się stukającego dzięcioła. Buszuję między krzaczkami, wchodzę między jeżyny i między naciskaniem spustu migawki zbieram kolejne grzyby.

Dzisiejsza pogoda jest cudowna, jest ciepło, świeci słońce i wieje lekki wiaterek - aż chce się wyjść i spacerować. Nie ważne gdzie, ważne, że przed siebie.

Zostało mi ostatnich kilka dni wolnego, powrót na uczelnię, mam przyjemny plan - dwa dni wolnego i zajęcia od rana. Z jednej strony już trochę tęsknie za uczelnią, za znajomymi, a z drugiej, świadomość, że nie będzie już Zosi, mojej towarzyszki z ławki, trochę mnie przeraża. Wrócimy, w trochę uboższym składzie, jednak grupki pozostaną.. Wszystko wyjaśni się w przyszłym tygodniu. 

Tymczasem zostawiam Was z kilkoma kadrami i kolejny raz biegnę nadrabiać zaległości na blogach, które obserwuję ;)
















września 20, 2017

Jak się NIE oświadczać?

Jak się NIE oświadczać?
pinterest.com

Po pewnym czasie trwania w związku, chyba każda zaczyna wyobrażać sobie chwilę, kiedy jej Ukochany klęknie przed nią, wyciągnie piękny pierścionek i wypowie magiczne pytanie Czy wyjdziesz za mnie? Jakiś czas temu mój znajomy miał w planach klęknąć przed swoją dziewczyną. A że gusta z jego Ukochaną mamy podobne, zwrócił się do mnie z pytaniem jak ma to zrobić? By nie wyszło zbyt kiczowato, nudno i przewidywalnie zarazem. Burza mózgów, najłatwiej jest wykluczyć warunki, w jakich nie chciałoby się oświadczyn. Oto, na co wpadłam z dużym przymrużeniem oka.

Można powiedzieć - chcesz się oświadczać, myśl sam. Ale patrząc prawdzie w oczy, jest tyle możliwych scenariuszy do wyboru, że mężczyźni naprawdę mogą mieć problem, jak najlepiej trafić w gusta. Oświadczyny dla jednych są tylko formalnością, dla innych mają symbol najszczerszych uczuć, przekazania wszystkiego, co w sercu. Sama chwila może być niekomfortowa, mimo, że uczucia szczere. Mieszanka wybuchowa - stres, skrępowanie (PRZECIEŻ NIKT NIGDY PRZEDE MNĄ NIE KLĘKAŁ!), radość i miłość, może doprowadzić do różnych odruchów. 

Jako pierwsze odradziłam na oświadczyny daty typu Walentynki, Boże Narodzenie, Wielkanoc, Sylwester. Te dni wydają mi się zbyt banalne i oczywiste. Mam wrażenie, że w te święta jest wysyp oświadczyn, co nie kojarzy mi się z niczym oryginalnym. Raczej coś, czego można się spodziewać - Walentynki - miłość trzeba świętować codziennie, komercja zjadła ją 14 lutego wciskając nam baloniki, lizaki i czekoladki, a do tego prezerwatywy w promocyjnej cenie. Nic tylko brać się za temat. To nie jest oryginalne. Boże Narodzenie czy Wielkanoc kojarzą mi się z rodzinną atmosferą, życzliwością, uśmiechami i prezentami - nie ma lepszej atmosfery na oświadczyny. Rodzina w komplecie, przyszły teść wesoły (możliwe, że za pomocą jakiegoś rozweselacza ;), ale gdyby tak się  zastanowić.. Klękanie między bigosem, a mazurkiem nie jest ciekawą opcją. Jest tyle możliwości, że można przełożyć to na inny dzień. Możliwe, że skrępowani będziemy się czuć będąc sami, jak będzie, gdy wszystkiemu będzie się przypatrywać srogie oko Ciotki? A jak pójdzie coś nie tak? Cała rodzina będzie huczeć (tylko nam się wydaje, że utrzymają fason i nie pisną słówkiem). Sylwester kojarzy nam się z zmianami, nowa szansa, nowy rok - nowa ja.. Bla bla. Zauważyłam, że gro kobiet marzy właśnie o pierścionku tej nocy. Północ, fajerwerki i pierścionek. No całkiem romantycznie, szkoda, że 90%  Twoich znajomych, właśnie w taki sposób zaręczyła się. Sylwester to kolejny pomysł, który leci na łeb na szyję, jeśli chodzi o oryginalność. Dla odmiany, myślę, że oświadczyny, to dobry prezent na urodziny (którejkolwiek ze stron), rocznica związku/poznania, jakaś ważna data. Znacznie bardziej atrakcyjnym dniem będą urodziny - piękny dowód miłości i wierności. Potwierdzenie ulokowanych uczuć w dniu rocznicy - dzień TYLKO WASZ. Gdyby dołożyć w ten dzień jeszcze ślub. Cud, miód i orzeszki - jeden prezent i jedna data do zapamiętania ;) Dla mnie to spektrum słodkości i romantyzmu. Można pomyśleć, tak samo oryginalne, jak Sylwester czy Walentynki. Dla mnie widać znaczną różnicę - jak z imieninami, obchodzi się w całej Polsce, jednak skupiamy się tylko na tym, kogo darzymy uczuciami. Nie ma nikogo więcej. 
Sceptycznie jestem nastawiona, do oświadczyn w gronie osób trzecich. To chwila dla zakochanych. Prostym powodem jest zakłopotanie - nie codziennie się oświadczamy i oświadczają nam się, też raczej raz w życiu. Nie chciałabym wiwatujących znajomych, wzruszonej babci, moja dusza romantyczki, chciałaby ciszy i miłości. Radością z oświadczyn zawsze można podzielić się z najbliższymi w następnym momencie. Ten kawałek czasu chciałabym mieć zarezerwowany tylko dla dwóch osób. Wątpię też, by obcy ludzie w restauracji, niczym w komedii romantycznej z napięciem oczekiwali mojej zgody, by później głośno klaskać. Do lamusa odeszły również tradycje związane z proszeniem o pozwolenie ojca wybranki, czarna polewka. Wydaje się, że kulturalniej jest prosić ojca o zgodę na oświadczyny, jednak wydaje mi się, że ojciec odpowiednio wcześnie zareagowałby, gdyby nie miał dobrego zdania o wybranku jego ukochanej córeczki. 
Na pewno kojarzycie motyw zorganizowanych oświadczyn, gdzie przyszły narzeczony śpiewa i tańczy angażując profesjonalnych tancerzy. Moda króluje na Zachodzie. Wielka feta, w której chcąc, nie chcąc uczestniczą obcy ludzie - przechodnie na ulicy, obsługa restauracji i jeszcze ktokolwiek, kto nawinie się. I może takie oświadczyny wydają się romantyczne, wywołują uśmiech, jako oryginalne, to jednak mam wrażenie, że teraz już jest to bardziej na pokaz. Nadal wizja spaceru nad szczególne miejsce (do parku, łąkę, w górach, nad morzem, nawet piknik) i oświadczyny o zachodzie słońca wydaje dużo bardziej romantyczna niż feta, która wrzucana jest do sieci. Pomysł ciekawy, ale tak nie rozdrabniając się, kogo obcego interesują moje zaręczyny? Często to prostota wygrywa, nieprzekombinowane, nie przesadzone chwile łapią za serce. Bo właśnie dzięki prostocie dostrzegamy w nich element magii. 


Często oświadczyny stają się elementem ślub innej pary. I mimo wyrażenia zgody ze strony Młodej Pary, wydaje mi się, że to faux pas. Ślub, później często wesele, to przyjęcie dwóch konkretnych osób i właśnie na nich powinna koncentrować się uwaga wszystkich gości. Wiele gorących dyskusji toczy się na tym polu. Ja zdecydowanie jestem w obozie przeciwników, jako gość nie czułabym się dobrze, że skradłam uwagę Pannie Młodej. Wydaje się to na chwilę, jednak chwila może przekuć się w cały wieczór. Nie chciałabym odbierać uwagi mojej siostrze czy kuzynce, nawet za jej zgodą. 

tumblr.com
Mów się, kobiecie nie dogodzisz. Dogodzisz, wystarczy zbyt mocno nie kombinować, postawić na to, co ważne dla obojga i z uśmiechem opanować stres. Zaznaczę jeszcze tylko, że nie mam tym postem zamiaru ubliżyć, wytknąć braku oryginalności czy wyśmiać Waszych zaręczyn. Każde z osobna są piękne, jeśli tylko wyszły z głębi serca.

Jesteście już po/przed zaręczynami? Jak one Wam się marzą? Co sądzicie o zaręczynach, o jakich wspomniałam wyżej?
___

Wracam po krótkiej przerwie, lecę nadrabiać zaległości na Waszych blogach :)

września 13, 2017

Bullet Journal #1 mój początek

Bullet Journal #1 mój początek

Okropna aura za oknem nie nastraja pozytywne, wiatr szamocze drzewami, deszcz wystukuje sobie tylko znaną piosenkę. Na niebie kłębią się szare chmury, przez które słońce nie ma szans się przedostać. Jaskółki już odleciały, słychać ostatnie śpiewy żurawi. Idzie jesień, niestety nie ta piękna, złota, którą uwielbiam. Aby umilić sobie ostatnie wolne tygodnie, coraz intensywniej przeglądałam pinterest, google i facebooka w poszukiwaniu inspiracji na stworzenie własnego Bullet Journal, który wytłumaczyłabym, jako kreatywny organizer. 

Ma służyć właścicielce, być praktyczny i jednocześnie pozwolić wyżyć się artystycznie. Ja decyduję, co się w nim znajduje, czego potrzebuję i jak to wygląda. Ogranicza mnie jedynie moja kreatywność i wyobraźnia. Teoretycznie wystarczy tylko długopis i jakiś zeszyt, jednak wokół BuJo gromadzi się kolorowe długopisy, kredki, cienkopisy, (które namiętnie kolekcjonuję od zawsze) czasem nawet akwarele. Dużo osób szuka idealnego papieru, odpowiedniej grubości, liniatury. Obecny trend kręci się wokół kropek, sama skusiłam się na taką liniaturę, by zobaczyć, jak będzie się sprawdzać w moich rękach. 

Swoją przygodę zacznę tak porządnie wraz z październikiem, kiedy ruszę na uczelnie. Pierwsze kroki już zaczęłam stawiać. Do zeszytu usiadłam dzisiaj, początkowo bałam się, że nie pójdzie mi dobrze - lubię rysować, zdobić, jednak przez studia utraciłam sporo zdolności, które teraz muszę nadrobić. Pochwalę się kilkoma kartkami, chyba nie poszło mi tak źle ;)


Zeszyt kupiłam w Empiku, udało mi się go dostać stacjonarnie. Początkowo, sugerując się stroną internetową salonu, byłam pewna, że nie dostanę go od ręki. Zaryzykowałam i ruszyłam do jednego z lepiej zaopatrzonych Empików w Poznaniu. Najpierw znalazłam notatniki w kropki małego formatu. Nie poddałam się jednak i wyszperałam na innych pułkach mój notatnik.  Kosztował 50 zł, sporo jak na trochę kartek i lepszą okładkę, (inna liniatura niż linie czy kratka podbija cenę). Na szczęście w różnej maści pisadła już jestem zaopatrzona.


 Lubię elegancję i zarazem minimalizm w notatkach, dlatego stawiam na niewiele, dopracowanych ozdób.


 Teoretycznie pierwszy powinien być Indeks, jednak stwierdziłam, że w moim notatniku będzie on zbędny. Zeszyt nie jest super gruby i jeśli będę pilnować porządku i wygody od początku, to nie zgubię się w notatkach.

Rok powoli schyla się ku końcowi, zastanawiałam się, czy poczekać i zacząć tworzyć Bullet Journal dopiero z początkiem roku 2018.  Stwierdziłam jednak, że szkoda mi czekać i zaczęłam planowanie od października. Po prostu nowy rok zacznę na dalszych kartkach notatnika.



Kiedy pojawią się plany, poznam wykładowców dorzucę do notatnika właśnie plan, kontakty do wykładowców, których zawsze szaleńczo szukam, kiedy potrzebuję konsultacji. Na pewno znajdzie się miejsce na obecności na wykładach i ćwiczeniach. Stworzę śledziki, czyli habit tracker, planuję lepiej zorganizować wydawanie moich finansów, kontrolę książek, postów na bloga. Wszystko przyjdzie z czasem.

Mam nadzieję, że uda mi się znaleźć złoty środek i wypracować idealny system, w pełni dopasowany do mnie :)

Znacie Bullet Journal? Uważacie, go za kolejny trend, który przestał spełniać swoje zadanie, a stał się modnym dodatkiem? Tworzycie swoje kreatywne organizery?

września 11, 2017

Jak dieta wpływa na miesiączkę?

Jak dieta wpływa na miesiączkę?
pinterest.com

Miesiączka to ciężki moment każdej kobiety, co gorsze powtarza się co miesiąc. Trudne dni zniechęcają do aktywności fizycznej, towarzyskiej; najchętniej zakopujemy się w łóżku, pod kocem i sącząc herbatę i podjadając czekoladę oglądamy filmy lub seriale. Dodatkowo szargają naszym ciałem bolesne skurcze. I wydawać by się mogło, że nic prócz słodyczy i tabletek przeciwbólowych nam nie pomoże. Inną możliwością wpływającą na nasz stan podczas kiepskich dni jest dieta. Spożywanie odpowiednich produktów ułatwi przejście przez miesiączkę, co na pewno wpłynie na nasz komfort. Zatem co jeść, by przetrwać okres?

FERMENTOWANE PRODUKTY MLECZNE

Lepiej sięgnąć po przetwory z mleka, niż mleko w czystej postaci, które zawiera ciężkostrawną laktozę. Nie wiem czy wiecie, ale osoby tolerujące laktozę posiadają zmutowany gen, pozwalający im na trawienie tego cukru. To właśnie osoby z uczuleniem na laktozę, mają prawidłowy odruch, kiedy nie czują się dobrze po wypiciu mleka. Podczas okresu nasz organizm może być pozbawiony wapnia, który wpływa na opuchliznę i może zwiększać skurcze. Kefiry, biały ser, jogurt naturalny dostarczają dużo łatwo przyswajalnego wapnia, są lekkostrawne i nie powinny powodować dodatkowej porcji wzdęć. Mają również pozytywne działanie na mikroflorę jelitową. 

GORZKA CZEKOLADA (90%)

Zapewniają dużą dawkę magnezu, który szybko tracimy. Pierwiastek zmniejsza ból podczas miesiączki, dobrze jest go przyjmować tuż przed, gdyż zmniejsza napięcie przedmiesiączkowe. Przyniesie ulgę i ukoi nerwy. Ważny jest również ze względu na wchłanianie cynku przez organizm. Niedobór prowadzi do zmęczenia, osłabienia organizmu. Innymi produktami bogatymi w magnez są: banan, awokado, pestki dyni, kasza gryczana.

BURAKI

W burakach znajdziemy żelazo, które tracimy w ilościach hurtowych podczas okresu. Pierwiastek niezbędny w oddychaniu, erytropoezie, krzepnięciu krwi. Jedząc buraki przeciwdziałamy anemii. Przy diecie uzupełniającej żelazo we krwi należy pamiętać o witaminie C, która wspomaga wchłanianie tego pierwiastka. Jeśli nie lubicie buraków to warto sięgnąć po inne produkty m.in.: wątróbkę, jagnięcinę, wołowinę, indyka, kurczaka, botwinę, brukselkę, jarmuż, brokuły, szpinak, natkę pietruszki lub jajka. 

ŻURAWINA 

Podczas okresu nasze drogi moczowe szczególnie narażone są na infekcje mikroorganizmów. Żurawina wpływa bakteriobójczo, przeciwgrzybicznie. Zapalenie dróg moczowych najczęściej wywoływane jest przez E.coli. Udowodniono, że owoce te uniemożliwiają przyczepianie się bakterii do ścian dróg moczowych. Spożywanie jej powoduje "wypłukiwanie" z organizmu szkodliwych drobnoustrojów. Często zjadam suszone owoce żurawiny, gdyż mam dość wrażliwe drogi moczowe. Szczególnie przed, podczas i po okresie zjadam małą garść owoców, wyraźnie dostrzegam jej zbawienny wpływ na moje ciało. 

SPIRULINA

Spirulinie przypisuje się wiele zalet. Ja zauważyłam, że łagodzi objawy miesiączki, nie mam skurczów i ostrego bólu atakującego mnie znienacka. Zawsze miałam regularny okres, który czasami spóźniał się o 1-3 dni, czyli prawie wcale. Po zażywaniu regularnie tabletek miesiączka wyregulowała się do tego stopnia, że dostaję miesiączkę tego dnia, mniej więcej o tej samej porze. Poza tym, po suplementacji spiruliną mam więcej energii i chęci do życia. Jedynie, co może odstraszać - cena (100 tabletek ok. 50 zł). 


pinterest.com
A do kontroli miesiączki polecam Wam aplikację Mój kalendarzyk - nie muszę pamiętać o liczeniu dni w kalendarzu. Aplikacja robi to za mnie i przypomina, kiedy zbliża się czerwony alarm. Wiem, kiedy mam dni płodne, kiedy mam szansę na ciążę, kiedy nie, więc i w planowaniu ciąży może być przydatna. 





września 07, 2017

Jak być dobrym studentem?

Jak być dobrym studentem?

Tym razem nie chodzi o obecności na wykładach, robienie dobrych notatek i systematyczną naukę. Studia, tak samo, jak uczęszczanie do szkoły wiąże się z życiem w pewnej społeczności. Normalnym jest, że nie każdy wszystkim przypadnie do gustu, ale to nie oznacza możliwości pracowania w zgodzie z wszystkimi. Kilka moich spostrzeżeń.

Nie jestem osobą śmiałą, ciężko nawiązuję kontakty. Kiedy poszłam na uczelnie ciężko było mi nawiązać dobry kontakt już pierwszego dnia. Tak, jak reszta roku, nie byliśmy pewni siebie, dlatego każdy rozdawał pewne uprzejmości i trzymał dystans. Nie wiedzieliśmy o sobie nic, dopiero czas zweryfikował znajomości. W ciągu trzech lat pojawiały się momenty śmiechu, konflikty, zazdrości. Wspólne godziny spędzane na studenckiej stołówce podzieliły rok na mniejsze grupki, w których ludzie dogadują się i współpracują. Ja też należałam do jednej z takich grup, jednak udało mi przetrwać na roku bez konfliktów. Jeden - otwarty, jak większość roku miałam z jednym z chłopaków. 

MIEJ SWOJE ZDANIE

Zarówno studenci, jak i profesorowie lubią, kiedy masz swoje zdanie i nie dostosowujesz go do osoby, z którą się lubicie.  W tym wieku każdy normalny człowiek potrafi kulturalnie dyskutować. Nie jest ślepo zapatrzony w poglądy swojej psiapsi. To prawda, często ludzie zacieśniają znajomości przez podobne zdanie, ale przy ustalaniu terminów nie trzeba podążać za znajomą, która Cię o to poprosiła, bo tak woli.

NIE PODLIZUJ SIĘ

Kolokwialnie rzecz ujmując, nie wchodź profesorom i studentom w tyłek. Miałam znajomą, bardzo lubiła wchodzić w polemikę z prowadzącymi. Były to dość specyficzny dyskusje, dla mnie zbyt odważne ze strony studentki. Na początku było to zabawne, z czasem zaczęło wszystkich drażnić. Co prawda, jest ona dość specyficzna w wymowie i stylu bycia, jednak czasem można się powstrzymać. U mojej siostry na roku był zaś chłopak, który wpraszał się kadrze do gabinetów na kawkę. Uwierz mi, pracownicy uczelni też nie czują się dobrze, kiedy student za mocno umizguje. 

NIE MIEJ PRETENSJI DO WSZYSTKICH O WSZYSTKO

Wyobraźcie sobie taką sytuacje - pierwsze kolokwium na studiach, wyluzowany doktor rozdaje wyniki. Studenta nagle wypala do prowadzącego No ejj, dlaczego mam tylko 4.0? NO EJJ. Spojrzałam tylko na koleżankę z ławki z wymownym spojrzeniem. Dziewczyno, nie znasz człowieka, jest kilka stopni uczelnianych nad Tobą, jest wyluzowany, ale o ocenę miej pretensje do siebie. Kończyny, a odnóża, to dwie różne definicje, choć zwykle służą tej samej funkcji. 
Inna sytuacja, na jednym z kolokwiów moja grupa zaznaczyła, że mogą być zdjęcia do opisu, druga poprosiła o ich brak. Prowadząca się pomyliła, my nie dostałyśmy zdjęć, grupa druga je otrzymała. Po kolokwium mieli do nas pretensje, że prowadząca się pomyliła i dostali słabe oceny. Zdjęcie było jednym z wielu zadań, nie było na dużą liczbę punktów. I bez rozwiązania tego jednego zadania, szło zdać kolokwium na dobrą ocenę. 
Kłótnie o terminy to chleb powszedni wszystkich studentów. Dziwnie, że o ustalone pretensje zwykle ma  kilka tych samych osób. Ich wątpliwości pojawiają się nagle, gdy termin jest już potwierdzony przez wykładowcę, a sala jest zarezerwowana. 

ANGAŻUJ SIĘ W PROJEKTY ROBIĄC JE DOBRZE

I chociaż nie każdy lubi, to pojawiają się projekty, które wymagają zaangażowania więcej niż dwóch osób. Często nikt nie mówi, że inni powinni się wziąć do roboty, to na pewno to myśli. Osobiście, byłoby mi głupio, gdybym zgarniała ocenę za pracę innych. Rób cokolwiek, co ułatwi pracę innym. Działaj umiejętnie. Ostatni projekt na uczelni odbił się czkawką, kiedy dziewczyna nie znająca angielskiego uparła się, że przetłumaczy artykuł, z którego miałyśmy korzystać. Sama miałam problem, choć totalną nogą z języka nie jestem. Spowodowało to podwojenie pracy reszty zespołu, bo trzeba było od nowa przetłumaczyć znaczny fragment, zrobić nowe wykresy i jeszcze się tego wszystkiego nauczyć. 

NIE BÓJ SIĘ WYZWAŃ

Gdyby ktoś mi kiedyś powiedział: hej, na jednych zajęciach będziesz przenosić oocyty, w życiu nie pomyślałabym, że dam sobie radę. Ba, przy pierwszym podejściu do tego, z koleżanką nie miałyśmy pewności, czy te czarne kropki pływające na płytce, to faktycznie oocyty. Do ręki dostałam malusieńką pipetę. Pierwsza próbowała przenieść koleżanka, ale ni w ząb, nie wychodziło jej to. Uciekały jej. Bo gdybyśmy zaciągnęły pipetkę za mocno, to po naszych oocytach. Drżącymi rękoma, ale zabrałam się za to i faktycznie. Dawałam radę. Na każdych kolejnych zajęciach, ja musiałam to robić i całkiem mi się to spodobało. Na początku studiów bałam się, że jak czegoś dotknę, to zniszczę. Ale trzeba wyzbyć się tego strachu, mnie w tym pomogły praktyki. Żadna pipeta, worteks, żel agarozowy i inne dziwne urządzenia nie są mi straszne, jak na początku przygody z biologią. Od początku trzeba się brać za czynności, które w przyszłości będą stanowić Twoją codzienność. A im więcej przeskoczysz poprzeczek, tym lepiej będzie Ci szło w dorosłym życiu i pracy.  

___
Wydaje mi się, że na tym punkcie mogę zakończyć, to chyba kilka najważniejszych zachowań, które pozwolą na spokojny rok, przeżyty w zgodzie z innymi studentami. Dorzucicie coś do tej listy?

września 05, 2017

Kosmetyki jakie stosuję do włosów cz.1

Kosmetyki jakie stosuję do włosów cz.1

Zanim przejdę do tematu posta, chciałabym Wam podziękować za tyle miłych słów i tak pozytywny odzew w stosunku do mojego pomysłu. Z racji, że trochę tych produktów do pielęgnacji mam, postanowiłam, że podzielę je na trzy posty. Cały osobny post poświęcę maskom od firmy Kallos, osobny będzie dotyczył stylizatorów i olejku - z góry proszę o cierpliwość. Myślę, że mniejsze dawki sprawdzą się lepiej, niż jeden - hiperduży post, który Was uśpi. Dzisiaj skupię się na szamponie i trzech odżywkach.

 

SZAMPON - BABYDREAM (ROSSMANN)


Staram się pielęgnować włosy delikatnymi produktami, a te dla dzieci właśnie takie powinny być. Jednak nie myślcie, że wszystkie produkty dla dzieci nie posiadają w składzie słynnego SLS i SLES (silne detergenty odtłuszczające, składnik m.in. detergentów do czyszczenia naszych domów; być może postaram się o bardziej 'biologiczny' post dotyczący tych związków). Nawet słynny szampon "Bambino" zawiera w swoim składzie zamiennik Laurylosiarczanu sodu (SMS).

Skład
Aqua, Cocamidopropyl Betaine (substancja myjąca), Lauryl Glucoside, Parfum, Glyceryloleate, Coco-Glucoside, Panthenol, Zinc sulfate (konserwant, działa bakteriobójczo), Sodium Hydroxide (regulator pH), P-Anisic Acid (kwas anyżowy - środek konserwujący, perfum), Lactic Acid, Triticum Vulgare Germ Extract (wyciąg z kiełków pszenicy), Chamomilla Recutita Flower Extract (wyciąg z rumianku pospolitego)

EMULGATORY - umożliwiają powstanie emulsji, łączą fazę wodną i olejową dzięki m.in. powstaniu miceli; powodują, że produkty nie rozwarstwiają się
HUMEKTANTY - substancje nawilżające, trwale wiążą i zatrzymują wodę (wiążą wodę w warstwie rogowej naskórka); uniemożliwiają również krystalizację szamponu po wylaniu go z opakowania
KONSERWANTY - przedłużają trwałość kosmetyków
EKSTRAKTY - zawierają witaminy, olejki eteryczne

Jak działa?
Jest bardzo delikatny, a zarazem skuteczny. Używam go tylko do mycia skóry głowy, nie powoduje podrażnień, nie zauważyłam też, by przy jego użyciu włosy szybciej się przetłuszczały. Na tę chwilę nie widzę negatywnych skutków jego używania. 

Jest tani, bo zapłacimy za niego ok. 6,50 zł i dostępny w Rossmannie.

 TEA TREE, SKALP TRATMENT CONDITIONER (PETAL FRESH)



Olejek z drzewa herbacianego ma wszechstronne właściwości. Działa antyseptycznie, przeciwzapalnie i dezynfekując, a więc idealnie powinien sprawdzić się u osób mających wrażliwą, problematyczną skórę. Powinien pozytywnie wpływać na walkę z łupieżem czy łojotokowym zapaleniem skóry. Normalizuje wydzielanie sebum, a tym samym wpływa na przetłuszczanie włosów. 

Skład
Aqua, Glycerin, Caprylic/Capric Trigliceride, Behenyl Alcohol (pianotwórczy, nadaje konsystencje), Cetearyl Alcohol, Cetyl Alcohol, Stearyl Alcohol, Hydroxypropyl Methylcellulose, *Olea Europaea (Olive) Fruit Oil (oliwa z oliwek - łagodzi, nawilża), Helianthus Annus (Sunflower) Seed Oil, Tocopheryl Acetate (przeciwutleniacz, zapobiega starzeniu się skóry), Panthenol (Vitamin B5), *Melaleuca Alternifolia (Tea Tree) Flower/Leaf/Stem Extract (wyciąg z kwiatów, liści, łodyg drzewa herbacianego), *Salvia Officinalis (Sage) Leaf Extract (wyciąg z liści szałwii lekarskiej), Orbignya Oleifera (Babassu) Seed Oil (wyciąg z orzechów babassu - wygładza, ułatwia rozczesywanie), *Tussilago Farfara (Coltsfoot) Flower Extract (wyciąg z kwiatów podbiału pospolitego - działanie przeciwłupieżowe), *Achillea Millefolium (Yarrow) Extract (wyciąg z krwawnika pospolitego - działanie przeciwzapalne, łagodzące), *Equisetum Arvense (Horsetail) Extract (wyciąg ze skrzypu polnego - działanie antyoksydacyjne, przeciwzapalne), *Rosmarinus Officinalis (Rosemary) Leaf Extract (wyciąg z liści rozmarynu - przeciwbakteryjny, antyoksydacyjny), *Althaea Officinalis (Marshmallow) Root Extract (wyciąg z korzenia prawoślazu lekarskiego - działanie łagodzące, zmiękcza, regeneruje), *Chamomilla Recutita (Chamomile) Flower Extract (wyciąg z kwiatów rumianku pospolitego), *Melissa Officinalis (Lemon Balm) Leaf Extract (wyciąg z liści melisy lekarskiej - działa ściągająco, przeciwzapalnie), *Thymus Vulgaris (Thyme) Extract (wyciąg z tymianku - silnie bakteriobójczy i przeciwzapalny), Dehydroacetic Acid (naturalny konserwant), Ethylhexylglycerin, **Fragrance (naturalne perfumy)

*pochodzenia naturalnego **naturalne aromaty pochodzące z olejków eterycznych

EMULGATORY - umożliwiają powstanie emulsji, łączą fazę wodną i olejową dzięki m.in. powstaniu miceli; powodują, że produkty nie rozwarstwiają się
HUMEKTANTY - substancje nawilżające, trwale wiążą i zatrzymują wodę (wiążą wodę w warstwie rogowej naskórka); uniemożliwiają również krystalizację szamponu po wylaniu go z opakowania
KONSERWANTY - przedłużają trwałość kosmetyków
EKSTRAKTY - zawierają witaminy, olejki eteryczne; wyraźna przewaga ekstraktów naturalnego pochodzenia jest jak najbardziej na plus
EMOLIENTY - składniki natłuszczające, tworzące warstwę okluzyjną, tzw. film, który ogranicza odparowywanie wody ze skóry głowy

Jak działa? 
Kupiłam go w Rossmannie, kiedy była promocja -49%. Słyszałam dużo dobrego na temat produktów tej firmy i postanowiłam sprawdzić, jak zadziałają na mnie. Używałam go (głównie ze względu na wielkość opakowania), kiedy byłam w Poznaniu, jako odżywkę zmywającą i jako maskę zostawianą na dłużej po umyciu szamponem. Zapach jest przyjemny, powiedziałabym, że miętowy. Faktycznie zauważyłam, że opóźnia przetłuszczanie się moich pukli. Zwykle poza domem jestem ok. 3 dni i właśnie raz w ciągu tych dni myję włosy. Nie muszę robić tego częściej, gdyż są w dobrym, czystym stanie.  

Kosztuje ok. 23 zł 

ODŻYWKA DO WŁOSÓW SUCHYCH I ZNISZCZONYCH Z EKSTRAKTEM Z LNU (O'HERBAL)


 Szampony i odżywki firmy O'Herbal znam i cenię sobie już długo. Pierwszym zestawem był ten do włosów kręconych z chmielem (niestety jeszcze nigdy nie spotkałam go w Rossmannie). Len poprawia kondycję i wzmacnia włosy, na skórę działa przeciwzapalnie, zatrzymuje w niej wodę. Jednak ogromnym minusem jest obecność PEG i PPG.

Skład
Aqua, Cetearyl Alcohol, Behenamidopropyl Dimethylamine, PPG-3 (uwodorniony olej rycynowy polioksypropylenowany 3 molami tlenku etylenu - substancja renatłuszczająca, odbudowuje film), Panthenol, Lactic Acid, Linum Usitatissimum (Linseed) Seed Oil (wyciąg z ziaren lnu zwyczajnego), Olea Europaea (Fruit Oil), Hydrolyzed Milk Protein, Triceteareth-4 Phosphate (produkowany z substancji rakotwórczych, ułatwia wnikanie substancji w głąb skóry), Caprylic/Capric Triglyceride, Disodium EDTA (zwykle używam go na zajęciach w laboratorium, konserwant, stabilizator - chroni kosmetyk przed zepsuciem), Glycerin, Parfum, Diazolidinyl Urea, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, Phenoxyethanol, *Ethylhexylglycerin, Coumarin 

* Konserwant o lekkich właściwościach humektantu

EMULGATORY - umożliwiają powstanie emulsji, łączą fazę wodną i olejową dzięki m.in. powstaniu miceli; powodują, że produkty nie rozwarstwiają się
HUMEKTANTY - substancje nawilżające, trwale wiążą i zatrzymują wodę (wiążą wodę w warstwie rogowej naskórka); uniemożliwiają również krystalizację szamponu po wylaniu go z opakowania
KONSERWANTY - przedłużają trwałość kosmetyków
EKSTRAKTY - zawierają witaminy, olejki eteryczne; wyraźna przewaga ekstraktów naturalnego pochodzenia jest jak najbardziej na plus
EMOLIENTY - składniki natłuszczające, tworzące warstwę okluzyjną, tzw. film, który ogranicza odparowywanie wody ze skóry głowy

Jak działa?
Ze względu na niezbyt ciekawy skład używam go tylko do mycia włosów, gdzie sprawdza się bardzo dobrze. Kilkukrotnie zdarzyło mi się, że moje włosy nie przyjęły oleju, a mimo to, odżywka poradziła sobie z oczyszczeniem ich. Niby naturalny, aczkolwiek ilością konserwantów zdecydowanie przegrywa ze swoim poprzednikiem.  

Koszt ok. 22 zł

 CEDROWY BALSAM ODŻYWIENIE I WZMACNIANIE (BABUSZKA AGAFIA)

 Babuszkę poznałam, kiedy jeszcze nie była dostępna stacjonarnie. Najpierw zakochałam się w jej maseczkach, później szamponach i odżywkach. (Ostatnio zachwycam się też produktem do demakijażu, który pewnie doczeka się swojej recenzji). Olej cedrowy ma za zadanie nawilżyć i intensywnie odżywić włosy. Zaskoczeniem w składzie zdecydowanie jest karmel, jednak nie doszukałam się nigdzie informacji, jak może wpływać na włosy.

Skład
Aqua, Cetearyl Alcohol, Cetrimonium Chloride (nadaje połysk, ułatwia rozczesywanie, zapobiega plątaniu), Betula Alba juice* (wyciąg z brzozy - antyseptyczny, ściągający, łagodzący), Potentilla Fruticosa Extract (wyciąg z pięciornika krzewiastego), Linum Usitatissimum Seed Oil* (wyciąg z ziaren lnu zwyczajnego), Pinus Sibirica Seed Oil* (olejek cedrowy - przeciwzapalny, ściągający, łagodzący), Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Ceteareth-20, Tocopheryl Acetate (antyoksydant), Citric Acid (kwas cytrynowy - dobrze złuszcza skórę, niweluje przebarwienia), Parfum, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone, Caramel (karmle?)

 * składniki pochodzenia naturalnego

EMULGATORY - umożliwiają powstanie emulsji, łączą fazę wodną i olejową dzięki m.in. powstaniu miceli; powodują, że produkty nie rozwarstwiają się
HUMEKTANTY - substancje nawilżające, trwale wiążą i zatrzymują wodę (wiążą wodę w warstwie rogowej naskórka); uniemożliwiają również krystalizację szamponu po wylaniu go z opakowania
KONSERWANTY - przedłużają trwałość kosmetyków
EKSTRAKTY - zawierają witaminy, olejki eteryczne; wyraźna przewaga ekstraktów naturalnego pochodzenia jest jak najbardziej na plus
EMOLIENTY - składniki natłuszczające, tworzące warstwę okluzyjną, tzw. film, który ogranicza odparowywanie wody ze skóry głowy

Jak działa?
Pozostawiam go dłużej na włosach, które bardzo go chłoną. Są przyjemnie gładkie, leciutkie i bardzo delikatne. Po jego użyciu czuję, że moje loki faktycznie są nawilżone. Początkowo zdziwiła mnie konsystencja - jest bardzo lejąca, ale to świadczy o dobrym składzie. Często kieruję się zasadą, że im mniej w składzie, tym mnie chemii, a więc lepiej do mnie. U Babuszki świetnie się to sprawdza.

Tani i bardzo dobry, cena ok. 6 zł.
 ___
 Powtarzałam pod każdym składem oznaczenia, by się nie zgubić, nieraz sama plątałam się. To moje pierwsze takie recenzje. Mam nadzieję, że nie są one totalnie złe ;)
Znacie te kosmetyki? Stosujecie? Co sądzicie?  

września 04, 2017

Victoria Aveyard: Królewska klatka

Victoria Aveyard: Królewska klatka
lubimyczytac.pl
Trzeci tom bestsellerowej serii „Czerwona Królowa”.

Mare jest pilnie strzeżonym więźniem zdanym na łaskę i niełaskę Mavena. Dręczą ją wspomnienia własnych błędów, a działanie Cichego Kamienia pozbawia ją mocy. Buntowniczka staje się dziewczyną bez błyskawic. Jednak i Maven otoczony jest wrogami. Z trudem utrzymuje kontrolę nad krajem oraz swoim więźniem. Mare czuje, że mimo nienawiści, którą żywi do Mavena, jest on prawdopodobnie jej jedyną szansą na przeżycie, zwłaszcza że Evangeline dąży do jak najszybszej egzekucji Czerwonej Królowej. Tymczasem Nowi i Czerwoni przygotowują się do wojny, bo nie chcą już dłużej pozostawać w ukryciu. Jest z nimi książę Cal, którego nic nie powstrzyma przed ratowaniem Mare.

Kto rozświetli drogę buntowników, jeśli dziewczyna od błyskawic straci swoją moc? Już wkrótce ogień ogarnie wszystko i spali bezpowrotnie Nortę, jaką Mare znała.

 

 

Przychodzę dzisiaj do Was z trzecim tomem o Marie. Tak, jak wspominałam w recenzji, druga część podobała mi się znacznie mniej, niż pierwsza.  I zwykle bywa tak (np., kiedy czytałam sagę Zmierzch), że odczuwam niechęć do kolejnych tomów. Dlaczego? Zawsze daję im szansę, czytam je, ponieważ chcę wiedzieć, co dalej wydarzy się w świecie bohaterów, jednak nie daje mi to dużej satysfakcji, jak przy pierwszych tomach. Dzieje się tak, gdyż czuję, jakby kolejne tomy powstawały tylko dlatego, iż trzeba skończyć, jeśli się zaczęło lub zwyczajnie dla pieniędzy (prosty przykład - znów Zmierzch, ale tym razem z perspektywy Edwarda). Wracając do stworzycielki Marie - myślę, że przy trzeciej części Aveyard naprawdę się postarała. I choć na początku podeszłam do książki kręcąc nosem, tak później uznałam ją za najlepszą część. 

Drugi część ucina się w charakterystycznym momencie, nagle, kiedy chcielibyśmy więcej i więcej. Na szczęście w trzecim wracamy od razu do tamtych chwil. I okazuje się, że los nadal nie uśmiecha się do Marie. Dostaje się w ręce Mavena, który zdaje się oszalał - na punkcie Marie, knucia intryg pozwalających na zatrzymanie tronu i omijania ślubu. Popadł w szaleństwo - rzeczywistość miesza mu się z lukami w pamięci, które zawdzięcza własnej matce. Bohaterka jednocześnie chce zemsty na królu i zdaje sobie sprawę, że przez niego nie przeżyje nawet dnia na złowrogim dworze.
Zabawne - kiedyś myślałam, że najbardziej obawiam się tego, iż zostanę sama. Teraz nigdy nie jestem sama, ale przerażenie mnie nie opuszcza.
Ciągła obecność cichego kamienia, strażników jej pilnujących dają Marie czas na snucie przemyśleń, szukania rozwiązania. Próbuje domyśleć się, czy Szkarłatna Gwardia nadal istnieje? Co stało się z jej rodziną? Gdzie jest teraz Cal? Dzięki pisaniu książki z perspektywy różnych postaci, dobrze wiemy, że Szkarłatna Gwardia prężnie działa, by dowiedzieć się, jak wyrwać z dziewczynę z rąk zagubionego króla, a tym czasem cały czas stara się ratować kolejnych Nowych. Pierwsza próba odbicia Marie nie powodzi się, a załamana bohaterka utrzymuje się przy życiu tylko dzięki świadomości, że oni są, pamiętają o niej. Jednocześnie na dworze Srebrnych zaczyna panować chaos, spowodowany przez buntujące się rodziny. Tron nie jest już pewny i bezpieczny. 
Moje pęta to kajdany z Cichego Kamienia. Jego pęta to korona. 
Dopiero druga próba wyzwala bohaterkę spod męczarni zapewnionych przez Mavena. Ale to nie koniec - walka trwa dalej i nie ma czasu na odpoczynek.Rodzina Marie nie chce jej stracić, jednak uparta bohaterka musi dokończyć to, co zaczęła. Nie może odwrócić się w kulminacyjnym momencie, Gwardia potrzebuje jej, a ona Gwardii. Między planami obalenia Mavena znajduje się czas, by zaczęła kwitnąć miłość łącząca Cala i Marie. Długi czas nie przyznawali się do gorącego uczucia, jednak emocje niekiedy biorą górę nad zdrowym rozsądkiem. 

Wątek uwięzienia Marie mógł wydawać się nudny, jednak sposób, w jaki został przedstawiony, mnogość sytuacji, w których uczestniczy nie pozwala zasnąć nad książką. Pojawi się wiele nagłych sytuacji, które zmienią koleje losu. Przyjaciele staną się wrogami, wrodzy sprzymierzeńcami. Zaskoczą Was niektóre czyny bohaterów i to, co nimi kieruje. A pod koniec książki mogłam się poczuć, jak zbuntowana nastolatka. Też tak macie, gdy jesteście pewni happy endu, nagle jedna głupia decyzja powoduje, że macie ochotę znaleźć decydującego i zacisnąć dłonie na jego gardle? Ja tak poczułam i dlatego mogę stwierdzić, że książka mnie urzekła, spowodowała, że nie męczyłam się przy gatunku, którego szczególnie nie darzę sympatią.
Teraz wiem, że nie miałam pojęcia, czym jest miłość. Ani jakie to uczucie mieć nawet odrobinę pęknięte serce. To stać przed człowiekiem, który jest całym twoim światem, i dowiedzieć się, że nie wystarczasz. Że cię nie wybiera. Jesteś cieniem osoby, która jest twoim słońcem.

P.S. Już miałam o tym wcześniej wspomnieć - książka stała się inspiracją do piosenki pewnych dwóch Polaków. 

 

września 01, 2017

Podstawy pielęgnacji moich kręciołków

Podstawy pielęgnacji moich kręciołków

 

Gdy byłam malutka, ledwo odrosłam od ziemi miałam dar - nad moim czołem pojawiał się złoty lok, który zwiastował deszcz. Kiedy wyczuwał wilgoć w powietrzu zwijał się pięknie, a kiedy było sucho, niczym przesuszona trawa, stawał się sianem. Doskonale pamiętam, jak moja ciocia, mieszkająca po drugiej stronie ulicy, szczególnie w żniwa przychodziła do nas, dokładniej do mnie z uśmiechem na ustach prosząc, bym pokazała jej swój lok. Niecierpliwiłam się strasznie, kiedy wszyscy domownicy i jeszcze ciocia doglądali mojego barometru. Zdenerwowałam się okrutnie, porwałam nożyczki mojej siostrze, takie dziecięce  z linijką, schowałam się w salonie i lok obcięłam do samej skóry. I tak zaczęła się moja wojna z owieczką, którą mam na głowie.

 Nie lubiłam swoich włosów, jak wiele dziewcząt w moim wieku, zazdrościłam długich, prostych, okropnie grubych i gęstych włosów siostrze. Za to ona robiła wszystko, by mieć na głowie loki. I długi czas jakoś sobie z nimi żyłam, a to warkoczyki, a to kitki, czasem opaska (kiedyś byłam ich wierną fanką), koczek, jednocześnie nie rezygnowałam z rozpuszczonych. Nosiłam swoje siano, kilka razy pozwoliłam sobie na wyprostowanie ich, ale kończyło się to dramatem - jedne pukle zwinięte, inne lekko jeszcze proste. 


 Z czasem jednak zaczęłam je lubić, uwierzyłam w słowa znajomych, rodziny i przyjaciół, że moje włosy są wyjątkowe i piękne. No i zaczęłam czytać. Ogrom informacji, jak najlepiej dbać o moje włosy nieco mnie przytłoczył, ale zaczęło się olejowanie, próby mycia metodą OMO. Wszystko jednak miało krótkoterminowy efekt, gdyż brakowało mi systematyczności. Dostarczałam włosom składników, jednak robiłam kilka błędów, przez które i tak nie były one całkiem idealne. Ba, nadal nie są, co nie zmienia faktu, że już zauważyłam pewne efekty. A sumiennie i regularnie dbam o nie naprawdę krótko. Bo przyłożyłam się do nich dopiero w połowie sierpnia, kiedy stwierdziłam, że czas ogarnąć temat loków jeszcze raz; z pomocą przyszedł mi blog Curly Madeleine. Jakie zmiany wprowadziłam?

 OLEJOWANIE - przed każdym myciem włosów na minimum 2 godziny nakładam olej. Często zdarza mi się, że nakładam go rano, a włosy myję dopiero wieczorem. Moje pukle chętnie przyjmują oleje. 

MYCIE WŁOSÓW METODĄ OMO - dość popularna metoda, dzięki niej moje włosy są dobrze oczyszczone, ale nie przesuszone. Składa się z kilku etapów.
1.ODŻYWKA -  na mokre włosy, na ich długość nakładam odżywkę. Dzięki temu, włosy są zabezpieczone przed szkodliwym działaniem szamponu.
2. MYCIE SZAMPONEM - wybieram szampony bez słynnego SLS w składzie. Odpowiednią ilość szamponu nakładam tylko na skórę głowy, masuję ją. Piana, która mimowolnie spływa po długości włosów jest wystarczająca, by je umyć. Spłukuję, ważne by woda była letnia.
3. ODŻYWKA - ponownie nakładam odżywkę, tym razem wybieram zależnie, od tego, czego potrzebują mi włosy - proteinowa, z humektantami lub emolientami. Odżywce na tym etapie pozwalam się wchłonąć przez dłuższy czas z pomocą turbanu z czepka z mikrofibry i ręcznika. Czasem, gdy wymagają tego składniki odżywek, nakładam ich dwie, po ok. 20 minut; gdy nakładam jedną, zostawiam ją na ok. 40 minut. 

CZESANIE TYLKO NA MOKRO - z użyciem grzebienia (z szerokim rozstawem ząbków) tylko na mokre włosy, podczas ich kąpieli było mi najtrudniej. Kiedy wstawałam rano, miałam ochotę przeczesać, chociaż tylko czubek głowy, wydawało mi się, że nie wyglądają dobrze bez grzebienia. Pilnowałam się jednak i faktycznie zauważyłam różnicę na plus.

WYCIERANIE W BAWEŁNĘ - zwykły, najprostszy T-shirt obchodzi się znacznie delikatniej z kręciołkami niż ręcznik. Nigdy nie należy trzeć włosów, bo to zdecydowanie niszczy ich strukturę. Delikatne 'wyciągnie' wody, przez delikatne dociskanie.



SPECYFIK DO STYLIZACJI - jakiś czas, długi czas, miałam sceptyczne nastawienie do produktów stylizujących włosy. Jednak bez ich użycia nie ma mowy, że rano wstanę z ładną fryzurą. I długi czas robiłam ten błąd, że nie nakładałam nic, prócz lekkiego olejku na końcówki włosów.  Kiedy włosy wyschły cieszyłam się pięknymi lokami, które utrzymywały się dopóki dopóty nie poszłam spać. 

5 prostych zasad i pilnowanie systematyczności sprawiły, że moje włosy o wiele lepiej wyglądają. Nie mam już siana na głowie, nie muszę wieczorami martwić się, czy znów będę musiała robić koka, kiedy wychodzę na uczelnie, moje włosy czują się lepiej, a dzięki temu moje samopoczucie i samoocena nieco wzrasta. Bo gdy wiem, że wyglądam dobrze, dlaczego mam się czuć źle? 

Następny post o włosach, który mam nadzieję, udam mi się napisać w przyszłości potraktuję o specyfikach - zdjęcia już są, brakuje tylko treści ;)

 
takie tam, małe zapasy
Copyright © 2016 lekkość duszy , Blogger