Wieś czy miasto?

Wtorkowy poranek był ciężki - budzik zadzwonił przed świtem, o 4:30. Ubrałam się przy nikłym świetle lampki, by nie zbudzić śpiącego Chłopaka, w toalecie, przy ciut lepszym świetle zrobiłam szybki makijaż i zebrałam włosy w kok. Przy każdym łyku gorzkiej herbaty i gryzie ciepłego tosta czułam, jak bardzo jestem zmęczona, a dzień dopiero się zaczynał.

Szybko odzwyczaiłam się od wczesnego wstawania dzięki spaniu w Poznaniu, dlatego, kiedy wyjątkowo musiałam jechać na uczelnie od siebie, doceniłam, jaki komfort mają wszyscy Ci, którzy mieszkają blisko swoich zajęć codziennych. Kiedy inni przekręcają się na drugi bok, jak jem śniadanie, ubieram buty i wychodzę. Jest to uciążliwe, ale da się przeżyć. Podobnie da się przyzwyczaić do powrotów o później godzinie, bo kiedy inni jedzą obiad lub już odpoczywają, ja dopiero siedzę w pociągu.

Ale to nic.
Zwykle jest tak, że chcemy przeciwieństwa tego, co mamy.
Ja teraz mam wszystkiego po trochu - miasta, mieszkania w bloku, gdzie wracam, czasami gotuję, a zwykle siedzę i  patrzę przed siebie czekając, aż prawowici domownicy wrócą. Czasami wyję na miasto, ale ile można chodzić po sklepach? I jedyne plusy, jakie widzę w Poznaniu, to fakt, że wysypiam się na uczelnię, a jak czegoś potrzebuję, to wychodzę i za chwilę to mam. Pewnie inaczej byłoby, gdyby to było moje mieszkanie, ale to zupełnie inna bajka. Bo nie powiem, z Aniołem cały czas dogadujemy się świetnie, tak samo jak dogaduję się z jego rodziną. 

Na wsi za to zawsze mogę wyjść pobłąkać się do ogrodu, zobaczyć nad czym pracuje tata i jak posuwają się czynności w ogrodzie. Oddycham świeżym powietrzem, choć czasem odbijam się leniwie od ścian, to jakoś jest inaczej. Nie czuję zamknięta się w blokowej klatce, doskonale rozumiem Ciocię Damiana, która kiedyś mieszkała w takim domu, jak mój. 

I jedynie, czego sobie życzę, gdybym musiała zamieszkać w mieście - balkon. Ale i tak, wolę domek przy polu.


Komentarze

  1. Spędziłam tydzien w przepięknej Barcelonie, chłonęł atmosferę i odgrywałam nowe miejsca. Wczoraj wróciłam do mojego małego miasteczka na wybrzeżu i nie ma lepszej rzeczy! Cisza, spokój, swiergot ptaków tak wspaniale można odpocząć i zrelaksować się! <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja tak miałam na pierwszym roku studiów. Ogólnie mieszkam na wsi, w dużym domu, a tu trzeba było wynająć mieszkanie i siedzieć praktycznie w większości w swoim pokoju. Ale myślę, że to kwestia przyzwyczajenia, no i tego, co wolimy - wysypiać się i mieć blisko, czy jednak dojeżdżać :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja całe życie spędziłam na wsi. Od tego miesiąca mieszkam w mieście i na razie jestem zadowolona ze zmiany. Jest dużo więcej miejsc gdzie można pójść, zawsze można odkryć coś nowego.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja się właśnie wyprowadziłam z Warszawy na wieś. I jest mi z tym bardzo dobrze. Może brakuje mi tego komfortu, ze jak mi czegoś brakuje to przechodze przez ulice i mam. Ale bez przesady. Wsiadam do samochodu i po kilku chwilach jestem w małym miasteczku a tam mam i Rossmana, i Pepco, i Biedronkę. :)
    Więc na tak postawione pytanie: wybieram zdecydowanie wieś!

    OdpowiedzUsuń
  5. Choć czasami się wściekam to kocham życie na wsi ;) miasto mnie męczy, choć pewnie to kwestia przyzwyczajenia, ale pamiętam jak przyjeżdżałam od chłopaka, który mieszkał w mieście to zawsze wracałam do domu z ulgą i zamykałam sie w pokoju żeby się wyciszyć.

    OdpowiedzUsuń
  6. Mi rok temu ciężko było się przestawić z życia wiejskiego na miejskie. Wyjazd na studia wiadomo, na szczęście mam ten komfort, że do uczelni 5 min. drogi piechotką. Szczerze mówiąc mam dalej do sklepu niż na uczelnię, a to tam wolałabym chodzić częściej :D . Miasto mi się podoba, ma swoje klimatyczne miejscówki, uliczki no i rynek, który uwielbiam w każdym mieście! Ta historia krzycząca z tych starych murów. Ale brakuje mi wsi mimo wszystko, spokoju, przestrzeni, ciszy... Często uciekam do różnego rodzaju parków, tam gdzie są drzewa, żeby mieć jakikolwiek kontakt z przyrodą. Ogólnie to nie jest źle, wszystko ma swoje plusy i minusy, ale czuję ogromny spokój kiedy wracam do domu, na wieś :)

    OdpowiedzUsuń
  7. "Zwykle jest tak, że chcemy przeciwieństwa tego, co mamy." - 100% prawda! Często tak się zdarza. A potem dostajemy to,czego niby chcieliśmy i okazuje się,że niekoniecznie jest tak fajnie jak się wydawało i zauważamy wartości tego poprzedniego,może nawet zaczynamy za tym tęsknić.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy komentarz, jednak, jeśli nie ma się on odnosić do tematu posta, a ma jedynie reklamować Twój blog, to nie pisz go wcale ;)

Innych pozostawiających swój ślad na pewno odwiedzę ♡