maja 03, 2018

D O M

D O M

Budzę się wraz ze świtem, kiedy ptaki rozpoczynają swój dzień od porannych śpiewów i treli. Otwieram zaspane oczy i sprawdzam wskazówki zegara. Mam jeszcze czas, przewracam się na bok, leniwie wystawiając nogę spod gorącej kołdry. W pasie czuję ciężar ręki mojego Anioła. 

Już dawno nie czułam się tak dobrze, tak spokojnie i bezpiecznie, mogę na chwilę zapomnieć o uczelni, kolokwiach i laboratorium. Nie muszę słuchać plotek koleżanek, nie muszę nic. 

Wstajemy, gdy jeszcze znad kubków unosi się para, a w powietrzu czuć zapach świeżo mielonej kawy. Powoli przechodzimy do śniadania, resztę dnia spędzamy głównie na zewnątrz. Ciepłe promienie słońca otulają skórę. Tak bardzo tęskniłam za takimi chwilami, kiedy głowę mam pustą od nerwów, a jedyny problem stanowią kąsające komary. 

Kłótnie z siostrą o pierwszą kromkę gorącego chleba i przekomarzanie się z Damianem. 

Chciałabym zatrzymać to, jak najdłużej.
Copyright © 2016 lekkość duszy , Blogger